Co by było, gdyby Lehman Brothers nie upadł

Adrian Boczkowski
26-09-2009, 09:53

Niewiele brakowało, by do spektakularnego bankructwa Lehman Brothers w ogóle nie doszło. Ubezpieczeniem aktywów ikony bankowości inwestycyjnej był zainteresowany Warren Buffett, jeden z największych inwestorów na świecie. Do transakcji nie doszło, bo znany inwestor … nie odsłuchał poczty głosowej w telefonie komórkowym.

— Dostałem ofertę przed ogłoszeniem bankructwa przez Lehman Brothers. To było w czasie, gdy przejęciem Lehmana interesował się Barclays. Nie otrzymałem faksem informacji, jakich wymagałem. Dopiero później zorientowałem się, że znajdowały się w wiadomości na mojej poczcie głosowej. Nie odsłuchałem jej, bo nie wiedziałem, jak to zrobić — wyjawił Buffett kilka dni temu, podczas konferencji w rocznicę upadku Lehmana.

Szok już minął

Dzięki szokowi, jaki w połowie września zeszłego roku wywołało bankructwo Lehman Brothers, administracji rządowej USA udało się "przepchnąć" przez Kongres warty 700 mld USD plan Paulsona. Niestety, był on dziurawy i pieniądze popłynęły szerokim strumieniem do bankierów, w dużej mierze także na ich wysokie premie czy zabawy w luksusowych ośrodkach spa. Tymczasem zniknęło zaufanie na rynku międzybankowym, co zamroziło przepływy kapitału. Każdy bał się pożyczać. To zepchnęło wiele instytucji nad krawędź bankructwa, a giełdowe indeksy pikowały przez blisko pół roku. W rok po bankructwie Lehman Brothers — czwartego pod względem wielkości banku w USA, który w blisko 160 -letniej historii przetrwał wojny, wielki kryzys i szoki naftowe — świat powrócił w wielu aspektach do formy sprzed tego wydarzenia.

Wskaźniki zawróciły

Przede wszystkim, spread LIBOR-OIS (mierzy niechęć banków do pożyczania sobie nawzajem) spadł właśnie do przeciętnej wartości sprzed bankructwa Lehmana. Różnica między trzymiesięcznym dolarowym LIBOR (stawka, po jakiej można pożyczyć pieniądze) a indeksem swapów overnight wynosi obecnie 11 pkt bazowych. Tymczasem w październiku spread LIBOR-OIS doszedł do historycznego maksimum 364 pkt bazowych i spowodował załamanie na rynku kredytowym.

Obecnie, kiedy Ben Bernanke mówi o zakończeniu technicznej recesji w USA, giełdowe indeksy już praktycznie powróciły do poziomów sprzed jesienno-zimowej paniki. Amerykańskiemu SP 500 brakuje jeszcze 14 proc., ale odbił już od dna o 55 proc. Podobnie zachowuje się brytyjski FTSE czy chiński Hang-Seng. Jeszcze większymi sukcesami mogą pochwalić się krajowe indeksy. WIG udało się nawet przebić 25 sierpnia poziom z 12 września 2008 r. (13 i 14 września były weekendem), odbijając od lutowego dna o 84 proc. Jak jednak wyglądałyby dziś rynki finansowe, gdyby do upadku Lehman Bros. nie doszło?

Bez nurkowania

Logika podpowiada, że bez spektakularnego bankructwa Lehmana ewentualne spadki indeksów nie byłyby tak gwałtowne. Nie zobaczylibyśmy też pewnie paniki na rynkach walut krajów wschodzących. Nie byłoby więc problemu toksycznych derywatów walutowych w bilansach spółek i wielu nieprzespanych nocy u menedżerów i inwestorów. Być może giełdy wpadłyby w dłuższy trend boczny, choć w końcu należałoby się spodziewać zniżek. Nabrzmiałe rynkowe bańki nie mogły przecież rosnąć w nieskończoność. Ruchy notowań byłyby jednak z pewnością mniej nerwowe, a uczestnicy rynku mieliby czas i informacje, by w większym spokoju przeanalizować rzeczywistość.

— Informacja o upadku Lehman Brothers uwolniła duże siły podażowe, które wystraszyły się wagi tego bankructwa. Niewątpliwie miało to wpływ na głębokość spadków indeksów giełdowych, bo duże fundusze działają automatycznie. To nakręciło lawinę spadków, bo pękały stop lossy i techniczne wsparcia. Sposób odreagowania rynków pokazuje jednak, że strach miał wielkie oczy, a rynkowy lęk został wykorzystany przez tych, którzy odebrali akcje po niskich cenach — mówi Wojciech Olszewski, zarządzający portfelem OFE Polsat.

Załamanie rynków po bankructwie Lehman Brothers było jednak katalizatorem pewnych zmian (np. delewarowanie, powrót do korzeni bankowości), których rynki z pewnością potrzebowały. Niemniej, ogromne wydatki rządowe, by nie dopuścić do długotrwałej depresji, mogą odbić się dla wielu krajów solidną czkawką. Ale to dopiero perspektywa przyszłej dekady.

Co na to Rafał Benecki, starszy ekonomista ING Banku?

Czy roczne podnoszenie się rynków z zapaści to długo? To było dość szybkie wybicie, bardziej przypominające kryzys o podłożu gospodarczym niż kredytowym. Wciąż jednak byłbym ostrożny ze stwierdzeniem, czy obecne wybicie rynków finansowych i gospodarek można uznać za ostateczny sygnał zakończenia kryzysu. Obecną sytuację umożliwiły olbrzymie pieniądze uruchomione przez rządy i banki centralne do przeciwdziałania kryzysowi. Pewnym minusem takiego rozwiązania jest jednak to, że nie zobaczyliśmy pełnego wyczyszczenia rynku, które bez ingerencji państw z pewnością by nastąpiło. Argumentem przeciw takiemu drastycznemu rozwiązaniu był jednak nadmierny koszt w postaci utraconego wzrostu gospodarczego i doświadczenia z czasów kryzysu lat 20. — mówi.

Bez upadku Lehman Brothers kryzys mógłby trwać dużo dłużej i skończyć się dużo gorzej. Powrót do równowagi mógłby być rozwleczony w czasie, a wiele negatywnych aspektów przedkryzysowej gospodarki światowej trwałoby dłużej. Patologie, które udało się wyeliminować dzięki upadkowi Lehmana, to np. nadużywanie instrumentów sekurytyzacyjnych i funkcjonowanie banków wykorzystujących nadmierną dźwignię finansową czy nierównowaga związana z boomem kredytowym i ujemnym poziomem oszczędności Amerykanów. Upadek Lehmana miał jednak pewne negatywne skutki po stronie realnej gospodarki, gdzie na przełomie 2008 i 2009 r. zobaczyliśmy zapaść w handlu międzynarodowym, a potem poprzez efekty mnożnikowe osłabienie inwestycji, konsumpcji i zatrudnienia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Banki / Co by było, gdyby Lehman Brothers nie upadł