Co by było, gdyby nastroje firm okazały się wyrocznią?

Marta Petka-Zagajewska
opublikowano: 09-01-2009, 00:00

Wskaźnik koniunktury gospodarczej spadł to poziomu, który — gdyby gospodarka podążyła jego śladem — oznaczałby spadek PKB o 4 proc. rocznie. To byłaby totalna katastrofa. Zbankrutowałoby wiele firm, ponieważ w takich warunkach o zysk bardzo trudno. Przeciętny Kowalski również wpadłby w duże kłopoty. Bezrobocie mogłoby wzrosnąć dwukrotnie, czyli nawet do 20 proc. Runęłyby dziedziny uznawane dotąd za filary naszej gospodarki, takie jak konsumpcja czy inwestycje. W takiej sytuacji z pewnością z Polski w popłochu uciekaliby też zagraniczni inwestorzy, a to nieuchronnie przyniosłoby zapaść na rynku walut i dalsze spadki na giełdzie.

Na szczęście taki scenariusz to tylko czarna i nierealna wizja. Stany Zjednoczone i gospodarki krajów strefy euro są w bardzo dużym kryzysie już od kilku kwartałów, a mimo to dynamiki PKB spadają najwyżej do około -1 proc. w ujęciu rocznym. Aż tak źle, jak rysuje to koniunktura, nawet tam nie będzie, a przecież Zachód ma znacznie gorsze perspektywy niż my. W przypadku polskiej gospodarki bardzo pesymistyczny scenariusz to dynamika PKB równa -1 proc.

Marta

Petka-Zagajewska

ekonomistka Raiffeisen Banku

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Petka-Zagajewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane