Co przedsiębiorca to historia, a nie bajka. Nie zawsze ze szczęśliwym zakończeniem

Marcin Zawiśliński
opublikowano: 26-09-2007, 00:00

Zarządy banków zrozumiały, że korporacje też były kiedyś małymi firmami. I dlatego zaczęły w końcu o nie dbać.

Zarządy banków zrozumiały, że korporacje też były kiedyś małymi firmami. I dlatego zaczęły w końcu o nie dbać.

imo że małe i średnie firmy stanowią dominującą grupę przedsiębiorstw w naszym kraju (i w całej Europie), zatrudniającą około 7 mln osób, to opowieść o ich kontaktach z bankami przypomina raczej twardy bój o każdy metr boiska, niźli drogę usłaną różami.

Przez długie lata dobrodziejstw i dogodności, takich jak szybka i sprawna obsługa klienta, preferencyjne warunki kredytowe i leasingowe, doświadczały tylko najbogatsze firmy.

Działo się tak dopóty, dopóki większość z nich została już klientami instytucji finansowych. Rynek bankowy zaczął wówczas szukać impulsów do dalszego rozwoju. I wtedy banki przypomniały sobie o małych i średnich przedsiębiorstwach. Kolejnym powodem tej zmiany w podejściu do mniejszych jest postępująca z jednej strony konsolidacja, z drugiej zaś silna specjalizacja i segmentacja całego sektora bankowego w Polsce.

— Dotyczy to także większości firm leasingowych, które są teraz wspierane przez banki. Między nimi też toczy się ostra walka o każdego klienta — przyznaje Jarosław Rymuszka, dyrektor finansowy firmy SaneChem z podwarszawskiego Czosnowa, produkującej środki czyszczące i dezynfekujące.

Dwa podejścia

Ostatnie dwa lata przyniosły wysyp kompleksowych ofert skierowanych bezpośrednio do małych i średnich firm. Mają je: BRE Bank (trzy modyfikacje pakietu Efekt), BPH (pakiet Harmonium), Fortis Bank (Fortis Class), czy też Reiffeisen Bank (R-Profit).

— Teraz przedstawiciele banków sami do nas przychodzą i proszą o rozmowę — mówi Jarosław Rymuszka.

Jednak nie zawsze tak było.

— Kiedy zaczynaliśmy działalność w 1991 r., nie było wielkiego wyboru. Istniało tylko PKO i banki spółdzielcze. My zdecydowaliśmy się założyć konto w Krakowskim Banku Spółdzielczym. Po kilku latach przenieśliśmy się jednak do BRE Banku, bo tam była dużo szybsza, sprawniejsza i, co ważne, także elektroniczna obsługa konta — wspomina Barbara Nowak, dyrektor finansowy krakowskich Zakładów Usług Energetycznych i Komunikacyjnych.

Nieco wcześniej, bo na początku lat dziewięćdziesiątych, działalność gospodarczą rozpoczynała firma GM Records, teraz specjalizująca się w tłoczeniu płyt CD.

— Nie ma idealnego modelu banku. Dlatego zapytania o oferty warto najlepiej składać w kilku bankach jednocześnie, a następnie je porównywać — radzi Marek Grela, właściciel firmy.

Jego pogląd podziela Jarosław Rymuszka. Uważa, że lepiej jest trzymać środki finansowe w kilku bankach jednocześnie. Jego przedsiębiorstwo kooperuje z trzema, ale 80 proc. obrotów ma tylko w jednym z nich. W którym?

— W tym, w którym mamy konto od lat i do którego mamy największe zaufanie — mówi.

Nie wszyscy jednak tak postępują i mają ku temu powody. Takiej potrzeby nie czuje na przykład Konrad Sobecki, prezes firmy Tamex Obiekty Sportowe, który od dwóch lat korzysta z usług Reiffeisen Bank.

— Już od kilku lat współpracujemy z Deutsche Bankiem i jest to idealne rozwiązanie dla przedsiębiorstwa takiego jak nasze, czyli średniej wielkości — wtóruje mu Jan Krzywonos, prezes krotoszyńskiej firmy Jotkel.

Dopasowane usługi

Czego najczęściej oczekują od banków przedsiębiorcy? Szybkiej i sprawnej obsługi? Stosunkowo łatwego dostępu do kredytu lub leasingu? Tanich elektronicznych przelewów?

Banki różnią się między sobą sposobem podejścia do klienta, kosztem obsługi kredytu, zabezpieczeniami, metodami monitoringu wskaźników finansowych itd.

— W BRE nie odpowiadała nam obsługa. Poza tym, jeśli chodzi o koszty związane z zaciągniętym przez nas kredytem, był to dla nas stanowczo za drogi bank. Dlatego przenieśliśmy się do Reiffeisen Bank — przyznaje Konrad Sobecki.

— Elastycznie i sprawnie działający bank to dla firmy takiej jak nasza, czyli średniej wielkości, korzystającej z funduszy unijnych, niezbędny warunek skutecznej działalności — dodaje Jan Krzywonos.

Dla wielu przedsiębiorców bardzo istotny jest też czas reakcji banku na konkretny problem, z którym przychodzą do niego klienci. Czasami każdy tydzień, jeżeli nawet nie dzień, jest na wagę złota.

— Kiedyś dosyć szybko musieliśmy zaciągnąć kredyt. Złożyliśmy ofertę do BRE, w którym mamy konto i do Deutsche Banku. Nasz bank zbyt długo ociągał się z podjęciem decyzji. Niemcy byli szybsi i zaproponowali nam lepszą ofertę. Dlatego zdecydowaliśmy się na nią — opowiada Barbara Nowak.

W niektórych sytuacjach liczy się także komfort psychiczny, poczucie, że w razie czego firma może liczyć na obsługujący ją bank.

— Nie chodzi przykładowo tylko o potwierdzenie linii kredytowej, lecz także o deklarację woli na udzielenie takiego kredytu — przyznaje Sobecki.

Nie mniej ważne jest indywidualne i, co jeszcze istotniejsze, kompetentne podejście banku do przedsiębiorstwa, z którym zawarł on umowę na prowadzenie konta.

— Lata 2002-06 były okresem sporej migracji analityków finansowych z banku do banku, co nie zawsze dobrze wpływało na sprawną i profesjonalną obsługę firm. Tymczasem najlepiej byłoby, gdyby opiekowała się nami osoba, która już kilka lat pracuje w banku, gdzie mamy konto, dzięki temu zna dobrze naszą sytuację finansową, także nasze oczekiwania oraz potrzeby i jest w stałym kontakcie z tzw. komitetem kredytowym — zauważa Marek Grela.

Dobre rady

Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. To stare, polskie przysłowie jak ulał pasuje do naszych przedsiębiorców i ich relacji z bankami. Niemal wszyscy zgadzają się co do tego, że warunki w banku ma się takie, jakie się wynegocjuje.

Firma, podobnie jak klient indywidualny, powinna zwracać uwagę i liczyć, gdzie bank może na niej zarobić.

— Ja jestem zadowolony ze swoich warunków kredytowych, ale wiem, że niektóre banki potrafią narzucić nawet 2,5-3 proc. marży. Jeżeli więc za każdy przelew firma płaci 25 zł, a dokonuje ich w miesiącu setki, to warto się poważnie zastanowić, czy jej się to na dłuższą metę opłaca i czy nie zmienić banku — sugeruje Jarosław Rymuszka.

Każdą firmę dopadają kiedyś przejściowe kłopoty i wtedy tak naprawdę może ona sprawdzić, co dany bank zrobi, by jej pomóc. Nie zawsze sprawdza się przekonanie, że długoletni klient banku, może liczyć z jego strony na ulgowe potraktowanie.

— W BRE leasingowaliśmy samochody i sprzęt budowlany, ale mimo że mieliśmy tam konto, nie przysługiwała nam żadna preferencyjna oferta — mówi Konrad Sobecki.

Bardzo racjonalnie i chłodno do sprawy podchodzi Marek Grela.

— Jestem dla banków dobrym kredytobiorcą, bo one lubią klientów, którzy mają majątek trwały tj. hipoteki, budynki, maszyny. Firmy, które mają jedynie know-how, przykładowo agencje marketingowe, nawet mimo sporych obrotów, mają problemy z zabezpieczeniem kredytu i są dla banku sporym kłopotem — uważa Marek Grela.

Tymczasem sposób zabezpieczenia kredytu jest bardzo istotny. Musimy być świadomi, że im większe ryzyko ponosi bank, tym większych zysków z tego tytułu będzie się później domagał.

— Niestety, banki są bezlitosne dla biznesmenów. Czasami problemy ze spłatą kredytu mogą doprowadzić nawet do bankructwa przedsiębiorstwa — przyznaje Grela. l

Marcin

Zawiśliński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Zawiśliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy