Co Włoch wymyśli, Polak polubi

Agnieszka Janas
opublikowano: 05-02-2008, 08:07

Włoska moda nie potrzebuje reklamy. Fantazja projektantów i kunszt krawców od wieków inspirują inne narody. Także Polki nie pozostają na nie obojętne.

Zaczęło się od ogłoszenia matrymonialnego. Zygmunt, wpływowy i zamożny wdowiec, lat 51, szukał żony i matki swego spadkobiercy. Znalazł ją we Włoszech. Bona — panna lat 24, przystojna szatynka — wkrótce przybyła do Krakowa. Wraz z nią nad Wisłę zawitały włoszczyzna do rosołu, humanizm oraz modna garderoba. Wszystko od 500 lat cieszy się u nas popularnością. Z tym, że ubrania — coraz większą.

— Polki i Włoszki mają podobny gust. Co dobrze sprzedaje się w Rzymie, jest też hitem w Warszawie. Podobnie myślimy o rodzinie, jedzeniu, ubraniu. Markę Max Mara znano nawet wtedy, gdy jej sklepów nie było jeszcze w naszym kraju. Nic więc dziwnego, że na początku przemian gospodarczych zaczął ją wprowadzać na polski rynek Walter Prati, przedstawiciel firmy. Kolekcje spotkały się z życzliwym przyjęciem klientek. Zainteresowało to moich rodziców — opowiada Marcin Powierza, dyrektor zarządzający Powierza Family Company (PFC), spółki mającej warszawską licencję grupy Max Mara.


Firma od luksusu
Spotykamy się w stołecznej galerii Klif. Działający tu butik Max Mara to nowiutki koncept modowego koncernu, zaprojektowany przez Alessandro Gurerriego. Wieszaki z ubraniami na lekkich konstrukcjach wykonanych ze stali nierdzewnej. Na półkach raj dodatków: paski, torebki, buty okulary na stojakach. Przestronnie (pierwotny salon był mniejszy prawie o 170 mkw.) i nieco industrialnie.

— Firma zmienia image. Chce znaleźć się w grupie marek wyznaczających trendy. Do niedawna postrzegana była tylko jako marka doskonałej jakości, ale nieco zachowawcza. W naszym butiku prezentujemy siedem linii odzieżowych, w tym designerską Sportmax Fashion oraz Accessories Fashion — opowiada Marcin Powierza z PFC.

Elegancko ubrany dwudziestosześciolatek odpowiada za zarządzanie firmą. Dba o to, by nie zmarnować osiągnięć familii.

W 1990 r. jego rodzice Elżbieta i Arkadiusz założyli spółkę handlową. Prowadziła w stolicy dystrybucję ekskluzywnych perfum oraz perfumerie Dea z eleganckimi perfumami i kosmetykami. Obserwowali wzrastającą dbałość klientów o swój wygląd, ich aspiracje, by mieć markowe kosmetyki, odzież i dodatki. Myśleli o poszerzeniu zakresu działalności o selektywne ubrania. W tym czasie Walter Prati zaczął rozwijać Max Marę na podstawie licencji franczyzowych, wydawanych jednej spółce na wybrane miasto. Porozumieli się i w 1996 r. uruchomili pierwszy salon Max Mara w warszawskiej galerii Promenada.

Max Mara to nie tylko jedna „metka”. Dlatego na podstawie warszawskiej franczyzy PFC oprócz pięciu salonów Max Mara prowadzi w stolicy trzy sklepy Marella oraz dwa butiki Pennyblack.

W ostatnich dwóch latach Powierzom udało się zdobyć inne marki włoskie z licencją na cały kraj. W portfolio znalazły się kaletnicze: Francesco Biasia (2 salony) oraz Coccinelle (1 butik), słynna z butów Pollini (1 sklep) i ostatnie zdobycze — koncern odzieżowy Mariella Burani oraz marka obuwnicza Baldinini.

Uciekła im najmłodsza metka z grupy Max Mara — Max & Co. Sieć butików tej marki rozwijać będzie krakowski Paradise.

— Linia ta rozwijana jest na świecie nie bezpośrednio przez Max Marę, ale przez Manifatture del Nord — wyjaśnia Marcin Powierza.

Młody dyrektor zapowiada ambitne plany spółki na najbliższe dwa-trzy lata. Chce otworzyć nowe salony: Weekend by Max Mara oraz Sportmax w Warszawie. Zamierza uruchomić osiem butików Coccinelle w Warszawie, we Wrocławiu, w Poznaniu, Gdyni, Gdańsku, Katowicach, Krakowie i Szczecinie. Będzie też sześć salonów Pollini we Wrocławiu, w Poznaniu, Krakowie, Gdyni i Katowicach. Rozwiną Mariellę Burani, w których sprzedawane będą wszystkie linie odzieżowe. Otwarcie flagowego salonu w Warszawie planowane jest na początku 2009 r. No i marka Baldinini, której pierwszy salon powstanie w warszawskim Klifie w październiku 2008 r.

— Pracy nam nie zabraknie. W 2009 r. zamierzamy wprowadzić na rynek kolejne marki — snuje plany Marcin Powierza.

Jakie marki?

— Włoskie. Jak podpiszemy ostateczny kontrakt, to na pewno poinformujemy — mówi Marcin Powierza.


Styl życia
Nad wiek poważny młody dyrektor imponuje wiedzą i opanowaniem. Skąd taka pewność siebie?

— Włączyłem się do pracy w rodzinnej firmie, jak miałem 18 lat. Na początku wykonywałem proste zadania. Na studiach przybyło mi obowiązków — wyjaśnia Marcin Powierza.

Jest i był zorganizowany. Mimo coraz liczniejszych zadań powierzanych mu przez rodziców studiował dziennie zarządzanie i marketing oraz stosunki międzynarodowe ekonomiczne na SGH. Uczył się języków. Biegle mówi po włosku, angielsku i francusku. Ukończył studia MBA na macierzystej uczelni i rozpoczął studia doktoranckie.

— W tym roku chciałbym otworzyć przewód doktorski. Tematem pracy jest współpraca UE z krajami naszego regionu Europy — mówi Marcin Powierza.

Czy rodzice dają mu odczuć, jak bardzo są dumni?

— Może nie mówią tego często, ale ja to czuję. Dowodem jest moja pozycja w firmie. Nie pozwoliliby mi przecież rozwijać rodzinnej spółki, gdyby mi nie wierzyli, nie ufali — uważa Marcin Powierza.

Zaprogramowany na sukces? Trochę tak. Ale przecież sam wybrał taki styl życia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Polecane