Co z tym obcym kapitałem?

prof. Andrzej Stępniak, dr Stanisław Umiński
22-05-2006, 00:00

Jeśli chodzi o pozyskiwanie inwestycji zagranicznych Polacy dużo osiągnęli, ale sporo szans zmarnowali. W przypadku przyciągania kapitału do kilku branż popełnili kardynalne błędy.

Jednoznaczna ocena korzyści oraz niewykorzystanych szans w odniesieniu do bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) jest trudna. Spróbujmy jednak dokonać bilansu.

Polska nadrabia zaległości rozwojowe — w części — dzięki inwestowanym u nas oszczędnościom zagranicy.

Sukcesy, rozczarowania...

Zagranicznych inwestorów działających w Polsce charakteryzuje m.in. wyższa — niż w firmach krajowych — zdolność do eksportu, do ponoszenia nakładów inwestycyjnych, a także znacznie niższe zużycie energii w przeliczeniu na jednostkę produktu. Firmy z kapitałem zagranicznym są ponadto bardziej doświadczone w działaniu w konkurencyjnym otoczeniu na rynkach międzynarodowych. To właśnie dzięki BIZ poprawiła się struktura eksportu.

Zastanówmy się, jak wyglądałaby dzisiaj lista najważniejszych pozycji w polskim eksporcie (samochody, silniki, części samochodowe, elektronika), gdyby nie działalność firm z kapitałem zagranicznym. Warto też wskazać na fakt, że w Polsce udało się uniknąć tzw. dualizacji gospodarki, polegającej na tym, że sektor firm krajowych nie potrafiłby kooperować z firmami z kapitałem zagranicznym. W wielu branżach wystąpił oczywiście efekt wypierania kapitału krajowego przez zagraniczny, jednak coraz częściej firmy rodzime współpracują z firmami z kapitałem zagranicznym.

To, jak istotne są nakłady inwestycyjne kapitału zagranicznego, jest doskonale widoczne na poziomie regionalnym. W województwach, które nie należą do czołówki pod względem rozwoju gospodarczego, wejście poważnego inwestora oznacza wzrost inwestycji. Należy tylko ubolewać, że kapitał zagraniczny raczej nie lokuje się w regionach biednych.

W ostatnich latach dostrzegalny jest wzrost znaczenia inwestycji budowanych od podstaw. To bardzo korzystne zjawisko. Ten rodzaj inwestycji tworzy miejsca pracy. W roku 2004 według PAIIZ, inwestycje typu greenfield w 87 proc. finansowane były poprzez reinwestowanie zysków. To oznacza, że firmy te wiążą z Polską poważniejsze, długofalowe strategie rozwoju. Nie oznacza to oczywiście, że nie ma w Polsce inwestorów, którzy nie transferują zysków, bo te najlepiej wykazywać w krajach, gdzie są najkorzystniej opodatkowane...

Polska nie stała się miejscem lokalizacji przez zagranicznych inwestorów działalności badawczo-rozwojowej. Nie udało się nam na większą skalę zachęcić inwestorów do tworzenia w Polsce centrów badawczo-rozwojowych. Dziś udział firm z kapitałem zagranicznym w ogólnopolskich nakładach na badania i rozwój to około 14 proc. Dla porównania można podać, że np. w Irlandii dochodzi on do 70 proc.

Nie udało się też przyciągnąć inwestorów do regionów, które najbardziej tego potrzebują, czyli województw wschodnich.

...i błędy

Tu i ówdzie z przyciąganiem inwestorów nawet nieco przesadziliśmy — przykładem mogą być choćby banki. Ich nadmierne umiędzynarodowienie może przełożyć się na ograniczenie możliwości inwestowania przez polskie podmioty za granicą. Doświadczenia innych krajów wskazują, że kapitał (w przyszłości polskie BIZ za granicą) potrzebuje swoich banków, gdyż podczas inwestowania poza granicami czuje się pewniej i ma dostęp do korzystniejszych możliwości kredytowania inwestycji.

Ponadto, gdyby Polska miała kiedykolwiek — co nam grozi — przeżyć szok gospodarczy ze strony rynku walutowego, banki mogą nie wykazać zainteresowania pomocą w jego neutralizacji.

Innym sektorem, w którym można mieć zastrzeżenia co do udziału kapitału zagranicznego, jest też rynek piwa oraz telekomunikacja. W przypadku browarów klient nie stracił oczywiście nic na tym, że sektor jest praktycznie pod kontrolą firm z udziałem kapitału zagranicznego. Skutek jest jednak taki, że polskiego piwa nie można znaleźć za granicą, gdyż firmy, które wykupiły polskie zakłady wytwórcze, promują tam własne marki. Telekomunikacja jest natomiast przykładem błędnej strategii, za sprawą której, w celu maksymalizacji wpływów budżetowych, monopol sprzedano zagranicznemu inwestorowi, który utrzymał pozycję dominującą na rynku. Płaci za to cała gospodarka, bo ceny usług pozostają bardzo wysokie, a konkurencyjne wobec TP SA firmy mają problem z negocjowaniem warunków współpracy międzyoperatorskiej.

Także w przypadku tworzenia miejsc pracy oczekiwaliśmy więcej. W 2004 r. w spółkach z kapitałem zagranicznym zatrudnionych było niewiele ponad 1 mln osób (23 proc. ogółu zatrudnionych). W porównaniu z udziałem tych firm np. w eksporcie Polski (57 proc.) — nie jest to rezultat na miarę oczekiwań.

Poważniejsze zarzuty można mieć jednak pod adresem szeroko rozumianego klimatu inwestycyjnego w Polsce. Ze względu na nieprzejrzyste przepisy, ich zmienną interpretację oraz wskazywaną przez wielu inwestorów „niepewność co do reguł gry” — część inwestorów nie ulokowała się w Polsce — ale w innych krajach. Niestety, nie udało się wykreować wizerunku Polski jako kraju, który jest bardzo atrakcyjnym miejscem do prowadzenia działalności gospodarczej.

Napływ kapitału zagranicznego w nadchodzących latach prawdopodobnie będzie wzrastał. Kraje takie jak Polska mają bowiem przed sobą okres dynamicznego napływu inwestycji. Z drugiej jednak strony wielu dużych inwestorów już jest na polskim rynku i teraz raczej należy spodziewać się napływu firm średniej wielkości, dla których zachętę stanowi członkostwo Polski w UE odbierane jako gwarancja stabilności i przewidywalności reguł prowadzenia biznesu.

prof. Andrzej Stępniak, dr Stanisław Umiński

Ośrodek Badań Integracji Europejskiej, Uniwersytet Gdański

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: prof. Andrzej Stępniak, dr Stanisław Umiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Co z tym obcym kapitałem?