COMPUTERLAND NIE GARDZI 2. MIEJSCEM

Karol Wieczorek
opublikowano: 14-06-1999, 00:00

Według Tomasza Sielickiego, ewentualne połączenie Prokomu i Softbanku nie zagroziłoby pozycji kierowanego przez niego ComputerLandu

Tomasz Sielicki, prezes ComputerLandu, nie zgadza się z niepochlebnymi opiniami analityków, twierdzących, że strategia jego firmy jest rozmydlona. Prezesowi nie wystarczają trzy główne branże, w których działa jego firma. Mimo obaw, dotyczących inwestycji w firmy internetowe, nie wyklucza on takich kroków.

„Puls Biznesu”: Jak się Pan ustosunkowuje do opinii niektórych analityków, określających strategię ComputerLandu jako rozmytą?

Tomasz Sielicki: Na początku roku dostaliśmy bardzo wiele rekomendacji „kupuj”. Ich wysyp był gigantyczny, wręcz przerósł nasze oczekiwania. Dzięki temu nasze akcje były jednymi z najbardziej zwyżkujących na warszawskiej giełdzie. Oceny niepochlebne dla Computer-Landu wystawiane są sporadycznie, ostatnio przez Salomon Smith Barney, choć dano nam rekomendację „trzymaj”. W tej analizie „dokopano” nie tylko nam, lecz również naszym głównym konkurentom. Ze swojej strony mogę powiedzieć tylko, że z pokorą przyjmuję wszelką krytykę i sądzę, że trzeba z niej wyciągać wnioski. Oczywiście można się zastanawiać, czy warto koncentrować się na jednej branży, tak jak Softbank albo Prokom, czy może lepiej działać równolegle w trzech sektorach gospodarki. Naszym zdaniem rynek nie osiągnął jeszcze poziomu, który zmuszałby największych graczy do koncentrowania się tylko na jednej branży. Według naszych ocen, rynek jest w stanie utrzymać co najmniej dwie największe firmy w każdej z branż, a tak się składa, że to ComputerLand jest tą drugą firmą we wszystkich głównych sektorach.

Ostatnio sporo się słyszy o ewentualnym połączeniu Prokomu i Softbanku. Czy nie obawia się Pan wyrośnięcia takiego giganta?

— Dla mnie fuzja Prokomu z Softbankiem nie byłaby wielkim zaskoczeniem. Uważam ją za całkiem naturalny proces, tym bardziej, że obie spółki są względem siebie komplementarne. W wyniku połączenia powstałaby firma multisektorowa, podobnie jak nasza, choć oczywiście większa od Computer-Landu. My się jednak nie boimy takiego obrotu sprawy, bo tak jak wspomniałem wcześniej, rynek utrzyma co najmniej dwie duże firmy. Poza tym zawsze znajdą się klienci niezadowoleni, albo tacy, którzy dojdą do wniosku, że gigant coś zepsuł lub nie poświęcił im wystarczająco dużo uwagi i wybiorą firmę mniejszą. W takiej sytuacji zwrócą się do nas. Jestem pewien, że takich klientów nam nie zabraknie. Trudno również przewidywać, jak wyglądać będzie przyszłość rynku integratorskiego. Z całą pewnością konsolidacja jest niezbędna, ale czy powinna się odbywać wokół tych trzech firm, czy też lepiej, aby powstała jedna z ich połączenia, zależy od wielu czynników. Obecnie nie ma prostej odpowiedzi. Nasze działania opieramy na różnego rodzaju analizach i zamierzamy robić wszystko, co będzie służyło akcjonariuszom spółki. Nie wykluczamy również fuzji.

Jaka jest Pańska recepta na konsolidację rynku wokół Computer-Landu? Jakiego rodzaju akwizycji można się spodziewać w najbliższej przyszłości?

— W tej chwili nastawiamy się głównie na inwestycje w swojej branży oraz niszowe, podobne do ubiegłorocznych inwestycji w mniejsze firmy produkujące oprogramowanie dla służby zdrowia. Nie przewidujemy przejęcia żadnej dużej firmy, ponieważ te, które są gotowe się sprzedać, osiągają nie najlepsze wyniki. Inwestycja w nie wydaje się zbyt ryzykowna. Dlatego koncentrujemy się na małych, prężnych firmach, które kupuje się szybko i za gotówkę.

Ostatnio dużo mówi się o firmach internetowych. Czy przewiduje Pan inwestycje w takie firmy?

— Obecnie do kupienia jest kilka firm internetowych. Rynek ten z pewnością będzie się konsolidował, ale jeszcze nie wiadomo, w jaki sposób. Obecnie nie ma na dobrą sprawę recepty na biznes związany w siecią. Nawet same firmy internetowe nie wiedzą, na czym chcą zarabiać. Oczywiście w tej chwili prawie wszystkie generują straty. Rozumiem ruch wokół Internetu, ale szczerze mówiąc, nie mam jasności i aż takiej intuicji co do modelu interesu w sieci.

Czyli, jeśli dobrze zrozumiałem, nie zamierza Pan zainwestować w firmy internetowe?

— Tego nie powiedziałem. Patrzymy na ten rynek i rozmawiamy z różnymi firmami, ale decyzja nie jest prosta. Hasło Internet podnosi cenę akcji. Dobre opakowanie słowa Internet, a zapewniam, że można to zrobić bez większego wysiłku, mogłoby natychmiast podnieść cenę akcji ComputerLandu o 30 proc. Problem w tym, że w pewnym momencie ktoś może powiedzieć „sprawdzam”. Ja, na razie, nie chcę brać na siebie tak wielkiej odpowiedzialności. Z drugiej strony wszystko, co robi obecnie ComputerLand, jest związane z Internetem. Myślę, że dopracowanie strategii dotyczącej biznesu w sieci jest sprawą czasu.

NIEZNANA PRZYSZŁOŚĆ: Sądzę, że obecnie w naszym kraju nie ma jeszcze potrzeby budowania jednej, gigantycznej firmy integratorskiej. Nie wykluczam jednak jej powstania w przyszłości. Przyszłość jest nieprzewidywalna. Nie jest wykluczone powstanie zaledwie kilku takich firm w Eurolandzie — mówi Tomasz Sielicki, prezes ComputerLandu. fot. BS

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Wieczorek

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / COMPUTERLAND NIE GARDZI 2. MIEJSCEM