Coraz mniej nadziei na reformę finansów

Adam Sofuł
28-09-2006, 00:00

W cieniu największej po wyborach afery politycznej rząd przyjął projekt przyszłorocznego budżetu. W stosunku do wcześniejszych zapowiedzi zaszła jedna istotna zmiana — wpływy i wydatki skoczyły o 14 mld zł, a to za sprawą wliczenia do budżetu transferów z Unii Europejskiej. Wypada mieć nadzieję, że podczas prac nad budżetem w parlamencie posłowie nie będą zbyt zaprzątnięci budowaniem koalicji i wykrywaniem podsłuchów, a przyjrzą się uważnie, czy była to jedynie prosta operacja księgowa, czy też kryje się za nią coś więcej. Bo na drugą ewentualność może wskazywać zwiększenie w ostatniej chwili nakładów na oświatę i podwyższenie waloryzacji emerytur.

Wicepremier Zyta Gilowska oceniła projekt budżetu jako niezły i nowatorski. Że niezły — można się od biedy zgodzić (choć wydawałoby się, że Polska potrzebuje co najmniej dobrych budżetów, a nie jedynie niezłych), że nowatorski — już mniej. Gilowska przyznała zresztą, że pod koniec przyszłego roku dług publiczny przekroczy 50 proc. PKB, czyli pierwszy zapisany w ustawie o finansach publicznych próg ostrożnościowy. „Trzeba zmienić strategię wydatków, by tempo wzrostu długu było niższe” — powiedziała Gilowska. Ano, trzeba. Zyta Gilowska mówiła o tym jeszcze z ław opozycji w poprzedniej kadencji parlamentu, mówiła o tym podczas swojej pierwszej rządowej odsłony i mówi o tym teraz. Może przyszedł wreszcie czas, by przejść od słów do czynów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Coraz mniej nadziei na reformę finansów