Coraz silniejsze wstrząsy wtórne

Jacek Zalewski
opublikowano: 11-04-2011, 00:00

Rok temu katastrofa prezydenckiego samolotu w Smoleńsku wstrząsnęła posadami państwa. Po obchodach rocznicy tragedii spodziewaliśmy się odpowiedzi na pytanie, czy Polska jest mądrzejsza po szkodzie. Niestety, nasze wstrząsy wtórne przeczą prawidłom sejsmologii — stopniowo nie łagodnieją, lecz stają się coraz bardziej rozhuśtane. Ustabilizowało się tylko ich epicentrum na Krakowskim Przedmieściu, przed Pałacem Prezydenckim.

Finalizowany raport polski o przyczynach katastrofy bez wątpienia obnaży słabość państwa, i to w obszarze najbardziej wrażliwym — zapewnienia bezpieczeństwa samej jego wierchuszce. Szokująca jest okoliczność, że w polskiej armii — na przykładzie jej elity lotniczej — obniżanie poziomu wyszkolenia oraz przestrzegania procedur radykalnie przyspieszyło po… wejściu Polski do NATO. W ciągu minionej dekady obserwowałem to z bliska, będąc wielokrotnie pasażerem obu rządowych "tutek", i tej nieszczęsnej 101, i jeszcze czynnej 102. Co bardzo ważne — owa równia pochyła spadała jednakowo w dół pod rządami wszystkich kolejnych ekip, od SLD przez dwuletni epizod PiS po obecną kadencję PO. Niestety, niewiele zmieniło się także przez rok po Smoleńsku. Kierownictwo państwa przejściowo przesiadło się do maszyn cywilnych, czarterowych, a czasem liniowych, natomiast procedury docelowe nadal nie są skończone.

Rocznicowe obchody niespodziewanie skażone zostały kolejnym niepotrzebnym konfliktem w relacjach Polski z Rosją. Podobnie jak przy publikacji raportu MAK, trafieni zostaliśmy na gruncie prawa międzynarodowego równie dotkliwie co zaskakująco. Po katastrofie władze Smoleńska ustawiły na miejscu upadku samolotu prosty głaz, wskazując lokalizację przyszłego pomnika. W listopadzie 2010 r. jedno z naszych stowarzyszeń, bez poszanowania prawa zarówno rosyjskiego, jak i polskiego (odnoszącego się do upamiętniania miejsc za granicą), przykręciło tablicę ze słowem "ludobójstwo", którego Rosja nie zaakceptuje nigdy. Notabene w uchwale Sejmu, podjętej rok temu dobę przed katastrofą, termin ten się pojawił, ale tylko w kontekście ogólnym, nie w odniesieniu wprost do Katynia. MSZ brało Rosjan na współczucie, żeby samowolna tablica mogła zostać. I oni długo nie reagowali, a uderzyli z naturalną dla nich bezdusznością w wigilię uroczystości — powodowani strachem, iż napis zobaczy prezydent Dmitrij Miedwiediew, towarzyszący w poniedziałek Bronisławowi Komorowskiemu.

Wracając zaś do krajowych wstrząsów — prezydent wybrany Bronisław Komorowski przewodniczył obchodom państwowym, prezydent uliczny Jarosław Kaczyński przewodniczył obchodom przypałacowym. I tu, i tu wyczytywane były listy ofiar, odprawiane msze, składane wieńce. Wartością dodaną obchodów ulicznych były tradycyjne pochodnie i transparenty, stanowiące fundamenty nadchodzącej kampanii wyborczej. O ile w kampanii prezydenckiej zaraz po katastrofie wątek Smoleńska został bardzo stonowany, o tyle rocznica potwierdziła, co będzie lejtmotywem programów obu sił przodujących w sondażach. Platforma Obywatelska pojedzie przewodnictwem Polski w Radzie Unii Europejskiej, Prawo i Sprawiedliwość zaś poleci Tupolewem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane