Coraz więcej krawców, co kroją stal na miarę

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 29-03-2007, 00:00

Rynek centrów serwisowych jest jednym z najszybciej rozwijających się w całej branży hutniczej.

Centra serwisowe pracujące dla firm AGD i wytwórców samochodów pojawiają się jak grzyby po deszczu

Rynek centrów serwisowych jest jednym z najszybciej rozwijających się w całej branży hutniczej.

Przez lata polscy producenci w branży AGD czy motoryzacji mieli problemy z kupowaniem wyrobów stalowych. Polskie huty nie produkowały odpowiednich blach, a centra serwisowe niemal nie istniały.

Wraz z hossą stalową i coraz liczniejszymi inwestycjami takich firm, jak Whirpool czy Electrolux, w Polsce zaczęły też mnożyć się placówki znane na Zachodzie od lat jako steel service center. Tu klient może otrzymać blachę na pralkę czy lodówkę, dociętą niemal na miarę.

Jak na drożdżach

Koszty budowy serwisowego centrum stalowego mogą być bardzo różne. Zależą oczywiście od możliwości przetwórczych zakładu. Zazwyczaj sięgają od 20 do 50 mln EUR. Wydatek niebagatelny, ale zarówno polskie, jak i międzynarodowe koncerny chętnie realizują inwestycje. To widać.

— Jeszcze w 2004 r. usług rynek cięcia blach można było oszacować na 600 tys. ton rocznie. Obecnie możemy mówić nawet o 2 mln ton rocznie — szacuje Andrzej Ciepiela, dyrektor Polskiej Unii Dystrybutorów Stali.

Stolica stali

To bardzo ostrożne szacunki — stalowych centrów serwisowych przybywa niemal z dnia na dzień. Niekwestionowanym liderem rynku jest Arcelor Mittal, największy na świecie producent stali. Należące do niego centrum w Bytomiu jest jednym z największych w Polsce. A koncern planuje kolejne inwestycje.

— Nasze zdolności przetwórcze sięgają około 200 tys. ton rocznie. Moce centrum, które ma być zbu- dowane w Krakowie, wyniosą natomiast 450 tys. ton na rok — wylicza Marek Dolina, prezes Arcelor SSC Polska.

Do grupy należy jeszcze krakowski Stal Handel ze zdolnościami przeróbczymi na poziomie 35-40 tys. ton blach rocznie. Marek Dolina zapowiada jednak, że zdolności te znacząco wzrosną. Grupa Arcelor Mittal liczy, że w przyszłości w jej polskich centrach serwisowych cięciu i obróbce będzie poddawane milion ton blach stalowych rocznie.

Można powiedzieć, że Kraków wyrasta niemal na polską stalową stolicę. Oprócz koncernu Arcelor Mittal dużym graczem na rynku steel service center jest bowiem także podkrakowski Stalprodukt, w którym zresztą Mittal także ma udziały.

Spółka ma już centrum, dzięki któremu może oferować usługi cięcia blach zarówno gorąco- jak i zimnowalcowanych. Wydajność sięga 250 tys. ton rocznie.

W segment blach Stalprodukt zamierza zainwestować w latach 2007-08 aż 230 mln zł. W sumie zaś inwestycje spółki wyniosą 450 mln zł. Dzięki nim zatrudnienie w spółce zwiększy się o 360 osób.

Polscy i zagraniczni

Oprócz Stalproduktu w Polsce jest wiele rodzimych firm posiadających centra serwisowe.

— Wystarczy wymienić choćby takie spółki, jak Mur-Bet z Ełku, RBB Stal Jarocin, Ferrometal, Sambud 2, Torex czy Elektrometal — wylicza Andrzej Ciepiela.

Silną reprezentację na polskim rynku mają też koncerny zagraniczne. Oprócz Arcelor Mittal, swoje placówki mają też na przykład niemiecki Thyssen Krupp Stainless, austriacki Voest Alpine czy fiński Ruukki. Niemcy mają w Dąbrowie Górniczej centrum oferujące blachy nierdzewne, nie tylko dla AGD, ale też dla motoryzacji, sektora chemicznego i spożywczego. Blachy karoseryjne i AGD można też kupić w austriackim centrum w Tychach.

Ciekawą ofertę ma również Ruukki. Finowie skupili się na dostawach ciętej stali dla sektora budowlanego. W obsługę i serwis dla klientów z tej branży inwestują 19 mln EUR.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy