Czytasz dzięki

Koronawirus nie zatrzyma zielonego zwrotu

  • Materiał partnera
opublikowano: 15-05-2020, 00:00

COVID-19 nie zmieni europejskiej polityki klimatycznej — twierdzą uczestnicy debaty „Pulsu Biznesu” „Systemowa rola energetyki podczas i po pandemii koronawirusa”. Jednak inwestycje w OZE to niejedyne wyzwanie spółek energetycznych, które muszą redefiniować swoją dotychczasową działalność i cele.

Pandemia skierowała globalną gospodarkę w nową przestrzeń. Z tego powodu biznes na całym świecie podjął się rewizji planów, zmianie ulegają też modele biznesowe. Nie inaczej jest z sektorem energetycznym. Z jednej strony to właśnie ta branża gwarantuje ciągłość dostaw energii elektrycznej – bez której trudno wyobrazić sobie współczesny świat, a z drugiej strony sektor zmaga się obecnie z takimi samymi trudnościami jak cała gospodarka. Maciej Małecki, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych, przekonuje jednak, że polskie spółki energetyczne świetnie zdały egzamin w trakcie epidemii a odbiorcy energii, zarówno indywidualni, jak i biznesowi, nie odczuli energetycznych skutków COVID-19. 

Zobacz więcej

Pandemia koronawirusa przyhamowała proces transformacji branży energetycznej. Wraz z odmrażaniem gospodarki wyzwania będą powracać - stwierdzili uczestnicy debaty "Pulsu Biznesu". Na zdjęciu od lewej:  Łukasz Korycki, z-ca redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu”, Filip Grzegorczyk, prezes zarządu Tauronu, Michał Lubieniecki, partner w dziale doradztwa finansowego Deloitte, Waldemar Skomudek, ekspert ds. energetyki, profesor Politechniki Opolskiej, Jarosław Dominiak, prezes zarządu Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, Maciej Małecki, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych. [fot. ARC]

– To jest efekt dobrej organizacji pracy, z zachowaniem najwyższych standardów bezpieczeństwa. Trzeba też pamiętać, że dominującym właścicielem w tych podmiotach jest polskie państwo, co po raz kolejny potwierdza tezę o narodowości kapitału. Polskie państwo powinno być właścicielem sektora energetycznego – podkreślał Maciej Małecki.

Filip Grzegorczyk, prezes zarządu firmy Tauron, zwracał uwagę na to, że spółki Skarbu Państwa odpowiedziały szybko i zdecydowanie na apel wicepremiera i szefa resortu aktywów państwowych Jacka Sasina, by włączyć się w walkę z koronawirusem. Dotychczas przekazały polskiej służbie zdrowia już około 100 mln zł. I z pewnością to nie jest ich ostatnie słowo.

Mniejszy popyt

Koronawirus to nowy rodzaj kryzysu gospodarczego. Dotychczas recesje, wywoływane z reguły przez sektor finansowy albo polityczne działania, pozwalały tworzyć w miarę konkretne plany odbudowy koniunktury. Dziś nie ma żadnej pewności, co się wydarzy nawet za kilka miesięcy. Np. na początku 2020 r. – a więc gdy informacja o nowym wirusie z Wuhan już była znana – Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozował wzrost światowej gospodarki o 3,3 proc. w 2020 r. Dziś mówi się nawet o 3-procentowym spadku gospodarki, która podczas tąpnięcia w 2008 r skurczyła się zaledwie o 0,1 proc. 

– Bez względu na to, co się stanie, od polskiej energetyki oczekujemy zapewnienia stałych, nieprzerwanych dostaw energii do gospodarstw domowych i biznesu. Branża będzie musiała również sprostać wymaganiom unijnych norm w zakresie wymagań środowiskowych i jednocześnie uchronić swoje kadry przed zwolnieniami – twierdził Maciej Małecki. 

Weźmy pod uwagę, że sektor energetyczny miał kłopoty jeszcze przed nadejściem epidemii. Ceny surowców spadały, m.in. ze względu na ostrą konkurencję w postaci taniego węgla sprowadzanego z zagranicy czy duży import energii, znacznie tańszej w innych krajach. Malejący popyt na prąd w trakcie lockdownu – szacowany na poziomie 4-7 proc. – dodatkowo pogłębił te tendencje. Za spadek zapotrzebowania na prąd odpowiada przede wszystkim zamrożony biznes, podczas gdy popyt na energię w gospodarstwach domowych wzrósł.

W efekcie stawki za energii na Towarowej Giełdzie Energii spadły zwłaszcza na rynku spotowym – średnia z kwietnia sięgała 150,15 zł za megawatogodzinę (MWh), zmniejszając się o 21 proc. wobec stycznia 2020 r. W tym samym czasie ceny w kontraktach rocznych spadały o 11 proc., do 225,77 zł za MWh.

W innych krajach europejskich sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Według wyliczeń brukselskiego think tanku Bruegel w pierwszym tygodniu kwietnia 2020 r., wobec analogicznego okresu rok wcześniej, popyt na prąd spadł we Włoszech o 31 proc., w Hiszpanii o 21 proc. a w Wielkiej Brytanii o 16 proc.

Cenne aktywa

W ciągu kilku tygodni kryzysu koronawirusa w Polsce wartość krajowych spółek notowanych na giełdzie spadła o ponad 100 mld zł. Od początku lutego analitycy notowali dwucyfrowe spadki WIG20. Na tym tle spółki energetyczne nie odstają od podmiotów z innych branż, notowanych na GPW. Czy dla inwestorów akcje spółek energetycznych to dziś dobra lokata? Jarosław Dominiak, prezes zarządu Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, zwracał uwagę, że inwestorzy zawsze wiązali duże oczekiwania z branżą energetyczną, gdy tylko podmioty z tego sektora zaczęły być notowane na GPW

– Dywersyfikacja portfela nakazuje posiadanie również aktywów stabilnych, przewidywalnych, zapewniających dywidendę – a tak były postrzegane na początku swojej giełdowej drogi spółki energetyczne. Jak wiemy, od pewnego czasu bilanse tych podmiotów zostały obciążone kosztami polityki klimatycznej, co zasadniczo zmieniało ich sytuację i postrzeganie przez inwestorów. Wybuch pandemii tylko tę sytuację pogłębił, co zostało odzwierciedlone w cenach walorów spółek energetycznych. Jednak mimo że obraz notowań nie był dobry, nadal akcje tych spółek są przedmiotem zainteresowania inwestorów, dla których oprócz kwestii nadrzędnej, czyli przewidywalności zysków i stopy dywidendy, liczą się również transparentność, wiarygodność, otwartość czy komunikacja z rynkiem – zapewniał Jarosław Dominiak.

Filip Grzegorczyk zwracał uwagę, że spółki energetyczne są dziś gorzej wyceniane ze względu na wytwarzanie konwencjonalnego prądu.

– Dzisiaj widzimy, że doskonale zarabia się na energii pochodzącej z odnawialnych źródeł (OZE) i ten trend będzie rósł, mniejsze zyski natomiast przynosi wytwarzanie energii ze źródeł konwencjonalnych. Należałoby się więc zastanowić nad rotacją aktywów, tak by spółki publiczne mogły dalej rozwijać się biznesowo, budując swoją wartość, a jednocześnie aktywa niezbędne dla zachowania bezpieczeństwa energetycznego powinny zostać relokowane do podmiotu o innym charakterze, który nie byłby aż tak wystawiony na ocenę rynku – tłumaczył Filip Grzegorczyk.

Waldemar Skomudek, ekspert ds. energetyki, profesor Politechniki Opolskiej, przekonywał, że jeśli spółki dostosują strategię do warunków wynikających z pandemii, a także unijnych zobowiązań, staną się jeszcze bardziej cenne dla inwestorów.

– Spadające wyceny walorów branży energetycznej to nie porażka, lecz wyzwanie, element nowej rzeczywistości, z którą wszyscy się zderzamy. Scenariusze są często tworzone ad hoc i będą wymagać korekty w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy, a może nawet kilku lat – opowiadał Waldemar Skomudek.

Michał Lubieniecki, partner w dziale doradztwa finansowego Deloitte, dodał, że apetyt inwestorów na odnawialne aktywa w Polsce nie został w żaden sposób naruszony epidemią koronawirusa. 

– Widać ogromne zainteresowanie dziesiątków inwestorów krajowych i zagranicznych aktywami OZE w Polsce, zarówno aktywami operacyjnymi, jak i tymi w budowie lub w planach, które będą finansowane w oparciu o przeprowadzone w ostatnich dwóch latach aukcje odnawialnych źródeł energii. To pokazuje, że rynek wierzy w przyszłość energetyki odnawialnej. I choć przy spadkach wolumenów wytwarzania i sprzedaży energii w ostatnich miesiącach pojawiło się pytanie o przyszłe ceny uprawnień do emisji CO2, które w pewnym momencie mocno spadły, to następnie wzrosły i ustabilizowały się na poziomie około 20 EUR za tonę. To sygnał z rynku, że nie oczekuje zmian w polityce klimatycznej w Europie – mówił Michał Lubieniecki.

Trudne zadania

Maciej Małecki zaznaczał, że przejście na OZE musi mieć stałe, zabezpieczone źródło energii.

– W tym przypadku kluczową rolę odegra m.in. rynek mocy, czyli wypłata wynagrodzeń elektrowniom za samą gotowość do produkcji energii. To dla jest kwestią strategiczną. Jednocześnie transformację energetyczną należy przeprowadzić w sposób przyjazny dla polskiej gospodarki – nie może bowiem dojść do sytuacji, w której zbyt radykalne podejście do gospodarki zeroemisyjnej, często mające niewiele wspólnego z racjonalnością, odbije się nie tylko na portfelach gospodarstw domowych, przedsiębiorców, lecz przede wszystkim na utracie miejsc pracy. To trudne zadanie dla całej Europy – przekonywał Maciej Małecki.

Dziś jednak głównym wyzwaniem staje się zachowanie ciągłości produkcji przy ograniczeniu do minimum ryzyka zarażenia się wirusem przez pracowników. To wymaga wprowadzenia dodatkowych standardów ochronnych i organizacyjnych. 

– Pandemia uczy nas funkcjonowania w innej rzeczywistości, np. kanały komunikacji z klientem szybko przeszły z offline na online, co pokazało, że taka strategia przynosi równie dobre efekty i jest tańsza. Być może paradoksalnie dzięki pandemii zaczniemy prowadzić biznesy w sposób lepiej zwymiarowany lub korzystniejszy kosztowo – opowiadał Filip Grzegorczyk.

– Oczywiście obecna sytuacja nie wpłynie pozytywnie na finanse spółek energetycznych, bo obniżone zużycie energii siłą rzeczy przekłada się na gorsze wyniki finansowe – zaznaczał.

Spadek przychodów może oznaczać brak odpowiednich środków na realizację inwestycji, zwłaszcza związanych z transformacją systemu energetycznego. 

– A już teraz widać, że pandemia nie wyhamuje procesu wejścia w innowacyjne rozwiązania dotyczące OZE czy magazynów energii. Nie zatrzyma też prac naukowo-badawczych, rozwojowych i wdrożeniowych nad różnymi innowacyjnymi technologiami w ramach rozwoju energetyki rozproszonej, kogeneracji czy działaniami dotyczącymi energetyki wodorowej – wyjaśniał Waldemar Skomudek.

Zielone inwestycje

Obecnie w Polsce fundamentem miksu energetycznego jest energetyka wykorzystująca węgiel brunatny bądź kamienny (około 77 proc. całej wytwarzanej energii). W kolejnych latach udział węgla ma spadać do 60 proc. w 2030 r., a jednocześnie udział OZE ma się zwiększyć do 21 proc. do 2025 r. (obecnie jest to około 12 proc.). Obecnie fotowoltaika i energetyka wiatrowa notują najszybszą dynamikę rozwoju OZE. Pandemia tylko wzmocni ten trend – farmy wiatrowe czy systemy fotowoltaiczne są bezobsługowe, a w dobie recesji gospodarczej będziemy potrzebowali taniej energii elektrycznej, by przedsiębiorcy mogli się podnieść. Według przewidywań analityków w 2050 r. nadwiślański miks energetyczny w ponad 50 proc. powinien oprzeć się na farmach wiatrowych, uzupełniony o fotowoltaikę. Jednocześnie wzrośnie udział biogazu i źródeł biomasowych czy ewentualnie energii jądrowej. Budowa niskoemisyjnego systemu energetycznego jest jednak wyzwaniem w wielu obszarach: ekonomicznym, technicznym, infrastrukturalnym i systemowym. Ponadto w transformacji energetycznej wiele się mówi o energetyce rozproszonej.

– Startuje ona w naszym kraju z niskiego poziomu: mamy obecnie kilkaset megawatów mikroinstalacji, ale dynamika wzrostu tego segmentu jest bardzo duża i jest to segment OZE, który będzie się mocno rozwijał i może mieć duży wpływ na energetykę w najbliższych latach – opowiadał Michał Lubieniecki.

Zdaniem ekspertów kryzys wywołany pandemią koronawirusa nie powinien zepchnąć polityki klimatycznej na drugi plan ani tym bardziej zahamować wdrażania tzw. Europejskiego Zielonego Ładu, przyjętego w grudniu 2019 r. przez Komisję Europejską (KE). Zielony Ład zakłada osiągnięcie przez UE neutralności klimatycznej do 2050 r., a więc tym samym odejście od paliw kopalnianych, przy jednoczesnym wsparciu innowacyjnej gospodarki. Plan inwestycyjny obejmował wówczas 503 mld euro z budżetu UE na lata 2021-27. W kwietniu 2020 r. Ursula von der Leyen, szefowa KE, podczas wystąpienia w Parlamencie Europejskim stwierdziła, że Zielony Ład pozostanie priorytetem Unii, która nawet podwoi wysiłki na rzecz strategii wzrostu poprzez zrównoważone inwestowanie. Oznacza to więc 100 mld EUR w zielone inwestycje i proekologiczne działania.

– Zielony Ład dość rewolucyjnie podchodzi do kwestii klimatycznych. Jego implementacja opłaci się jednak nam wszystkim. Uważam, że powinna być priorytetowa. Zresztą już dotychczas widzieliśmy duże zaangażowanie Polski i branży energetycznej pod względem działań podejmowanych w kontekście emisji CO2 czy uczestnictwa we wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań, w tym także w grupie Tauron, m.in. w ramach transformacji ze źródeł węglowych na rzecz odnawialnych. Nie powinniśmy zwalniać tempa z powodu pandemii, ale wszelkie inwestycje powinny być realizowane adekwatnie do możliwości naszego kraju i spółek energetycznych – zaznaczał Waldemar Skomudek.

Dla Taurona inwestycje w OZE są jednym z priorytetowych działań. 

– To nasz strategiczny kierunek, zwłaszcza że regulacje unijne nie liberalizują się, a wręcz przeciwnie – ulegają zaostrzeniu. Koronawirus nie sprawi, że zostanie odwrócona cała unijna polityka energetyczna – zapewniał Filip Grzegorczyk. 

Dodał on, że w ostatnim roku spółka podwoiła liczbę farm wiatrowych w swoim portfelu. W planach ma kolejne projekty OZE, zarówno fotowoltaiczne, jak i szuka możliwości akwizycyjnych nowych farm wiatrowych, operacyjnych oraz w fazie budowy czy projektu. 

– Dzisiaj wprawdzie podejmowanie decyzji inwestycyjnych czy akwizycyjnych jest utrudnione lub bardziej ryzykowne, więc na razie koncentrujemy się na fazie koncepcyjnej przygotowań do projektów. Czas na podejmowanie decyzji o inwestycjach na pewno przyjdzie – stwierdził Filip Grzegorczyk.

W nowej roli

Michał Lubieniecki podkreślał, że wydarzenia z ostatnich miesięcy w całej gospodarce wywołały ogromny wzrost niepewności, nawet w tak stabilnych branżach jak energetyka.

– To z kolei będzie się przekładać na spadek i wahania wolumenów, które mają duży wpływ na wynik w firmach o wysokim poziomie kosztów stałych, np. w segmencie dystrybucji w energetyce. Z kolei niższe ceny energii mają ogromne znaczenie dla segmentu wytwarzania, więc istotne jest utrzymanie dyscypliny kosztowej – przekonywał ekspert. 

Dodał, że w Polsce skutki koronawirusa prawdopodobnie będą nieco mniejsze m.in. dla branży energetycznej niż w wielu dużych gospodarkach europejskich, ze względu niższą skalę restrykcji dla różnych sektorów gospodarki.

– Znaczący natomiast wpływ na funkcjonowanie energetyki, jako branży kapitałochłonnej i wymagającej dużego finansowania, będzie miał duży spadek stóp procentowych, który miał miejsce w ostatnich miesiącach, gdyż przełoży się już niedługo na tzw. regulowaną stopę zwrotu w biznesie dystrybucyjnym, który z kolei generuje dużą część EBITDA polskich spółek energetycznych. Spadek regulowanego zwrotu w połączeniu ze spadkiem wolumenu przełoży się istotnie na wyniki finansowe tego segmentu, jego zdolność do generowania gotówki – tłumaczył Michał Lubieniecki.

Waldemar Skomudek jest przekonany, że z powodu pandemii w kraju wróci czasowo do łask energetyka węglowa, gdyż na razie tylko ona gwarantuje podstawy bezpieczeństwa. 

Z kolei zdaniem Filipa Grzegorczyka branża musi się liczyć z restrukturyzacją i ograniczeniem aktywów nierentownych. 

– Z pewnością czeka nas dalsza transformacją energetyczna. Jest jednak kilka kluczowych pytań, na które trzeba sobie szybko odpowiedzieć. Jak chcemy, by rozwijał się sektor energetyczny? Czy spółki energetyczne mają zarabiać, czy gwarantować bezpieczeństwo? Czy mają wziąć aktywny udział w transformacji energetyki, czy też trzymać się konserwatywnie z boku i obserwować pogarszającą się powoli własną sytuację finansową? Przed nami jest więc kwestia zredefiniowania roli jednostek energetycznych i poszczególnych aktywów, które się na te spółki składają – tłumaczył Filip Grzegorczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane