Credit Suisse szuka inwestora finansowego dla przewoźnika

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 08-10-2007, 00:00

Jest już kilku kandydatów do ręki przewoźnika — wynika z nieoficjalnych informacji. Wyszukują ich Szwajcarzy.

CTL nie zarzuca planów giełdowych, ale szuka też innych rozwiązań

Jest już kilku kandydatów do ręki przewoźnika — wynika z nieoficjalnych informacji. Wyszukują ich Szwajcarzy.

Od pewnego czasu na rynku mówi się, że największy krajowy przewoźnik kolejowy CTL Logistics na razie zarzucił plany giełdowe i szuka inwestora finansowego. W grę wchodziłaby sprzedaż mniejszościowego pakietu holdingu, ponieważ obecny właściciel nie zamierza oddawać sterów. I rzeczywiście. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, CTL rozgląda się za partnerem biznesowym. W poszukiwaniu odpowiedniego kandydata pomaga mu Credit Suisse. Co ciekawe, zajmuje się tym szwajcarska centrala banku, a nie jego warszawski oddział. Może to świadczyć o specjalnych względach dla polskiego klienta.

Wianuszek chętnych

Nasze źródło twierdzi, że oferta funduszy odbiła się szerokim echem na europejskim rynku. Wstępne zainteresowanie CTL, którego obroty sięgnęły w ubiegłym roku 250 mln EUR (prawie miliard złotych), zgłosiło kilka firm, w tym fundusze inwestycyjne, które mają doświadczenie w inwestycjach na rynku kolejowym.

— Firma ma dobrą reputację i działa na perspektywicznym rynku przewozów międzynarodowych — mówi proszący o zachowanie anonimowości przedstawiciel jednego z potencjalnych inwestorów w holdingu.

Branża spekuluje, że wśród oferentów mogą być również Rosjanie. Kilka dni temu kolej rosyjska RŻD ogłosiła, że razem z Deutsche Bahn negocjuje kupno polskiego przewoźnika kolejowego, w domyśle — PKP Cargo. Nikt w to nie uwierzył, ponieważ państwowy przewoźnik nie jest na sprzedaż. Jeśli więc nie Cargo, to kto? CTL?

Wszystko albo nic

Krzysztof Sędzikowski, dyrektor zarządzający w holdingu, dementuje jednak te sugestie.

— Nie prowadzimy rozmów z Rosjanami i nie zrezygnowaliśmy z giełdy — wyjaśnia prezes.

I zapewnia, że CTL daje sobie czas do namysłu, ponieważ na razie ma z czego finansować działalność i nic go nie zmusza do podejmowania szybkich decyzji. W każdym razie w sprawie giełdy nie będzie decyzji w tym roku. Krzysztof Sędzikowski, który w swojej karierze zarządzał całym wianuszkiem firm giełdowych (żeby wymienić tylko Impexmetal, Boryszew czy Grajewo), na razie nie widzi odpowiedniego klimatu do debiutu.

— Zrozumiałe, że chcemy osiągnąć jak najlepszą wycenę akcji i możemy zaczekać na odpowiedniejszy na to moment — mówi Krzysztof Sędzikowski.

CTL nie chce jednak czekać w nieskończoność, aż niebo nad giełdą się rozjaśni i cały czas bierze pod uwagę pozyskanie inwestora finansowego. Ktoś z branży brany jest pod uwagę na samym końcu. Wytłumaczenie jest proste: inwestor branżowy raczej nie zadowoli się mniejszościowym pakietem akcji i będzie chciał uzyskać istotny wpływ na zarządzanie holdingiem.

— Znamy to z własnej praktyki. Kiedy kupujemy firmę, chcemy mieć w niej powyżej 50 proc., a najlepiej 100 proc. — mówi dyrektor.

Tymczasem CTL chce zachować niezależność, a tę gwarantuje mu tylko rynek publiczny lub też partnerski układ z inwestorem finansowym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu