Cuda na wysokości, na dole proza życia

Jacek Zalewski
27-12-2007, 00:00

Święta tradycyjnie wyciszyły polityczne spory i chociaż nieustająca kampania wyborcza trwała, to jej uczestnicy przynajmniej uniknęli reklamy negatywnej — co symbolicznie doceniliśmy wektorami w górę. Na okładce numeru świątecznego „PB” życzył polskim przedsiębiorcom cudu. Od głowy państwa dowiedzieliśmy się jednak, że na cuda ziemskie liczyć nie warto. Poza tym prezydent wyznaczył Polsce cele rozwojowe — oby nie działo się gorzej, niż w minionych dwóch latach.

Takie życzenia mają bardzo czytelny podtekst polityczny, ale generalnie są zasadne, bo globalna gospodarka przekroczyła już wierzchołek wznoszącej fazy cyklu koniunkturalnego. W 2008 r. przyhamowanie jest nieuchronne, na szczęście w Polsce będzie mniej odczuwalne, niż w sytych państwach Zachodu. Notabene — doświadczenia bliskich nam republik bałtyckich potwierdzają, że zasad rozwoju zrównoważonego po prostu nie da się oszukać i sztucznie nakręcana spirala wzrostu gospodarczego musi pęknąć.

W zgodnej i wielokrotnie powtarzanej w „PB” opinii środowisk biznesowych, największa zasługą poprzedniej ekipy było niezepsucie gospodarki w takim stopniu, jak stało się to z polityką i dialogiem społecznym. Ale to zaniechanie było zarazem ciężkim grzechem — rząd PiS nie wykorzystał koniunktury do wprowadzenia reform, przede wszystkim finansów publicznych. Trzeba tu zaznaczyć, że istotą upadłego projektu firmowanego przez Zytę Gilowską były reorganizacje i operacje księgowe, nie zaś faktyczne ograniczenie wydatków.

Dlatego tak niecierpliwie oczekiwane są decyzje nowego rządu, zwłaszcza niezbędne do podjęcia w symbolicznych pierwszych stu dniach. Miesiąc miodowy upłynął głównie na deklaracjach powyborczych, a na razie jedynym dorobkiem koalicji PO-PSL stało się wymuszone konstytucyjnymi terminami uchwalenie budżetu, odziedziczonego po PiS. Ogólnie jest bardzo sympatycznie, ale niepokojąco rośnie liczba wysyłanych z rządu sygnałów wzajemnie sprzecznych. Donald Tusk musi publicznie prostować własnych ministrów, a czasami i siebie — czym nawiązuje do standardów Jarosława Kaczyńskiego.

Proza życia nie pozwoli rządowi czekać na cuda, czego sygnałem jest świąteczny strajk okupacyjny części załogi kopalni Budryk. Wigilia zdeterminowanych górników z dala od rodzin była przyziemnym — a raczej podziemnym — dymem zatruwającym niebiańską atmosferę. Starcie o natychmiastową podwyżkę rzędu 700-800 złotych będzie kontynuowane dziś, strajkujący zamierzają iść w zaparte. Obserwatora z zewnątrz najbardziej zdumiewa liczba górniczych związków — w Budryku o wpływy walczy „tylko” dziewięć, z czego sześć zaakceptowało warunki wchłonięcia tej kopalni przez Jastrzębską Spółkę Węglową, a trzy radykalne — Sierpień ’80, Kadra oraz Jedność Pracowników Budryka — doprowadziły do odrzucenia porozumienia w referendum i strajku.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Cuda na wysokości, na dole proza życia