Cuda się zdarzają

Bartosz Krzyżaniak
14-09-2005, 00:00

Jest to konieczne, jeśli przyszła koalicja chce uniknąć zgrzytu już na początku urzędowania i od razu zabrać się do pracy.

Na razie prowadzące w wyborczych sondażach partie kurczowo trzymają się swoich pomysłów podatkowych. Oficjalnie nawet nie prowadzą rozmów, które pozwoliłyby na zbliżenie stanowisk w tej kwestii.

Najpierw wygrana

— Dziś nie myślimy o kompromisach, lecz o tym, by wygrać wybory. Gdybyśmy chcieli szukać kompromisu, stworzylibyśmy jedno ugrupowanie z jednym programem — uważa Kazimierz Marcinkiewicz z PiS.

Poza tym, jego zdaniem, propozycja podatkowa promowana przez PiS już jest daleko idącym kompromisem.

— Dzięki niej ponad 99 proc. podatników rozliczy się według jednej, najniższej stawki. Na likwidacji jednej stawki zyska też duża grupa lepiej zarabiających — twierdzi poseł PiS.

Kto kogo

Uważa też, że jego partii uda się przekonać PO do wprowadzenia ulg i zwolnień podatkowych, które powodują, że dziś efektywna stawka podatkowa jest niższa niż 15 proc. proponowane przez PO.

Na ustępstwa przyszłego koalicjanta liczy też PO.

— Nie chcemy wprowadzić podatku liniowego bez mechanizmu rekompensaty podatkowej. Dotyczyłby on rocznych dochodów rzędu 3-4 tys. zł. Chcemy jednak zmienić funkcjonowanie urzędu skarbowego, który dziś pełni rolę ośrodka pomocy społecznej — kwotę wolną mają zarówno zarabiający 10 tys. zł rocznie, jak i ci, którzy zarabiają milion złotych. Bo każdy ma kwotę wolną. Czy to jest społecznie sprawiedliwe? Oczywiście, że nie — uważa Zbigniew Chlebowski z PO i dodaje, że zaprezentowanie tego mechanizmu pozwoli zmiękczyć stanowisko kolegów z PiS.

Kompromis możliwy

Ekonomiści są jednak zdania, że mimo przedwyborczej retoryki, którą posługują się liderzy sondaży, do kompromisu dojdzie.

— Mocniejszą kartę przetargową będzie miał ten, kto zdobędzie więcej głosów. Ale żadna z partii nie przeforsuje wszystkich swoich propozycji — uważa Stanisław Kluza, główny ekonomista BGŻ.

— Najprawdopodobniej przyjęty będzie wariant słowacki, tym bardziej że rośnie przewaga PO — mówi Marek Nienałtowski, główny ekonomista Palladia Capital Markets.

Będzie on polegał na wprowadzeniu liniowej stawki podatkowej, choć wyższej niż 15 proc., i pozostawieniu wysokiej kwoty wolnej od podatku.

— Stawka mogłaby wynieść 17-18 proc., a wysoka kwota wolna byłaby marchewką dla PiS i w części rekompensowałaby likwidację preferencyjnych stawek VAT — uważa Marek Nienałtowski.

Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan uważa, że ta propozycja wymaga ustępstw obu stron.

— PO zrezygnowałaby z likwidacji kwoty wolnej, a PiS — z dwóch stawek podatkowych. Nie widzę większych problemów w kwestii kompromisu w podatkach dochodowych, zwłaszcza gdyby kwota wolna dotyczyła też dzieci podatników. Choć zbliżenie stanowisk byłoby prostsze, gdyby nie nagłaśniano różnic dzielących obie partie — twierdzi ekspert Lewiatana.

Twardy orzech VAT

Prawdopodobnie trudniej będzie dogadać się w kwestii VAT.

— PiS twardo opowiada się za utrzymaniem preferencyjnych stawek. Tymczasem PO chce ich likwidacji. Podejrzewam, że PiS może zostać przy swoim pomyśle lub domagać się rekompensaty wyższego VAT dla najuboższych grup społecznych — uważa ekonomista BGŻ.

Innym rozwiązaniem byłoby zostawienie preferencyjnej stawki tylko na żywność.

— Komplikacja systemu podatkowego nie jest tym, o co chodzi PO. Wątpię, by poszła tu na ustępstwa — sugeruje jednak Marek Nienałtowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Cuda się zdarzają