Ćwiąkalski świetny w obietnicach

Dawid Tokarz
19-06-2008, 00:00

Zbigniew Ćwiąkalski obiecuje wyjaśnić, jak Edward Mazur mógł wytransferować z Polski 5 mln zł. Ale trudno w jego obietnice wierzyć.

Minister sprawiedliwości nie wyjaśnił „bubla Ziobry”. Czy zrobi coś w sprawie Edwarda Mazura?

Zbigniew Ćwiąkalski obiecuje wyjaśnić, jak Edward Mazur mógł wytransferować z Polski 5 mln zł. Ale trudno w jego obietnice wierzyć.

Ustaliliśmy nowe fakty w opisanej przez „PB” sprawie Edwarda Mazura, podejrzewanego przez prokuraturę o podżeganie do zabójstwa generała Marka Papały. Okazuje się, że polonijny biznesmen wytransferował w 2007 r. z Polski do USA ponad 5 mln zł m.in. dzięki brzemiennej w skutki pomyłce Ministerstwa Sprawiedliwości (MS).

Jak ujawniliśmy, wytransferowane pieniądze pochodziły ze sprzedaży udziałów Mazura w spółce Bakoma-Bis, a trafiły na konto kancelarii prawnej Tinkoff, Popko and Associates, która... pomagała Mazurowi w walce z polskim rządem przed sądem ekstradycyjnym. Prokuratura pod rządami PiS mogła zablokować ten transfer, ale nawet o nim nie wiedziała! Zbigniew Ziobro winą za to obarczył prokuratorów prowadzących śledztwo.

— Słów byłego ministra nie chcę komentować. Już w październiku 2003 r. zwróciłem się do departamentu resortu sprawiedliwości zajmującego się rejestrami sądowymi o podanie informacji o zaangażowaniu Mazura we wszystkich polskich firmach. W odpowiedzi pojawiły się nazwy dwóch spółek, ale nie było wśród nich Bakomy-Bis — mówi prokurator Jerzy Mierzewski, od prawie 10 lat prowadzący śledztwo w sprawie zabójstwa Papały.

Tłumaczy, że to dlatego nie zajęto udziałów Mazura w Bakomie-Bis i nie zablokowano transferu pieniędzy w 2007 r.

Pomyłka urzędników MS tym bardziej dziwi, że w 2003 r. działał już nowoczesny rejestr centralny Krajowego Rejestru Sądowego, w którym — jak sprawdziliśmy — znajdowały się akta Bakomy-Bis.

— Pytanie brzmi: czy to była pomyłka, np. techniczna, czy działanie celowe, mające utrudnić dostęp do najważniejszego polskiego składnika majątku Mazura? Trzeba pamiętać, że w 2003 r. władzę nad resortem sprawiedliwości sprawował SLD, za którego rządów Mazur został wypuszczony z aresztu bez postawienia mu zarzutów — mówi informator zbliżony do sprawy.

— Przeprowadzę postępowanie wyjaśniające, w którym wszystkie aspekty tej sprawy zostaną sprawdzone — zapowiada Zbigniew Ćwiąkalski, obecny minister sprawiedliwości.

Już to słyszeliśmy

Tylko czy można mu wierzyć? Ponad pół roku temu składał podobne obietnice. I nie dotrzymał słowa.

W listopadzie 2007 r. „PB” opisał chaos, jaki spowodowała nieudana nowelizacja kodeksu postępowania karnego, przygotowana za rządów PiS. Weszła w życie w lipcu 2007 r. i nakazała prowadzenie procesów zorganizowanych grup przestępczych, o pranie pieniędzy, oszustwa, przywłaszczenia i niegospodarność już nie w sądach rejonowych, lecz w okręgowych.

Resort Zbigniewa Ziobry zapomniał wpisać do noweli przepisy przejściowe, zakładające, że sprawy już zaczęte w sądach rejonowych powinny być tam zakończone. Kiedy to poprawił, było za późno. Prawie 2 tys. aferalnych spraw zaczęło krążyć między sądami, przy czym część z nich w wyniku bubla już się przedawniła bądź przedawni się wkrótce.

Zaraz po ujawnieniu afery minister Ćwiąkalski w rozmowie z „PB” odpowiedzialnością polityczną za błąd obarczył poprzednika. Zapowiedział też wyciągnięcie konsekwencji wobec urzędników MS będących autorami bubla.

— Wyjaśnienie tej sprawy jest trudne, bo nowelizacja miała szeroki zakres, a prace nad nią trwały jednocześnie w MS i w Sejmie — tak w styczniu Zbigniew Ćwiąkalski tłumaczył postępy w obiecanym postępowaniu wyjaśniającym.

Obietnice bez pokrycia

Minęło kolejnych pięć miesięcy i nic. Szef resortu sprawiedliwości odpowiada dokładnie tak samo, a postępowanie „wciąż trwa”! Do dziś nikt nie odpowiedział więc za autorstwo legislacyjnego bubla, a jego skutki są katastrofalne. Setki procesów członków mafii i aferzystów gospodarczych musiały rozpocząć się od nowa. Co najmniej 30 z nich ulegnie przedawnieniu. Według ostatnich dostępnych danych z końca marca 2008 r., ponad 50 spraw nie wróciło jeszcze do właściwego sądu. A z tych, które się tam znalazły, aż w 280 (czyli około 15 proc. wszystkich) nie podjęto żadnych czynności, a nawet nie wyznaczono terminu rozprawy. A to znaczy, że już prawie rok trwają w zawieszeniu.

SKAZANY NA PORÓWNANIa z ZIOBRĄ

Zbigniew Ćwiąkalski to jeden z najbardziej kontrowersyjnych ministrów w rządzie Donalda Tuska. Od początku krytykowany przez PiS m.in. za kontakty zawodowe (kiedy był adwokatem) z Henrykiem Stokłosą, Piotrem Bykowskim i Ryszardem Krauzem. Jeszcze przed nominacją, ze względu na jawnie krytyczny stosunek do działań resortu sprawiedliwości za rządów PiS, identyfikowany jako anty-Ziobro.

Na początku uważany za jednego z ministrów-maruderów. Ostatnio rząd PO przyjął jednak jego koronny projekt o rozdziale funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. W rezultacie w raporcie rządowym Ćwiąkalski uznany został za jednego z dwóch ministrów, którzy najlepiej wywiązali się z zapowiedzianych prac legislacyjnych.

Przed objęciem stanowiska zapowiadał, że nie będzie organizował tak wielu konferencji prasowych jak poprzednik. I nie organizuje. Bardzo często jednak pojawia się w mediach. Prawie zawsze zapowiada wyjaśnienie sprawy. Jak pokazuje przykład nowelizacji kodeksu postępowania karnego — czasem na zapowiedziach się kończy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Ćwiąkalski świetny w obietnicach