Czas na czwartą fazę bessy

Adrian Boczkowski
17-07-2008, 08:02

Przed 29 laty amerykańscy naukowcy — Daniel Kahneman (laureat Nagrody Nobla z 2002 r.) i Amos Tversky przedstawili światu teorię perspektywy. Przybliża ona mechanizmy, które choć trochę wyjaśniają nieracjonalność zachowań inwestorów giełdowych. Teoria może okazać się przydatna zwłaszcza teraz, kiedy inwestorami — szczególnie w Polsce — rządzą emocje, a nie chłodna kalkulacja.

Według Kahnemana i Tversky’ego, inwestorzy generalnie dużo mocniej stresują się z powodu 20-procentowej straty, niż cieszą się z 20-procentowego zysku. Poza tym rosnące zyski cieszą proporcjonalnie coraz mniej, a niezadowolenie z rosnących strat tylko niewiele traci na impecie. Jednocześnie nikła szansa na silne wzrosty indeksów jest z reguły wyolbrzymiana, a akcje z własnego portfela są zdecydowanie wartościowsze niż z cudzego, choćby chodziło o papiery podobnych przedsiębiorstw. Opierając się m.in. na tych mądrościach, wyłoniono cztery fazy bessy, które spróbowaliśmy przełożyć na krajową rzeczywistość.

Faza I: spokojnie, to tylko korekta

I. Faza paraliżu


Mniej doświadczonych graczy paraliżuje strach przed stratą. Panicznie się jej boją, ale zewsząd słyszą uspokajające wypowiedzi. Z rad ekspertów wybierają te, które chcą usłyszeć, czyli potwierdzające słuszność ich postępowania. Niewiele osób jest świadomych, że zaczyna się bessa.

 

Faza II: spadki są mocno przesadzone

II. Faza złudzeń

Straty, dla większości graczy jeszcze papierowe, szybko się powiększają. Krótkie korekty wzrostowe i wciąż optymistyczne wypowiedzi ekspertów podsycają nadzieje na odrobienie zniżek. Spadki są przecież zjawiskiem normalnym na giełdzie, a silne fundamenty gospodarki powinny obronić kursy przed większymi zniżkami. Trend spadkowy trwa jednak nadal.

Faza III: niestety, to bessa

III. Faza akceptacji

Bessa staje się faktem, a inwestorzy przyzwyczajają się do myśli o stracie. Znajdują przy tym różnorakie powody do trzymania papierów. Popularne stają się wypowiedzi o tym, że kursy spadły już tak mocno, iż dalej spadać po prostu nie mogą, albo że dobrą decyzją jest brak działania, bo można później nie zdążyć odkupić akcji, gdy powróci hossa. Wartość portfeli kurczy się jednak nadal, a możliwość odrobienia strat coraz dalej odsuwa się w czasie.

Faza IV: ratuj się, kto może

IV. Faza rezygnacji

Kursy schodzą tak nisko, że gracze nie są już w stanie ich tolerować. Frustracja i irytacja osiągają apogeum. Gracze sprzedają walory z dużą stratą, znacznie większą, niż kiedykolwiek się spodziewali. Ponieważ każdy z inwestorów ma w portfelu inny koszyk papierów i charakteryzuje się innym „progiem bólu”, przy którym definitywnie rozstaje się z akcjami, ostatnia faza bessy może trwać wiele miesięcy. Ci, którzy stracili nadzieję na odrobienie strat, powoli wykruszają się z rynku.

Cały artykuł w czwartkowym Pulsie Biznesu. Zapraszamy do lektury!

Adrian Boczkowski, a.boczkowski@pb.pl
 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Czas na czwartą fazę bessy