Czas na mobilne e-zakupy

  • Marta Bellon
26-09-2012, 00:00

Listonic aplikacją do robienia zakupów chce podbić Polskę i USA

Stworzyli mobilną aplikację, kiedy telefony przypominały jeszcze dyktafony, teraz pracują nad rozszerzeniem jej o nową usługę, za pomocą której chcą namieszać nie tylko na polskim, ale również amerykańskim rynku. Zespół Listonica — mobilnej listy zakupów, od trzech lat wyprzedza trendy i podąża za najnowszymi technologiami. Z aplikacji korzysta dziś 230 tys. użytkowników. Jest darmowa, działa na iPhone’ach i telefonach z Androidem, obsługuje też oprogramowania innych najnowszych smartfonów.

— Jesteśmy jednym z niewielu polskich start-upów, który zarabia realne pieniądze w branży mobilnej. Od lat mówi się o rewolucji w tym sektorze i faktycznie z aplikacji mobilnych korzystają miliony, tymczasem ciągle przekucie tego w stabilny biznes pozostaje bardzo dużym wyzwaniem. W tym roku chcemy być rentownym serwisem, co w świecie start-upów wcale nie jest takie łatwe — podkreśla Filip Miłoszewski, członek zarządu Listonica.

Niemałe wyzwanie

Firma jest spółką portfelową funduszu BBI Seed Fund, który w 2009 r. zdecydował się zainwestować w pomysł aplikacji umożliwiającej tworzenie list zakupów w telefonie.

— Dostaliśmy pieniądze trzy lata temu, kiedy nikt praktycznie nie rozumiał tego pomysłu. To była odważna decyzja. Zwłaszcza że nie mieliśmy dużego doświadczenia w sektorze reklamy internetowej. Dzięki pomocy zarządających funduszem nawiązaliśmy pierwsze kontakty i podpisaliśmy pierwsze umowy. Współpraca z BBI Seed Fund przyniosła spółce wymierne korzyści — otwarcie na rynki zagraniczne i rozwój nowej, bardziej zaawansowanej usługi — mówi Filip Miłoszewski.

Spółka zarabia głównie na reklamach i różnej formie współpracy, np. z sieciami hipermarketów. Reklamodawcom proponuje promocję dopasowaną do potrzeb użytkowników, czyli ich potencjalnych klientów.

— Sprzedaż reklamy mobilnej markom FMCG jest niemałym wyzwaniem, gdyż w Polsce ciągle mamy niewielu graczy na tym rynku — z tego też powodu takie kampanie często nie wpisują się w standardowe plany domów mediowych. Nam się to jednak udaje. Gdy wiemy, że nasz użytkownik chce kupić mleko — pokazujemy mu reklamę tego produktu, podprowadzamy go niemal pod półkę konkretnego producenta. Naszą inspiracją był AdWords Google’a, czyli reklamy, które wyświetlają się wraz z wynikami wyszukiwania. Listonic zapamiętuje ponadto historię zakupową, więc jeśli pojawiają się w niej np. pieluszki, to reklamodawca może wyciągnąć wniosek, że użytkownik kupi je po raz kolejny. Współpracujemy też z polskimi sieciami hipermarketów i zarabiamy na ofertach promocyjnych — mówi Filip Miłoszewski.

Aplikacja pozwala przejść z listy zakupów do ofert promocyjnych sklepów. Przycisk „Promocja” pojawia się przy konkretnych produktach, po jego wybraniu użytkownik jest przenoszony na stronę marketu, który w danym momencie oferuje klientom okazyjne ceny wybranych produktów. Źródłem informacji o promocjach są gazetki hipermarketów.

— Do tej pory nie były one prawidłowo zdigitalizowane, w internecie krążą wersje w PDF, mało wygodne dla użytkowników. My natomiast łączymy się technologicznie ze sklepami, pobieramy dane z gazetek i dostosowujemy je do listy zakupów. Użytkownik może w każdej chwili sprawdzić, jakie promocje oferują poszczególne markety — wyjaśnia Filip Miłoszewski.

Zakupy od października

Obecnie Listonic współpracuje z czterema znanymi sieciami marketów, w tym roku do tej listy mają dołączyć jeszcze dwie. Spółka wykorzystuje też popularność blogerów kulinarnych — ponad 500 prowadzonych przez nich serwisów ma na swoich stronach umieszczone przyciski „Zamień na listę zakupów”, za pomocą których przepis wyświetla się na telefonie użytkownika jako lista potrzebnych składników. Z Listonica korzystają też aplikacje z przepisami znanych marek — producentów żywności, w których konkretne przepisy można zamieniać na listy zakupów. Poszczególne produkty są kategoryzowane w taki sposób, by było je łatwiej odnaleźć na sklepowej półce.

Teraz spółka pracuje nad aplikacją do robienia zakupów. Prace są na tyle zaawansowane, że powinna ona zadebiutować już w październiku. Użytkownik spośród dostępnych lokalizacji będzie mógł wybrać sklep umożliwiający zakupy przez internet, wybrać produkty — w czym pomoże interfejs przypominający sklepowe półki, ustalić termin dostawy oraz sposób płatności i dokonać zakupów.

— Można w ten sposób robić zakupy, czekając w kolejce na poczcie czy wracając z podróży. Tego samego dnia lądują one w domu użytkownika, można je też odebrać w sklepie. Chcemy stworzyć dużą listę sklepów, aby użytkownicy mieli duży wybór. Na razie aplikacja będzie działać na iPhone’ach i telefonach z Androidem, a w niedalekiej przyszłości także na iPadach — zapowiada Filip Miłoszewski.

Jeżeli firmie uda się w tym roku osiągnąć rentowność, to w niedalekiej przyszłości z aplikacją zakupową wejdzie do Stanów Zjednoczonych. Dzięki pomocy BBI Seed Fund udało się już zbadać możliwości tego rynku.

— Byliśmy niedawno w Dolinie Krzemowej zrobić rozeznanie oraz zdobyć kontakty. Wiemy, że trudno byłoby podbić tamten rynek samą listą zakupów, bo konkurencja jest spora, natomiast robienie zakupów za pomocą aplikacji mobilnych to na tamtym rynku coś zupełnie świeżego, świetnie wpisującego się w aktualne trendy. Dlatego właśnie z tą funkcjonalnością chcemy wejść na rynek amerykański — tłumaczy Filip Miłoszewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Bellon

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Czas na mobilne e-zakupy