Czas na trzecią fazę globalnego kryzysu

Adrian Boczkowski
opublikowano: 19-06-2009, 00:00

Płytkie giełdowe korekty, niski wzrost PKB i inflacja to globalne perspektywy na kolejne lata w oczach ekspertów HSBC.

HSBC: Nie ma podstaw do odbicia gospodarki w kształcie litery V

Płytkie giełdowe korekty, niski wzrost PKB i inflacja to globalne perspektywy na kolejne lata w oczach ekspertów HSBC.

Philip Poole, specjalista od rynków wchodzących w brytyjskim HSBC, przedstawia traumatyczną trylogię. Jego zdaniem, obecny kryzys przebiega według modelu trzech faz, z czego dwie są już za nami. Chodzi o przebiegające równolegle załamanie na rynkach kredytowych i falę niewypłacalności w systemach bankowych oraz recesję, którą wywołał spadek popytu zduszony brakiem finansowania.

— Aby zaradzić tym dwóm plagom, rządy i banki centralne z całego świata złagodziły politykę monetarną i fiskalną. Lekcja wyciągnięta w latach 90. XX w. z Japonii pokazuje jednak, że zalanie rynku płynnością nie jest rozwiązaniem. Problemy przeniosły się jedynie z sektora prywatnego do publicznego — mówi Philip Poole.

Teraz HSBC widzi trzecią fazę kryzysu. Chodzi o gigantyczne zadłużenie, a ściślej — strategię wyjścia dla rządów i banków centralnych, która umożliwi zneutralizowanie długoterminowych skutków podjętych interwencji.

— Do rozwiązania kryzysu konieczne jest realne obniżenie wartości aktywów do poziomu obsługujących je strumieni dochodów. W krajach rozwiniętych nie można spodziewać się ekstremalnych rozwiązań przećwiczonych już w krajach rozwijających się, jak na przykład otwartego niewywiązywania się z umów. Należy jednak spodziewać się wersji niejawnej, czyli inflacji — uważa Philip Poole.

Zauważa on, że 60 proc. papierów skarbowych w USA mają nierezydenci, a inflacja oznacza dla nich spadek wartości dolara.

— Spadek realnej wartości długu publicznego odbyłby się kosztem posiadaczy papierów rządowych. Inflacja może okazać się najmniej niekorzystnym rozwiązaniem, by ostatecznie rozdzielić koszty kryzysu — uważa ekspert HSBC.

Zaznacza jednak, że nie ma mowy o hiperinflacji, ale na świecie realne wydaje się 5-10--procentowe tempo wzrostu cen przez kilka lat przy mizernym wzroście gospodarczym.

— Nie ma podstaw do odbicia w kształcie litery V. To nie powtórka z recesji, jakie znamy. Powiązanie recesji wynikającej z cyklu koniunktury z kryzysem finansowym sprawia, że jest głębsza i towarzyszą jej przedłużające się załamania cen aktywów. Niepokojące są również oznaki protekcjonizmu — uważa Philip Poole.

Mamy się dobrze

A jak to się stało, że kryzys dotknął kraje rozwijające się? Jeszcze rok temu ekonomiści globalnych banków spodziewali się przecież innego scenariusza.

— Ja tak nie twierdziłem. Widziałem problem przenoszenia fabryk do Chin czy Europy Środkowo-Wschodniej. Spadek popytu w Wielkiej Brytanii czy USA od razu uderza więc w kraje rozwijające się. Dodatkowo olbrzymie zadłużenie sektora prywatnego za granicą w przypadku krajów bałtyckich czy Węgier pogorszyło sprawę — mówi Philip Poole.

Dodaje nam jednak otuchy.

— Polska ma bardzo silny popyt wewnętrzny, a gospodarka nie jest zbyt mocno uzależniona od zagranicy. To sprawia, że może przejść przez kryzys bez spadku PKB. Ożywienie w Polsce zależy jednak od sytuacji w strefie euro. Samo odbicie w Chinach czy USA nic tu nie da — dodaje ekspert HSBC.

Dno za nami

Według HSBC, pierwsze oznaki poprawy w gospodarkach mają wątłe podstawy, a odbicie oparte na zapasach może okazać się nietrwałe i doprowadzi do ponownej zapaści. Giełdy nie powrócą do dołków z I kwartału.

— Na wiele ówczesnych pytań otrzymaliśmy już odpowiedzi (np. co do rządowych planów stymulacyjnych), choć kursy wzleciały zbyt wysoko w stosunku do realiów. Korekty będą jednak mocno ograniczone i nie wrócimy do minimów bessy. Wielu zarządzających przegapiło odbicie i każdą przecenę będą wykorzystywać do zakupów. Są przecież rozliczani z rezultatów wobec benchmarków — zauważa Philip Poole.

Jest jeszcze drugi powód. Ceny surowców i akcji wciąż będą rosły dzięki bankom centralnym najbogatszych krajów.

— Widzimy ponowne pompowanie bańki. Rynki zalane są płynnością, która przy wzrastającej skłonności do oszczędzania przetoczyła się przez realną gospodarkę — mówi ekspert HSBC.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu