Czas na wakacje od warszawskiej giełdy

Adam Hajdamowicz, Bankier.pl
16-05-2018, 22:00

Ile jest prawdy w starym giełdowym przysłowiu „Sell in May and go away”? Statystyki pokazują, że — w przypadku GPW — całkiem sporo

Myśl stojąca za powiedzeniem „Sell in May and go away" jest prosta — tłumacząc dosłownie, powinniśmy sprzedać akcje w maju i po prostu wyjść z rynku. Szersza wersja zawiera jeszcze dopełnienie, by nie wracać przed „St. Leger's Day”, czyli dniem, w którym odbywa się jeden z angielskich klasyków wyścigów konnych. Przeważnie odbywa się on pod koniec września.

Wyświetl galerię [1/3]

Fot. Marek Wiśniewski

W zeszłym roku zbadaliśmy, czy zależność ta sprawdza się również w przypadku GPW. Przeanalizowaliśmy wtedy historyczne stopy zwrotu indeksu WIG w poszczególnych miesiącach. I o ile maj w tym zestawieniu wyglądał jeszcze nieźle, to już następujący po nim czerwiec okazał się historycznie najgorszym miesiącem dla szerokiego rynku.

Warto również podkreślić, że pod względem liczby miesięcy spadkowych jednymi z najgorszych są właśnie maj i czerwiec, które kończyły się jak dotąd na plusie w 48 proc. przypadków, a więc znacznie poniżej średniej. Jeszcze częściej w historii akcje spółek z WIG spadały we wrześniu. I tegoż września inwestor kierujący się zasadą „Sell in May...” również unika. Załapuje się natomiast na październik, grudzień, styczeń czy luty — wszystkie te miesiące wyglądają bardzo dobrze pod względem historycznej stopy zwrotu — zarówno średniej, jak i mediany. Dodatkowo w październiku i grudniu indeks WIG rósł najczęściej. Miesiące te kończyły się na plusie w dwóch przypadkach na trzy. Zatem, ze statystycznego punktu widzenia, rzeczywiście można uznać, że akcji najlepiej pozbyć się przed czerwcem i odkupić je przed październikiem.

Czas na zmiany

Czy również w tym roku można oczekiwać podobnej zależności? Skoro WIG tanieje już od początku roku, to być może limit spadków powinien się w końcu wyczerpać? Wielu inwestorów liczy teraz bardziej na odbicie, a nie na dalszy ciąg postępującej przeceny.

W historii WIG od początku roku do końca kwietnia spadał siedmiokrotnie (nie licząc obecnego roku). Po takim słabszym okresie w maju akcje drożały następnie średnio o 3,9 proc. Później jednak następowało bardzo duże załamanie w czerwcu (przeciętnie o 8,16 proc.), który ogółem kończył się wtedy na minusie aż pięć na siedem razy. Co może być pocieszające, straty te najczęściej można było odrobić w lipcu, kiedy to WIG rósł o aż 10,84 proc. Dalsza część roku (uwzględniając średnią) zwykle była już jednak nijaka. Poszczególne miesiące kończyły się czasem zwyżką, jednak w ostatecznym rozrachunku lata, które zaczynały się słabo, w dalszej części nie były rewelacyjne (przeciętny wzrost od początku maja do końca grudnia sięgał 3,6 proc.).

Wniosek, że gdy na początku roku akcje tracą, to dalsze miesiące nie przyniosą wielkich zmian, nie jest jednak prawdziwy. Powyższa analiza opiera się bowiem wyłącznie na średniej z całej historii notowań indeksu WIG. Gdy jednak spojrzeć na poszczególne lata, okazuje się, że notowania w wielu z tych przypadków podlegały ogromnym wahaniom. Czasem jednak bywało tak, że tuż po spadkach od początku maja do końca roku kurs rósł o 39,01 proc. (jak w 1992 r.), innym razem jednak spadał o aż 41,6 proc. (w 2008 r.). Dokładna analiza przeszłości daje zatem bardziej wniosek, że rynek akcyjny w obecnym roku może podlegać ogromnym zmianom.

To tylko statystyka, ale…

Historyczne dane pokazują, że stwierdzenie „Sell in May and go away” w przypadku GPW wcale nie jest pozbawione sensu. Warto jednak zauważyć, że badania obejmują indeks szerokiego rynku, a więc ogółu spółek. Inwestycja w poszczególne walory to jednak zupełnie coś innego. Pamiętać także należy, że to jedynie statystyka. Jeśli zatem nawet uznamy, że panuje jakaś ogólna tendencja, to przecież od każdej reguły zdarzają się wyjątki.

Czy istnieją zatem jakieś fundamentalne przesłanki, które uwiarygodniłyby wnioski płynące z powyższych danych? Mocnych — raczej nie. Słabsze lato próbuje się jednak wiązać z okresem wakacyjnym, który w wielu krajach wypada właśnie na okres czerwiec-sierpień. Wyjazdy i urlopy odciągają wtedy uwagę od giełdy i efektem są niższe stopy zwrotu. Jak jednak pokazują nasze wyliczenia, jeśli WIG tracił już od początku roku, dalsza część roku niekoniecznie musi być spadkowa. Spodziewać się można jednak zarówno ogromnych zysków, jak i spektakularnych strat. Bazując wyłącznie na statystyce, do obecnego roku należy zatem podchodzić wyjątkowo ostrożnie. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Hajdamowicz, Bankier.pl

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Czas na wakacje od warszawskiej giełdy