Czas najwyższy na ratingi

  • Emil Szweda
opublikowano: 12-05-2014, 00:00

Pięciu emitentów obligacji notowanych na Catalyst nie wykupiło terminowo obligacji w kwietniu.

Można mówić wręcz o pladze, która obnaża niedoskonałość naszego rynku. „Zdarzenia kredytowe”, jak eufemistycznie można nazwać zwyczajne niedotrzymanie warunków emisji, zdarzały się już wcześniej. W kwietniu mieliśmy po prostu kumulację. Podobne wydarzenia prawie zawsze budzą nie tylko zrozumiałe zdenerwowanie posiadaczy feralnych papierów, ale również niesmak wobec sposobu, w jaki emitenci komunikują się z rynkiem. W całej czteroletniej historii Catalyst tylko jeden z emitentów, który nie wykupił papierów w terminie, potrafił zachować się po męsku i nie tworzyć fikcji w rodzaju wyznaczania kolejnych „nieprzekraczalnych” terminów spłaty czy też iluzji o rozpoczęciu negocjacji ze znaczącymi inwestorami, lecz po prostu stworzył harmonogram spłaty przeterminowanych obligacji, wskazał konkretne źródła pozyskania pieniędzy i — co najważniejsze — z tych zobowiązań się wywiązał. Była to Vedia, która poślizgnęła się w czerwcu 2013 r., ale obligacje spłaciła wraz z karnymi odsetkami do października.

Nie można dłużej zamykać oczu na problem z nierzetelnymi emitentami, ponieważ ich liczba skutecznie odbija się na reputacji nie tylko ich samych i oferujących, ale także całego rynku. Inwestorzy, którzy stykają się z tego rodzaju sytuacjami, mają prawo czuć się zniechęceni do kolejnych inwestycji, w miarę jak odkrywają najpierw stopień skomplikowania procedur prawnych związanych z dochodzeniem należności, później, gdy okazuje się, że prawo jest, jeśli nie bezradne, to działające powoli, a termin „inwestycja długoterminowa” nabiera nieoczekiwanego znaczenia.

Dlatego najważniejszą informacją ostatnich tygodni jest, według mnie, wpisanie agencji Eurorating na listę agencji uprawnionych do wystawiania ocen ratingowych na terenie UE. Nie chodzi nawet o sam fakt — choć jest to na pewno wyróżnienie, warte marketingowego rozegrania — wpisania na listę, ale raczej o przypomnienie, że droga do uzyskiwania przez emitentów niezależnych ocen ratingowych jest otwarta. Cenniki Fitch, Moody’s czy S&P nie są barierą niemożliwą do pokonania. Dla małych i średnich firm w zupełności wystarczą oceny mniejszych agencji, tak jak dzieje się to na rynkach rozwiniętych (np. w Niemczech), gdzie emisje bez ratingów w ogóle nie są przez inwestorów brane pod uwagę. Jednak aby ten model zafunkcjonował także w Polsce, nie wystarczy wola działania samej agencji. Potrzebna jest jeszcze presja rynku, a więc nabywców obligacji. Inwestorzy potrafią wywierać ją skutecznie na emitentach, gdy chodzi o wprowadzanie papierów na Catalyst (często niespełnienie tego warunku powoduje, że inwestorzy detaliczni nie rozważają udziału w projektach). Pora pójść o krok dalej i zamiast prezentacji inwestorskich domagać się niezależnych ocen. Bez obaw. Oferujący, a po nich emitenci, usłyszą ten apel.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Szweda, Obligacje.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu