Czas reformy wciąż nie nadchodzi

Adam Sofuł
opublikowano: 25-04-2008, 00:00

Trzeba było dymisji wiceministra finansów Stanisława Gomułki, odpowiedzialnego za reformę finansów publicznych, by rząd przypomniał sobie o jej przeprowadzeniu. Wczoraj Ministerstwo Finansów zapowiedziało, że być może jeszcze w czerwcu do Sejmu trafi projekt ustawy o finansach publicznych, która jest niezłym wstępem (ale tylko wstępem) do takiej reformy. Termin skądinąd mało wyśrubowany, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że podstawą zapowiadanego projektu są prace poprzedniej minister finansów Zyty Gilowskiej z poprzedniej kadencji parlamentu. Ale gwoli sprawiedliwości warto przypomnieć, że i Zyta Gilowska się z reformą niespecjalnie spieszyła, bo gotowym projektem chwaliła się jeszcze jako posłanka opozycyjnej Platformy Obywatelskiej. Ten brak pośpiechu, jeśli chodzi o reformę, pozostał do dziś.

Minister finansów Jacek Rostowski zapewnia, że reforma będzie kontynuowana, także — co wydaje się ważną deklaracją — w dziedzinie wydatków. Jednak szczególnej determinacji w tych zapewnieniach nie słychać. Wygląda na to, że minister postanowił nie straszyć reformą, która nie dla wszystkich grup społecznych musi być przyjemna. Reformy finansów publicznych nie można będzie jednak zrobić ukradkiem. Minister nie odpowiada na wątpliwości byłego wiceministra Stanisława Gomułki o braku wystarczającego wsparcia ze strony premiera. Bo reforma finansów publicznych nie jest wewnętrzną sprawą Ministerstwa Finansów — gdyby tak było, jej wprowadzenie stałoby się znacznie prostsze. To zadanie dla całego rządu. Stąd silne wsparcie ze strony premiera jest sprawą kluczową. Szef resortu finansów ma rację, że do strefy euro możemy wejść bez przeprowadzania reformy, ale ma też rację, że bez niej Polska nie będzie w stanie utrzymać przez dłuższy czas wysokiego wzrostu gospodarczego. A gospodarka zaczyna zwalniać.

Najlepszym czasem na przeprowadzenie reformy finansów publicznych jest okres dobrej koniunktury gospodarczej. Obecnie ma się on ku końcowi. Trudno mieć do ministra pretensje o zaniechania poprzedników, ale trudno też się oprzeć wrażeniu, że reforma finansów publicznych nieodwołalnie przechodzi do kategorii mitów. Bo od lat kolejni ministrowie finansów grają w tę samą grę — kiedy można reformować finanse tak, jak się chce, to tego nie robią — bo nie muszą. Kiedy zaś spowolnienie gospodarcze ich do tego zmusza, wówczas już nie ma mowy o przemyślanej reformie, a jedynie o rozpaczliwym łataniu dziur. Reforma finansów publicznych to potężne wyzwanie, które wymaga przygotowania, ale po tylu latach jałowych dyskusji można by się spodziewać, że czas przygotowań wreszcie dobiegł końca. A zamiast tego wciąż dopiero przygotowujemy się do startu. I to bez zbytniego pośpiechu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu