Czas zmiecie małych

Sylwester Sacharczuk
opublikowano: 02-08-2006, 00:00

Firma przeżyła rewolucję w ostatnich piętnastu latach. Nie obyło się bez ofiar. Ale przetrwali.

BCMB to jedna z największych firm budowlanych w północno-wschodniej Polsce. Kierujący nią Stefan Bazyluk skończył budownictwo na Politechnice Białostockiej. Przez 11 lat pracował poza krajem w budownictwie. W Polsce był dyrektorem zachodniej firmy zajmującej się budownictwem specjalistycznym, która stawiała m.in. wysokie maszty i kominy.

— Lubię tę branżę, bo to moje życie. Na niczym tak dobrze się nie znam — mówi prezes BCMB.

Mocne wejście

Firma wywodzi się od Białostockiej Centrali Materiałów Budowlanych, która powstała ponad pół wieku temu. Jednak od 1989 roku przeszła całkowitą reorganizację i trudny proces prywatyzacji.

— Trzeba było mocno zmniejszyć zatrudnienie, konieczna była też likwidacja kilku sklepów i hurtowni. Ale inaczej się nie dało. Gdybyśmy tego nie zrobili, groziłoby nam zniknięcie z rynku — mówi Stefan Bazyluk, obecny prezes BCMB.

W dziejach firmy rozpoczął się zupełnie nowy etap.

— Przeżyliśmy rewolucję, jeśli chodzi o jakość materiałów i technologię. Jeszcze kilka lat wcześniej na rynku była dużo mniejsza różnorodność i dostępność materiałów — opowiada Stefan Bazyluk.

Aby dalej liczyć się w branży, należało postawić na promocję, dlatego od 1994 roku BCMB zaczęła pojawiać się na ogólnopolskich targach. To było mocne wejście — już wtedy prezentowała towary 28 czołowych krajowych producentów branży budowlanej. Bogata ekspozycja i atrakcyjny układ plastyczny stoisk były doceniane — firma dostawała za nie nagrody i wyróżnienia. To niejedyny element promocji — BCMB zaczęło sponsorować duże imprezy medialne, m.in. finały Miss Polski.

Drzwiami i oknami

Prezes firmy wspomina rok 2004 jako iście wariacki.

— Był zaprzeczeniem wszystkich dotychczasowych prawidłowości sprzedaży. Mieliśmy podwyższony skok zakupów w marcu i kwietniu, przed wprowadzeniem wyższej stawki podatku VAT. Klienci pchali się drzwiami i oknami. Kupowali niemal wszystko, co akurat było w zakładzie. I tak do końca kwietnia. A w maju — spadek i cisza. Można powiedzieć, że już wtedy mieliśmy wakacje — uśmiecha się Stefan Bazyluk.

Ale tak naprawdę nie było im do śmiechu. Sklepy opustoszały z klientów. Liczba transakcji zmniejszyła się tak gwałtownie, że zredukowano zatrudnienie. Na szczęście już po 2-3 miesiącach sytuacja prawie wróciła do normy, ale ubiegły rok i tak był dla firmy bardzo trudny.

— W związku ze zmianą podatku inwestorzy z branży budowlanej poczynili bardzo duże zapasy. Odczuliśmy to znacznie przez zmniejszenie obrotów. W porównaniu z 2004 rokiem spadły one aż o 20 procent — mówi Bazyluk.

Nierentowne znikają

Dziś BCMB ma w ofercie aż 18,6 tys. różnych produktów. Na eksport idzie około trzech procent towaru — trafia on głównie do naszych wschodnich sąsiadów.

— Nasi specjaliści oferują wszystko, co potrzebne do budowy lub remontu. Można tu dostać mnóstwo materiałów budowlanych, w tym także materiały wykończenia mieszkań, glazurę, terakotę, urządzenia sanitarne, drzwi, okna, kleje, farby, lakiery oraz narzędzia — wymienia Stefan Bazyluk.

To wszystko można dostać w trzech sklepach i trzech hurtowniach w Polsce północno-wschodniej.

Przyszłość branży? Według szefostwa firmy, rynek będzie się skupiał w dużych sieciach.

— Małe podmioty gospodarcze mają niewielkie koszty i często psują cenę. Jednak część z nich zniknie z rynku. Przyszłość należy do dużych firm i sieci. One oferują fachowe doradztwo i pomagają merytorycznie przy wycenie. Małe tego nie robią — mówi Stefan Bazyluk.

Ładowanie akumulatorów

Największym hobby szefa BCMB są polowania. Jest myśliwym od ponad 20 lat. Chętnie mówi o swoim ulubionym psie.

— To rosyjsko-europejska łajka Amir z rodowodem od 18 pokoleń. Śliczny pies. Doskonale się sprawdza jako towarzysz na łowach — zachwala swego pupila Stefan Bazyluk.

Prezes BCMB stara się spędzać na powietrzu każdą wolną chwilę.

— Mam swoją posiadłość, którą odziedziczyłem po dziadkach. To 18 hektarów, które pielęgnuję i na których mam swoje uprawy. W ten sposób odpoczywam, nabieram sił i ładuję akumulatory przed powrotem do pracy. Potrzebuję tego, bo jestem człowiekiem, który działa na wysokich obrotach — kończy Stefan Bazyluk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwester Sacharczuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu