Czasami po prostu lepiej nic nie mówić

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 16-11-2006, 00:00

Jeśli nie ma się nic do powiedzenia — lepiej nic nie mówić. Szczególnie gdy jest się kandydatem na prezesa banku centralnego.

Po poniedziałkowych wypowiedziach prof. Urszuli Grzelońskiej, uznawanej przez rynki za najpoważniejszą kandydatkę do objęcia schedy po Leszku Balcerowiczu, prezesie NBP, dotyczących perspektyw wejścia Polski do strefy euro (wywołały nagłe, lecz krótkotrwałe osłabienie złotego), wczoraj pojawiły się nowe. Urszula Grzelońska w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” stwierdziła najpierw, że może lepiej nie wchodzić do strefy euro, by po uwadze, iż musimy to zrobić, uznać, że najlepiej zrobić to jak najszybciej.

Zły kontakt

Ekonomiści negatywnie oceniają sposób, w jaki kandydatka na prezesa NBP komunikuje się z rynkami.

— W okresie kandydowania na prezesa należy być oszczędnym w słowach, zwłaszcza gdy nie ma się na jakiś temat wyrobionych poglądów. Ta oszczędność powinna trwać nawet po nominacji, bo skala informacji, jakimi dysponuje szef banku centralnego, jest nieporównywalnie większa niż pozostałych uczestników rynku — uważa Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH.

Podobne problemy — choć w innej skali — miał Ben Bernanke, szef rezerwy federalnej.

— Jeden lapsus kosztował go utratę wiarygodności na kilka miesięcy. Rynek musi mieć zaufanie do władz monetarnych, a komunikacja z nim jest jednym z głównych zadań banków centralnych — przypomina ekonomista Banku BPH.

Zdaniem Piotra Kalisza, ekonomisty Banku Handlowego (BH), doświadczenia banków centralnych na świecie i w Polsce wskazują, że wypowiedzi, zwłaszcza dotyczące strategicznych decyzji, powinny być przemyślane i spójne.

— Nie powinny zaskakiwać inwestorów. Zaskoczenie odbija się na cenach złotego i obligacji, co wpływa np. na budżet, lecz także na wysokość rat, jakie muszą spłacać Polacy, którzy zaciągnęli kredyty walutowe — tłumaczy ekonomista BH.

Mogło być gorzej

Zdaniem Marka Nienałtowskiego, głównego analityka Secus Asset Management (SAM), tylko dobrym fundamentom naszej gospodarki, napływowi inwestycji, a także dobrym wynikom gospodarki słowackiej, która zachęca do inwestowania w nasz region, zawdzięczamy tak niewielką skalę osłabienia złotego.

— W innej sytuacji rynek bardziej przejąłby się informacją, że Polska nie jest przekonana do wejścia do strefy euro. Spadki mogłyby sięgnąć co najmniej 10 groszy w relacji do euro. Polska nie może łamać przyjętych zobowiązań. Wydaje się, że osoba, która kieruje katedrą ekonomii w Szkole Głównej Handlowej i jest kandydatem na szefa jednej z najpotężniejszych instytucji w Polsce, powinna wiedzieć, że wchodząc do UE, zdecydowaliśmy o przyjęciu euro — uważa ekonomista SAM.

Profesor Grzelońska dziwi się, że jej wypowiedzi wywołują reakcję rynków. Tymczasem dla inwestorów zagranicznych jest ona osobą kompletnie nieznaną i tylko na podstawie jej wypowiedzi mogą wyrobić sobie pogląd na jej temat, a wraz z nim także obraz przyszłej polityki monetarnej Polski. Poza nią na razie nie mówi się o innych kandydatach.

— Jeśli tacy się nie pojawią, a prof. Grzelońska będzie kontynuowała swoją dziwną praktykę informacyjną, przestanie być prezydenckim kandydatem. Możemy zatem znaleźć się w styczniu bez prezesa NBP, a to oznaczałoby paraliż prac Rady Polityki Pieniężnej i pata decyzyjnego w sprawie stóp procentowych. To największe zagrożenie, dlatego w Polsce powinna szybko rozpocząć się dyskusja o tym, kto powinien zostać nowym szefem NBP. Jeden kandydat to za mało — uważa Marek Nienałtowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu