Czego Polacy nie lubią

Mirosław Konkel
07-04-2008, 00:00

Szok, zgorszenie, obraza uczuć — to recepta na darmową promocję w mediach. Bo można liczyć na to, że ktoś się na taką reklamę poskarży.

Twórcy reklam celowo prowokują

Szok, zgorszenie, obraza uczuć — to recepta na darmową promocję w mediach. Bo można liczyć na to, że ktoś się na taką reklamę poskarży.

W zeszłym roku do Związku Stowarzyszeń Rada Reklamy (RR) wpłynęło 121 skarg. W tym roku wynik ten w marcu o ponad 100 proc. „poprawiła” jedna kampania — marki odzieżowej House (Artman). Jej elementem są billboardy ze zdjęciami dziewczyny i chłopaka z różańcami w ręku i napisem „Strzeż mnie, Ojcze”. Na innych bannerach ci sami bohaterowie zostali pokazani w niedwuznacznych pozach erotycznych. Akcji towarzyszy hasło: „Jest 69 sposobów na zachowanie dziewictwa”.

Reklama demoralizuje i drwi z religii — twierdzą niektórzy.

— To seksualna fobia i zawłaszczenie przez Kościół przestrzeni publicznej — odparowuje Rafał Betlejewski, dyrektor kreatywny agencji Koledzy Strategia & Kreacja, która realizuje kampanię.

Menedżer zapewnia, że celem nie jest deprawacja nieletnich czy obrażanie wiernych.

— Tworzymy nowe skojarzenia wokół marki House. Chcemy je osiągnąć dzięki wywołaniu wśród młodzieży dyskusji o seksie i dziewictwie — podkreśla Rafał Betlejewski.

Doping dla Jezusa

Wykorzystanie motywów religijnych w reklamie zawsze gwarantuje w Polsce żywą reakcję konsumentów. Przekonali się o tym m.in. twórcy spotu napoju Red Bull, pokazywanego w telewizji pod koniec ubiegłego roku. Do Józefa i Maryi przybywają w nim czterej, a nie — jak w Ewangelii — trzej królowie. Czwarty władca przynosi Jezusowi w darze właśnie ów napój. Ludzie protestowali, że reklama drwi z Bożego Narodzenia i wartości chrześcijańskich. W skargach pisali, że „zanikło podstawowe poczucie przyzwoitości”.

Firma broniła się, że reklama ma jedynie charakter humorystyczny, a zamiarem jej twórców nie jest obrażanie kogokolwiek. Dodatkowo powoływała się na legendę o czwartym królu.

Nie przekonało to Komisji Etyki działającej przy RR, która przy jednym głosie sprzeciwu uznała, że spot narusza normy kodeksu etyki reklamy. Z kolei reakcją Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) był apel do mediów o unikanie wykorzystywania symboli religijnych w celach komercyjnych.

Ostre panienki

Łączenie seksu i sacrum albo trywializowanie tego drugiego to niejedyny zarzut stawiany twórcom niektórych kampanii.

— W 2007 r. konsumentów najbardziej denerwowało posługiwanie się zbyt drastycznymi środkami — jak na przykład obciętymi palcami w reklamie Playa — oraz dyskryminacja — przypomina Juliusz Braun, dyrektor generalny RR.

KRRiT — po skargach głównie feministek i ich środowisk — uznała za dyskryminującą reklamę sieci wirtualnej telefonii komórkowej Mobilking, użytą w trwającej od końca lutego kampanii. W spotach skąpo ubrane kobiety kompletnie nie radzą sobie z wykonywaniem „typowo męskich” zawodów: strażaka czy żołnierza. Podkreśla to komentarz: „Niektóre rzeczy są tylko dla prawdziwych facetów”. Za kreację odpowiadała czeska agencja reklamowa Kaspen.

Po dwóch tygodniach emisji KRRiT wezwała nadawców do zaprzestania jej rozpowszechniania. Orzekła, że reklama jest sprzeczna z ustawą o radiofonii i telewizji i zawiera treści dyskryminujące ze względu na płeć. Firma nie dała za wygraną i przygotowała ocenzurowane wersje. Zamiast scen z kobietami pojawia się czarna plansza z napisem „zakazano” i informacja, że cały spot jest dostępny na stronie internetowej operatora.

— Zależało nam na wywołaniu kontrowersji, ale reakcja przeciwników spotu była przesadzona — uważa Adam Kucza, rzecznik prasowy Mobilking.

Czy ponownie zdecydowałby się na tę reklamę?

— Pewnie tak, jednak dopiero za kilka miesięcy się okaże, czy była to słuszna strategia. Mówiąc żargonem piłkarskim: otarliśmy się o linię pola karnego — stwierdza Adam Kucza.

W najbliższych tygodniach reklamą Mobilkinga zajmie się również Rada Reklamy.

Ciekawe, kiedy pojawią się pierwsze skargi na najnowszą kampanię reklamową sieci sklepów z odzieżą Cropp Town (LPP). Jej autorzy z agencji Momentum sięgnęli po dwuznaczne teksty: „Obrabianie dziurek”, „Obciąganie guzików” i „Krochmalenie poszwy”. A więc rozgłos medialny gwarantowany.

Mirosław

Konkel

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Media / Czego Polacy nie lubią