Czeski barak

Elżbieta Sawicka
02-02-2007, 00:00

PRL dorobiła się opinii najweselszego baraku w całym obozie. Jak było w bratniej Czechosłowacji, dowiadujemy się ze zbioru świetnych reportaży Mariusza Szczygła. Radio o północy grało hymn ZSRR, a nad Pragą górował gigantyczny pomnik Stalina, największy na świecie. Inteligentów mściwie posyłano do łopaty, mnożyły się samobójstwa i przypadki obłędu. Przetrwać znaczyło przystosować się. Karel Gott i Helena Vondrackova błyszczeli na estradach, pieśniarkę Martę Kubisovą, legendę Praskiej Wiosny, a później rzeczniczkę Karty 77 — zniszczono. Przez dwadzieścia lat nie wolno jej był stanąć na estradzie. U nas o absurdach życia w socjalizmie mówiło się „jak z Mrożka”, Czesi mają na to słowa kafkarárna, odsyłające do mrocznych powieści Franza Kafki. Niby podobnie, a jednak nie do końca.

Elżbieta Sawicka

redaktor dodatku książkowego „Rzeczpospolitej”

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Elżbieta Sawicka

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Czeski barak