article_photo

Po migracji.
Człowiek w cyfrowym świecie.

W ostatnich miesiącach, z powodu globalnej pandemii koronawirusa, ludzie stanęli przed koniecznością załatwiania wielu codziennych spraw przez internet. Zamknięci w domach na wiele tygodni zostali zmuszeni do powszechnego używania technologii zarówno, by pracować, jak i utrzymać oraz rozwijać więzi społeczne.

Ta siła wyższa może przyspieszyć trwający od wielu lat trend przenoszenia aktywności człowieka do sieci. Ale jednocześnie może wywołać odwrotny efekt – wzmocnić potrzebę bezpośredniego kontaktu z innymi ludźmi. Po miesiącu zwiększonej aktywności w sieci widać już było pierwsze efekty zmęczenia nadmiarem informacji.

Kluczowe pytanie, które stawiamy w raporcie, jest takie: ile zostanie z tej przyspieszonej cyfryzacji, którą ludzie przeszli w pierwszych miesiącach 2020 r.? Które zmiany zachowań utrzymają się na dłużej, a które miną?


Autor raportu:
Alicja Defratyka, SpotData
Współpraca:
Ignacy Morawski, SpotData


Nota metodologiczna:
Badanie na panelu Ariadna. Próba ogólnopolska licząca N=1062 osób w wieku od 18 lat wzwyż. Struktura próby dobrana wg reprezentacji w populacji internautów dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania.

Termin realizacji: 15–18 maja 2020 roku.
Metoda: CAWI.


Rozdział 1. Życie cyfrowe współczesnego człowieka

Życie przeniosło się do sieci

article_photo

Wiosną 2020 r., w obliczu walki z epidemią oraz rekomendacji rządowych o pozostaniu w domach, znaczna część Polaków zwiększyła ilość czasu spędzanego w internecie. W tym czasie nastąpiło wzmocnienie długookresowego trendu przenoszenia coraz większej części aktywności ludzkiej do sieci. Widać to na całym świecie.

Z badania zrealizowanego przez SpotData i Providenta na reprezentatywnej grupie dorosłych Polaków korzystających z internetu (ponad 80 proc. społeczeństwa) wynika, że na skutek pandemii znaczna część Polaków, bo aż 41 proc., spędzała w internecie więcej czasu niż przed jej wybuchem, w tym prawie co czwarty (24 proc.) – znacznie więcej czasu.

Prawie połowa badanych (48 proc.) w internecie spędzała tyle samo czasu w trakcie pandemii, ile przed jej rozpoczęciem. Z kolei ponad co dziesiąty (11 proc.) w internecie spędzał nawet mniej czasu niż wcześniej. Co trzeci badany (33 proc.) spędzał więcej czasu w mediach społecznościowych (np. na Facebooku, Twitterze, Instagramie) w trakcie pandemii niż przed jej rozpoczęciem, co dziesiąty (10 proc.) poświęcał im mniej czasu, a prawie połowa (47 proc.) tyle samo czasu ile wcześniej.

Te dane wskazują na kilka ciekawych zjawisk. Po pierwsze, widać wyraźny wzrost aktywności Polaków w sieci. To mogło wynikać z przesunięcia przez wiele firm pracowników na home office (praca z domu), ale też z większej aktywności uczniów w internecie czy też ze zwiększonego popytu na rozrywkę w sieci ze względu na zamknięcie takich miejsc jak kina i teatry czy zakaz organizacji imprez masowych.

Po drugie, niemała część Polaków wcale nie korzystała w większym stopniu z internetu, co może wskazywać, w jak bardzo gospodarka jest uzależniona od tradycyjnej aktywności fizycznej ludzi. Żyjemy w erze cyfryzacji, ale nadal większości zadań ludzkich do sieci przenieść się nie da. Choć w grupie, która nie zwiększyła obecności w internecie, na pewno są też tacy, którzy już korzystali z sieci bardzo intensywnie wcześniej. Dalsze wydłużenie czasu spędzanego w wirtualnym świecie było niemożliwe.

Cały świat w internecie

Wiele danych ze świata pokazuje, że – podobnie jak w Polsce – ludzie generalnie mocno zwiększyli aktywność w sieci w miesiącach epidemii. W mediach społecznościowych przebywała niemal połowa ludzkości!

W kwietniu ponad połowa ludzkości (3,9 mld) została zmuszona do pozostania w domach z powodu pandemii koronawirusa. W tej sytuacji znaczna część osób przeniosła swoją aktywność do sieci, która stanowiła swoiste „okno na świat” i jedyną szansę na naukę, pracę oraz kontakt z rodziną i znajomymi.

Na całym świecie w kwietniu bardzo wzrosła liczba użytkowników zarówno internetu, jak i mediów społecznościowych: każde z nich zanotowało wzrosty o ponad 300 mln w stosunku do kwietnia ubiegłego roku. Według danych „We are social” Hootsuite w kwietniu z internetu na świecie korzystało już 4,57 mld osób, co oznacza wzrost o ponad 7 proc. w ciągu roku. Z kolei liczba użytkowników mediów społecznościowych wyniosła 3,81 mld osób i wzrosła o ponad 8 proc. rok do roku. Te 3,81 mld użytkowników mediów społecznościowych odpowiada za 49 proc. obywateli świata. W tym roku poziom ten bez wątpliwości przekroczy 50 proc.

Użytkownicy Internetu


4,57 mld

+ 7,1%

+ 301 mln

kwiecień 2020-kwiecień 2019

Aktywni użytkownicy
mediów społecznościowych

3,81 mld

+ 8,7%

+ 304 mln

kwiecień 2020-kwiecień 2019



W Polsce ten poziom już został przekroczony. Według najnowszych danych dotyczących Polski, jeszcze z okresu przed pandemią (styczeń 2020), w kraju mieliśmy 30,63 mln użytkowników internetu, co oznaczało penetrację na poziomie 81 proc. Z kolei w styczniu 2020 r. z mediów społecznościowych w Polsce korzystało 19 mln użytkowników, co oznaczało wzrost o 1,4 mln osób (7,8 proc.) w stosunku do kwietnia 2019 r. i penetrację na poziomie 50 proc.

Oprócz tego, że więcej ludzi wykorzystuje internetowe narzędzia komunikacji, przeciętny czas korzystania z internetu również się wydłuża. Np. według App Annie w I kw. 2020 r. w Chinach przeciętny czas korzystania z internetu zwiększył się do 5 godzin dziennie (o 30 proc. w stosunku do czasu sprzed pandemii). Z kolei na całym świecie średni tygodniowy czas spędzany w aplikacjach mobilnych i grach na telefonach z Androidem wzrósł o 20 proc. w I kwartale 2020 r. w porównaniu do I kwartału 2019 r.

Istotna część zwiększonego czasu spędzanego w sieci dotyczyła urządzeń mobilnych. W marcu 2020 r. największy ruch w internecie odbywał się właśnie na smartfonach lub tabletach (52 proc.) i to był wzrost o 6,2 proc. w stosunku do marca ub.r., podczas gdy na komputerach stacjonarnych nastąpił spadek o 3,7 proc. Na rosnącą popularność urządzeń mobilnych wpływ mogło mieć kilka czynników. Jeden z nich to łatwość skorzystania z telefonu, który jest zawsze pod ręką w przeciwieństwie do komputera, który w tym czasie mógł być zajęty przez innego członka rodziny. Kolejnym może być zwiększona ilość czasu poświęcanego na rozrywkę w sieci, w tym aktywność dzieci pozbawionych możliwości uczęszczania do szkoły.

W Polsce liczba osób, które korzystają ze smartfonów z dostępem do internetu, szybko wzrasta. Na koniec 2019 r. już 58 proc. Polaków z nich korzystało, w 2018 r. było to 47 proc. Średnia unijna w 2019 r. wyniosła 73 proc. Sporo nam jeszcze do tego brakuje, ale można zakładać, że pandemia mocno zwiększy tempo nadrabiania do średniego poziomu krajów unijnych.


W nowych warunkach cyfryzacji życia szybko rozwijają się modele biznesowe oparte na relacjach z konsumentami w sieci. Dotyczy to np. serwisów streamingowych, jak Netflix, HBO czy Disney Play.

Netflix w pierwszym kwartale 2020 r. miał na całym świecie już 182,86 mln płatnych subskrybentów, czyli o prawie 16 mln więcej niż na koniec IV kwartału 2019 (167,09 mln, tj. wzrost o 9 proc.). Z kolei nowy konkurent Netflixa – Disney Play, który zadebiutował zaledwie w listopadzie 2019 r. (nie jest jeszcze legalnie dostępny w Polsce), na początku lutego 2020 r. miał już 28,6 mln subskrybentów. Na koniec marca przybyło mu kolejne 21 mln subskrybentów, więc zaledwie po 5 miesiącach działalności mógł się pochwalić przekroczeniem pułapu 50 mln płatnych użytkowników.



Korzystanie z serwisów streamingowych będzie coraz powszechniejsze z bardzo wielu powodów. Pozwalają one użytkownikom na elastyczność czasową, czyli możliwość oglądania wybranego programu o dowolnej porze. Dostarczają bardzo wysoką jakość usług, pozwalając na dopasowanie filmów i seriali do konkretnych upodobań widzów. Z kolei model subskrypcyjny zwiększa lojalność klientów i przywiązuje ich bardziej niż tradycyjne formy rozrywki.

Popyt na wiedzę i pierwsze efekty zmęczenia

W trakcie pandemii ludzie zaczęli się bardziej interesować informacjami, szukając ich zarówno w internecie, jak i w telewizji. Ale za kilka tygodni to zainteresowanie może wrócić do stanu sprzed pandemii lub nawet zmniejszyć się z powodu „przesytu informacyjnego”.

Pandemia koronawirusa, zamknięcie granic oraz przymusowa izolacja ludzi w domach to dla większości osób sytuacja zupełnie nowa, wyjątkowa na tle dotychczasowych doświadczeń. Sprawiło to, że znacząco wzrósł popyt na informacje. Ludzie chcieli wiedzieć, jak rozwija się epidemia, jak ustrzec się przed wirusem, ale też jakie konsekwencje będzie miała ta nowa sytuacja dla pracowników, firm, całej gospodarki, a także na jaką pomoc mogą liczyć. Znaczna część osób ten czas spędzała w domu czy to ze względu na pracę zdalną, czy opiekę nad dziećmi, a tym samym miała też lepsze możliwości, by śledzić media częściej niż w normalnym trybie.

O tym bardzo dużym zainteresowaniu newsami świadczy znaczny wzrost oglądalności głównym programów informacyjnych w Polsce. Np. „Fakty” (TVN) w kwietniu oglądało średnio prawie 3,5 mln osób (19 proc. więcej niż przed rokiem), a „Wiadomości” (TVP1) – 3,3 mln (37 proc. więcej).



Wzrosła również liczba użytkowników oraz liczba odsłon głównych internetowych serwisów informacyjno-publicystycznych. Onet.pl zwiększył liczbę odsłon o 119 proc. między kwietniem 2019 r. a kwietniem 2020 r. a Wyborcza.pl – o 105 proc.

Popyt na wiedzę o gospodarczych konsekwencjach zamknięcia firm i gospodarki sprawiła, że wzrosło również bardzo zainteresowanie informacjami biznesowo-prawnymi. Zwiększyła się rola praktycznej wiedzy na temat tego, czy firmy otrzymają pomoc i czy uda się zapobiec zwolnieniom, jakie będą etapy odmrażania gospodarki. Wszystkie czołowe serwisy biznesowo-prawne lub części tematyczne serwisów horyzontalnych zanotowały duży wzrost liczby użytkowników i odsłon. Przykładowo liczba odsłon na stronie Gazetaprawna.pl skoczyła w kwietniu 2020 r. o 189 proc., a na Bankier.pl o 102 proc.

Czy to jednorazowa fala? Na całym świecie duże serwisy informacyjne notują wzrost subskrypcji. To, że klienci kupują często wielomiesięczne abonamenty, wskazuje, że może być to wzmocnienie długookresowego trendu migracji mediów z papieru do internetu i wzmocnienie modeli opartych na płatnościach klientów.

Jednak część fali zainteresowania informacjami powoli opada. Widać to w danych pokazujących udział stacji newsowych w rynku telewizyjnym. Choć w pierwszych tygodniach zamknięcia Polski ten udział wzrósł i nadal utrzymuje się na wyższym poziomie niż przed pandemią, to jednak z chwilą oswajania się widzów z nową sytuacją zaczął powoli spadać. Niewykluczone, że jeżeli nie dojdzie do drugiej fali epidemii, to zainteresowanie informacjami politycznymi i wydarzeniami ze świata będzie kontynuowało trend spadkowy.

Wynikać to może z tego, że niektórzy użytkownicy mediów odczuli przesyt informacyjny. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ostrzegała w marcu, że zbyt częste śledzenie informacji może pogarszać kondycję psychiczną człowieka – niewykluczone, że ten efekt wystąpił i doprowadził do zmniejszenia popytu na informację wobec kwietniowego szczytu.

Ile zostanie z fali zainteresowania światem

Przeprowadziliśmy analizę aktywności ludzi w mediach społecznościowych, by zobaczyć, jak zmieniały się ich zainteresowania. Podobnie jak w przypadku innych mediów, widać było skokowy wzrost popytu na wiedzę w marcu i kwietniu, a później powrót do typowych wcześniej zainteresowań – głównie rozrywką. Jednak część zwiększonego popytu na wiedzę może się utrzymać.

Przeanalizowaliśmy ok. 300 tys. tweetów zamieszczonych przez topowych przedstawicieli różnych dziedzin życia na Twitterze, badając, jaką wzbudzają interakcję obserwujących. Na wykresie prezentujemy cztery dziedziny – epidemiologię, ekonomię, nauki ścisłe oraz rozrywkę.

W marcu i kwietniu skokowo wzrosły interakcje użytkowników Twittera z epidemiologami i ekonomistami. Widać, jak ludzie interesowali się doniesieniami na temat rozwoju epidemii oraz ich interpretacją przez ekspertów. Jednocześnie załamanie aktywności gospodarczej sprawiło, że użytkownicy Twittera poszukiwali interpretacji zjawisk ekonomicznych. W tym samym czasie znacząco spadła aktywność w interakcjach z celebrytami i artystami, co pokazuje, że w okresie zagrożenia rozrywka zeszła na dalszy plan. Marzec i kwiecień to był stan wyjątkowy w życiu większości ludzi.

W maju jednak tendencje zaczęły się odwracać. Zainteresowanie epidemią spadło, podobnie jak zainteresowanie zjawiskami ekonomicznymi, zwiększyła się za to aktywność w interakcjach rozrywkowych. Życie powoli wracało do normy, a wraz z nim wszystkie przyzwyczajenia.

Ale czy rzeczywiście wszystko będzie tak, jak było? Interakcje użytkowników Twittera z naukowcami, zarówno z dziedzin społecznych, jak i ścisłych, były pod koniec maja wciąż dużo wyższe niż na początku roku. Drobna rzecz, ale może znacząca?

Można postawić hipotezę, którą zweryfikują dopiero czas i kolejne badania, że choć największa fala popytu na wiedzę w internecie minie, to część z niej zostanie i wzbogaci życie oraz doświadczenia przeciętnego człowieka. Internet w coraz większym stopniu będzie służył zdobywaniu praktycznej wiedzy, a nie przede wszystkim bieżącej komunikacji i rozrywce. Tę hipotezę można poszerzyć – prawdopodobne jest, że ludzie będą zdobywali zdolności wykorzystywania internetu do realizacji coraz większej liczby praktycznych zadań, nie tylko z obszaru zdobywania wiedzy, ale też realizacji zadań zakupowych, urzędowych, finansowych itd. Innymi słowy, największa fala aktywności cyfrowej zapewne opadnie, ale dzięki niej zbudowana zostanie baza do przyspieszenia cyfryzacji wielu obszarów życia człowieka.

Gdzie wystarczy komputer, a gdzie potrzebny będzie człowiek

Cyfryzacja ułatwia życie, ale nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z człowiekiem. W okresie epidemii ludzie przeszli na nowe kanały komunikacji, ale część relacji wróci do świata fizycznego.

Większość raportu poświęcona jest poszukiwaniom nowych ścieżek cyfrowej aktywności człowieka. Ale dzięki temu można też wyróżnić te obszary aktywności, w których fizyczny kontakt z drugim człowiekiem jest niezbędny.

W badaniu realizowanym przez SpotData i Providenta zapytano respondentów, jak cenią sobie bezpośredni kontakt z człowiekiem w różnych sytuacjach, a na ile są gotowi przenieść relacje całkowicie do internetu. Aktywnościami, które raczej w całości nie zostaną przeniesione do cyfrowego świata, mimo że ich cyfryzacja będzie postępować, są: konsultacje lekarskie, nauka i szkolenia, załatwianie spraw w urzędach, robienie zakupów spożywczych czy inwestowanie pieniędzy. Te czynności uzyskały najwyższe wyniki na pytanie „Na ile jest dla Ciebie ważny lub nieważny kontakt bezpośredni, czyli spotkanie z osobą obsługującą lub prowadzącą daną sprawę lub aktywność?”. Na skali od 0 do 10 gdzie 10 oznaczało, że kontakt bezpośredni jest bardzo ważny, a 0 – że w ogóle nie jest ważny, na pierwszym miejscu znalazły się konsultacje lekarskie z wynikiem 7,9, na ostatnim – zakup biletów do kina, teatru czy na autobus – 3,7.



W badaniu zadano też inne pytanie: które czynności w trakcie epidemii były częściej wykonywane przez internet? Na pierwszym miejscu znalazło się kupowanie różnych produktów niespożywczych np. odzieży, sprzętu sportowego, książek, kosmetyków itd. Potwierdziło to 28 proc. badanych. Na drugiej pozycji ex aequo znalazły się rozmowy z rodziną za pośrednictwem internetu oraz korzystanie z serwisów do oglądania filmów lub słuchania muzyki (po 26 proc.). Wiele rodzin w czasie pandemii zaczęło korzystać ze Skype’a, WhatsAppa i innych komunikatorów, by móc nie tylko się usłyszeć, ale i zobaczyć. Tego typu aktywności mogą na dłużej zostać usieciowione.

Co czwarty badany (25 proc.) częściej załatwiał sprawy urzędowe przez internet, a prawie co piąty (19 proc.) częściej korzystał z usług finansowych online. Ta sytuacja sugeruje, jak ważny może być w przyszłości rozwój cyfrowej administracji.

Co ciekawe, częstsze uczestniczenie w spotkaniach towarzyskich z więcej niż jedną osobą deklaruje tylko 11 proc. badanych. Dlaczego tak mało? Może spotkanie w grupie w sieci wciąż jest doświadczeniem zbyt sztucznym lub większa ilość czasu poświęcana pracy i opiece nad dziećmi sprawiła, że dla znajomych już go zabrakło. W każdym razie wiele wskazuje, że spotkanie towarzyskie jest czymś, co ludzie zdecydowanie wolą przeżywać w sferze fizycznej niż cyfrowej.



Ta potrzeba bliskości innych ludzi wokół będzie rosła też z innego powodu – stajemy się społeczeństwem jednoosobowych gospodarstw domowych.

W Polsce w 2019 r. już 3,6 mln z 14,86 mln wszystkich gospodarstw domowych stanowiły jednoosobowe gospodarstwa domowe bez dzieci. Jeszcze w 2005 r. jednoosobowe gospodarstwa domowe bez dzieci stanowiły 18 proc., podczas gdy w 2019 r. już ponad 24 proc. ogółu gospodarstw domowych w Polsce.

Oznacza to, że prawie co czwarte gospodarstwo domowe spędziło czas podczas przymusowego zamknięcia w domach przez pandemię właśnie w samotności i bez codziennego kontaktu z drugim człowiekiem. Wśród takich jednoosobowych gospodarstw domowych mogą być zarówno single (z wyboru, z przymusu), jak i osoby starsze (w tym wdowy, wdowcy), które już mają dorosłe dzieci.


Jest mało prawdopodobne, by takie osoby, samotnie spędzające czas pandemii, po jej zakończeniu dalej się izolowały od ludzi i nie były spragnione kontaktów z drugim człowiekiem.

Podobnie jest ze zwiedzaniem muzeów i galerii online oraz uczestniczeniem w spektaklach teatralnych. To są takie aktywności, które muszą być niejako przeżyte, odczute, a sieć tego nie zapewnia.

Część aktywności w trakcie pandemii ludzie musieli przenieść do sieci, ale tylko niektóre zostaną tam na dłużej, np. te, które faktycznie usprawniają funkcjonowanie i ograniczają czas. Wrócą wszystkie aktywności, w których ważny jest kontakt z drugim człowiekiem.

Czy sieć będzie remedium na samotność?

Pandemia wyzwoliła jeszcze większą tęsknotę za bezpośrednimi interakcjami, których 
e-kontakt nie zastąpi. Stajemy się społeczeństwem gospodarstw jednoosobowych, a to będzie sprzyjało kontaktom tzw. face to face.

Ludzie są istotami społecznymi, a bezpośrednie relacje z drugim człowiekiem są jedną z najsilniejszych potrzeb. Mimo że w trakcie pandemii zostaliśmy niejako zmuszeni do kontaktu z innymi za pośrednictwem sieci, to nie uda nam się przyzwyczaić do stanu, który nie jest dla nas naturalny.

W czasie, gdy jesteśmy konfrontowani z pracą i nauką oraz załatwieniem różnych spraw na odległość, możemy poczuć jeszcze silniejszą potrzebę kontaktu bezpośredniego.

Na pytanie „Czego najbardziej brakuje Ci w związku z ograniczeniami wprowadzonymi w związku ze stanem epidemii w Polsce” i możliwości zaznaczenia trzech najważniejszych odpowiedzi, na pierwszym miejscu znalazł się swobodny dostęp do lekarza, dentysty, rehabilitacji (39 proc.). To potwierdza, jak ważne jest dla nas zdrowie, o które nie mogliśmy dbać jak w czasach przed pandemią. Pokrywa się to również z odpowiedziami na pytanie dotyczące ważności bezpośredniego kontaktu z drugą osobą, że w przypadku konsultacji medycznych ten kontakt jest dla nas bardzo istotny i sama telemedycyna go nie zastąpi.

Ludziom najbardziej również brakowało poczucia wolności (28 proc.) oraz spotkań ze znajomymi (28 proc.) i rodziną (27 proc.). Odczuliśmy także brak możliwości podróżowania (25 proc.), wyjścia do kina, teatru czy na koncert (19 proc.), a także do fryzjera lub kosmetyczki (19 proc.), do restauracji, pubu lub kawiarni (18 proc.) – czyli tych aktywności, podczas których mamy realny kontakt z drugim człowiekiem.



Interakcje przez internet (media społecznościowe, Skype, Messenger itd.), nawet dużo częstsze niż w czasach przed pandemią, nigdy nie zastąpią prawdziwych relacji twarzą w twarz. Brak takich realnych kontaktów może tylko pogłębiać problemy psychiczne.

Nie bez przyczyny w okresie pandemii bardzo zwiększyła się sprzedaż leków antydepresyjnych. Między 9 marca a 10 kwietnia sprzedaż antydepresantów w Polsce wzrosła o 33 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ub.r. (wg analizy przygotowanej dla „DGP” przez firmę doradczą PEX PharmaSequence).

Również osoby, które czas pandemii spędzały z rodziną, ale ich wzajemne relacje nie należały do najlepszych (a czasami wręcz patologiczne), po jej zakończeniu z pewnością będą chciały więcej czasu spędzać z innymi ludźmi, by tylko ograniczyć czas spędzany w domu.