Czwarta rewolucja przemysłowa w powijakach

  • Materiał partnera
opublikowano: 04-12-2019, 16:41

Przemysł 4.0 to koncepcja rozpracowana w detalach. Jednak firmy słabo ją znają, nie bardzo się nią interesują i trudno liczyć, że z własnej inicjatywy dokonają czwartej rewolucji przemysłowej. Potrzebne jest rządowe wsparcie. Trwają dyskusje o tym, w jaki sposób będzie ono udzielane.

Wykorzystanie możliwości, jakie tworzą nowe technologie, prowadzi nie tylko do optymalizacji produkcji i ograniczenia jej kosztów, ale też do osiągnięcia wielu innych korzyści, które omówili uczestnicy debaty „Przemysł 4.0 w polskich realiach” zorganizowanej w redakcji „Pulsu Biznesu”. [FOT. GK]

Koncepcja przemysłu 4.0 pojawiła się w Niemczech na początku bieżącej dekady. Wykorzystanie możliwości, jakie tworzą nowe technologie, prowadzi nie tylko do optymalizacji produkcji i ograniczenia jej kosztów, ale też do osiągnięcia wielu innych korzyści. Nic dziwnego, że firmy przemysłowe w Niemczech usiłują ją materializować.

— Polscy przedsiębiorcy podchodzą do tej koncepcji z dystansem, nawet gdy dowiadują się, że podobne firmy zagraniczne już korzystają z nowych narzędzi. Ich odpowiedzią jest „my jesteśmy inni” — oceniła Dorota Dębińska–Pokorska, partner w PwC podczas debaty „Przemysł 4.0 w polskich realiach” w redakcji „Pulsu Biznesu”.

Z różnych danych, analiz i statystyk wynika, że Polska nie wypada najgorzej w Europie pod względem recepcji narzędzi cyfrowych.

— Wszyscy w Europie jesteśmy na początku tej transformacji. Jeśli zastosujemy systematyczne podejście, możemy zmienić wizerunek polskich firm jako ostrożnych i niechętnych wobec technologii. Przemysł 4.0 tworzy szanse i warto je wykorzystać — zachęcał Rafał Rudziński, prezes firmy Robert Bosch i reprezentant Grupy Bosch w Polsce.

— Mamy jednak problem z brakiem polskiego, narodowego programu dotyczącego przemysłu 4.0, a właściwie z brakiem konkretnych instrumentów wspierających wdrażanie tej koncepcji w firmach — dodał.

Dane paliwem

Jak pokazują szacunki, na razie tylko ok. 2 proc. polskich firm zbiera i analizuje własne dane w celu optymalizowania działań. W tym samym zestawieniu niedużo lepsze są firmy w Niemczech, gdzie ten odsetek wynosi 4 proc. Podczas gdy w Polsce na 1 tys. pracowników przypada tylko 1 robot, w Czechach 4, a w Niemczech i innych krajach zachodnich — jeszcze więcej. Jednak paliwem nowego przemysłu są dane, a nie roboty, będące jedynie ramieniem mechanicznym i stosowane w przemyśle od dekad. Mechanizacja była istotą rewolucji przemysłowej 3.0, a dane są podstawą rewolucji przemysłu 4.0. Rewolucja napędzana przez dane to nie tylko recepta na optymalizację przemysłu, ale też swojego rodzaju panaceum na wyzwania społeczne XXI w. — starzenia się społeczeństw i ograniczania się populacji w wieku produkcyjnym.

— Przemysł przyszłości ma być skoncentrowany na człowieku (human-centric industry). Technologie mają wspierać człowieka, tak aby ułatwiać mu pracę i stwarzać lepsze warunki życia. Jest też odpowiedzią na trendy rynkowe, tj.: ekonomię współdzielenia, personalizację, gospodarkę obiegu zamkniętego — tłumaczył Andrzej Soldaty, prezes rządowej fundacji Platforma Przemysłu Przyszłości. Wśród polskich firm brakuje świadomości, że dane mają wartość.

— Pierwszym krokiem w kierunku przemysłu 4.0 jest osieciowanie infrastruktury produkcyjnej i zbieranie danych, nawet gdy firma nie ma jeszcze systemu do ich analizowania — wskazał Paweł Orzech, kierownik działu technicznego Bosch Rexroth, i podkreślił, że z czasem taki system firma nabędzie i uzyska zdolność wydobycia ze zgromadzonego zbioru danych wiedzy przydatnej w biznesie.

Zdaniem Doroty Dębińskiej-Pokorskiej ogół firm produkcyjnych w Polsce nie zbiera i nie potrafi czynić użytku z ich analizy. Tymczasem doświadczenia przedsiębiorstw pokazują, że trzeba co najmniej trzech lat od momentu zainicjowania zbierania danych, by móc czerpać korzyści z ich analizy.

— Jako integrator mam utrudniony dostęp do danych z produkcji. Firmy nie chcą mi ich udostępnić, obawiają się, że przekazanie danych to wystawienie się na ryzyko — przyznał Michał Kurc, software engineer w firmie PEMES.

Nadzieję na to, że może być lepiej, dają polscy eksporterzy — rodzimi producenci, którzy zaopatrują rynki zachodnie, tak doposażają swoje produkty, by móc je oznakować jako „industry 4.0 ready to use”.

Nie tylko dla dużych

KGHM nie ogląda się na obojętność krajowego otoczenia wobec przemysłu 4.0 i od lat wdraża wiele jego elementów. Dzięki temu nadzoruje pracę w kopalniach i hutach, zyskuje zdolność wychwytywania symptomów nieprawidłowości pracy pieców i eliminowania ich z wyprzedzeniem, podnosi bezpieczeństwo pracy, która przy wydobywaniu i obróbce miedzi nie jest lekka.

— Warto perspektywicznie szacować koszty niewchodzenia w przemysł 4.0. Ile to będzie kosztowało? Kosztem będzie utrata rynku, dotychczasowej pozycji na nim, utrata klientów i dotkliwy regres w biznesie — ostrzegał Ireneusz Jazownik, dyrektor naczelny Centralnego Ośrodka Przetwarzania Informacji, KGHM Polska Miedź.

Wśród branż najbardziej zaawansowana we wdrażanie przemysłu 4.0 jest branża automotive. Instalacja czujników i zbieranie z ich pomocą danych umożliwia nie tylko poprawianie parametrów użytkowych aut, ale i zwiększa bezpieczeństwo ich użytkowania. Zbieranie i analiza danych to podstawa prognozowania z dużym prawdopodobieństwem dalszego ciągu procesów, np. nadciągających awarii i przestojów.

— We wdrożeniach, w jakich brałam udział, zbieranie i analiza danych umożliwiały detekcję anomalii i monitoring w czasie rzeczywistym — przyznała Dorota Dębińska-Pokorska.

Przemysł 4.0 to nie tylko duże rozwiązania dla ciężkiego przemysłu, ale zestaw narzędzi, które są potrzebne każdej niemal firmie, np. skanowanie kodów, RFID umożliwiają identyfikację produktu i śledzenie cyklu jego życia — od momentu tworzenia, przez dostarczanie na rynek, aż po użytkowanie.

— Jeśli nie ma identyfikacji produktu i brakuje zbierania danych o nim, to może dojść do produkcji i dostarczenia na rynek całej partii wadliwych produktów — ostrzegał Michał Kurc.

Monitorowanie produktu za pomocą czujników ułatwia eliminowanie zawczasu produktów wybrakowanych i serwisowanie sprzedanych, a także zbieranie informacji o tym, jak jest odbierany przez rynek i jak działa serwis poprodukcyjny.

Plany i realizacja

W Polsce brakuje obecnie nie tylko zainteresowania koncepcją przemysłu 4.0, ale nie ma też pomysłu, jak wdrażać ją w praktyce. — Najlepszym scenariuszem byłoby w przyszłości przeskok polskich firm od razu do ekonomii 4.0 — podkreśla Rafał Rudziński. Trudno jednak liczyć na taki obrót spraw.

A może udałoby się połączyć oddolne inicjatywy cyfryzacyjne ze strategią reindustrializacji, jaką ogłosił premier Morawiecki w strategii zrównoważonego rozwoju Polski? Jeśli tak, to za pierwszy krok na tej drodze należy uznać powołanie rządowej fundacji Platforma Przemysłu Przyszłości.

Instytucja ta została powołana na mocy ustawy w styczniu br., a we wrześniu br. otrzymała środki niezbędne do działania. Jej celem jest wspieranie transformacji cyfrowej przedsiębiorstw. Kasa fundacji jest co roku zasilana z budżetu państwa dla osiągnięcia celów ustawowych, które tworzą katalog zamknięty.

— Ustawa wyznacza nam szczególną rolę, która polega przede wszystkim na budowaniu i koordynacji polskiego ekosystemu nowoczesnego przemysłu, między innymi poprzez  integrowanie i wspieranie inicjatyw rynkowych w zakresie Przemysłu 4.0. Naszym celem jest również uwrażliwianie przedsiębiorców i wskazywanie im korzyści płynących z wdrożenia rozwiązań Przemysłu 4.0 — tłumaczył Andrzej Soldaty.

Od września br. fundacja prowadzi warsztaty dla kadry kierowniczej firm.

— Zaczęliśmy zatem od świadomości menadżerów. Do końca roku przeprowadzimy dziesiątki warsztatów we wszystkich województwach. Celem każdego tego rodzaju spotkania jest „otworzenie oczu” jego uczestnikom na możliwości cyfrowych rozwiązań i biznesowego uzasadnienia ich stosowania. Kładziemy nacisk głównie na kwestie biznesowe, a część techniczna jest czysto demonstracyjna — relacjonował szef Platformy Przemysłu Przyszłości.

Fundacja bezpłatnie pomaga uczynić pierwsze kroki, a dalej potrzebna jest już pomoc specjalistów, zwłaszcza w przygotowaniu kompetencyjnym, niezbędnym dla przeprowadzenia cyfrowej zmiany.

Dokumenty papierowe — strategie, plany, programy — zawierają opis pożądanych zamiarów, ale kiedy zostaną zarezerwowane pieniądze w budżecie, by przekuć je w rzeczywistość? — pytali uczestnicy debaty.

— Na polu teorii jesteśmy mistrzami świata. Mamy przeanalizowane, co się dzieje w Europie i w świecie, ale brakuje kroku następnego — przystąpienia do realizacji i znalezienia w budżecie środków na ten cel, które w kolejnych latach wspierałyby doradztwo, tworzenie centrów, gdzie można byłoby przetestować zmianę przed jej wdrożeniem, a potem zabrać się za pozyskiwanie danych i systemy je analizujące oraz pozyskanie kompetentnych inżynierów — ocenił Rafał Rudziński.

— Dziś większość średnich i małych firm nie ma wizji ani środków na technologiczne inwestycje, a relacje administracji rządowej z firmami są dość ostrożne — dodał.

Horyzont Europy

Uczestnicy debaty zgadzali się, że potrzebne są programy pomocowe działające na podobieństwo funduszy europejskich. Dzięki nim odważni przedsiębiorcy mogliby uzyskać niezbędne wsparcie, by po osiągnięciu zakładanych celów zwrócić środki pomocowe.

Andrzej Soldaty podkreślił, że Komisja Europejska kładzie duży nacisk na stworzenie w Europie sieci hubów innowacji cyfrowych (DIH - Digital Innovation Hub) – miejsc, w których przedsiębiorcy będą mogli zasięgnąć porady przedwdrożeniowej i przetestować rozwiązania. Sieć hubów innowacji cyfrowych będzie tworzona wspólnie przez podmioty rynkowe, administrację publiczną oraz z dostawcami technologii.

— Sieć centrów kompetencji będzie tworzona wspólnie przez instytucje rządowe i podmioty prywatne, w tym zwłaszcza przez dostawców technologii. Przedsiębiorcy będą mogli tam zasięgnąć podstawowej porady przedwdrożeniowej — zapowiadał Andrzej Soldaty.

Krzysztof Polak 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu