Czwartek na rynku akcji wcale nie był tłusty

Artur Szymański
opublikowano: 16-02-2007, 00:00

Portfele inwestorów największych spółek w tłusty czwartek chudły, zamiast tyć. Na zamknięciu gracze musieli jednak przełknąć gorzką pigułkę — 0,75-procentowy spadek WIG20. Początek handlu tego nie wróżył. Po środowym rekordzie hossy na Wall Street w pierwszej godzinie sesji WIG20 wzrósł o 0,8 proc. W obozie kupujących szybko ujawnił się jednak brak zdecydowania. Wykorzystali to inwestorzy niewierzący w kontynuację wzrostowego trendu. Początkowa zwyżka stała się dla nich dobrą okazją do upłynnienia części posiadanych walorów z nieco wyższego poziomu niż dzień wcześniej.

Czwartkowa sesja była ważna, bo w jej trakcie baza na rynku terminowym przybrała ujemną wartość. Choć na zamknięciu wyszła na jednopunktowy plus, to można mówić o pogorszeniu nastrojów inwestorów. Spadkowi wartości kontraktów terminowych na finiszu sesji towarzyszył wzrost liczby otwartych pozycji (LOP), choć zazwyczaj w schyłkowej fazie notowań obserwujemy lekki spadek. Wynika on z zamykania pozycji przez inwestorów grających tylko podczas jednej sesji.

Tym razem jednak LOP wzrosła, co oznacza przewagę liczebną graczy otwierających krótkie pozycje. To zła wróżba. Naszemu rynkowi nie pomógł ani rekord Dow Jonesa, ani też drożejąca miedź. Jedynym jaśniejszym punktem sesji są stosunkowo nieduże obroty 814 mln zł, zanotowane na akcjach firm z WIG20. To wartość porównywalna ze środowym handlem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Artur Szymański

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy