Czy grozi nam recesja?

  • Materiał partnera
opublikowano: 20-03-2019, 15:13

Co jest dziś największym zagrożeniem dla wzrostu gospodarczego? Czy problemy europejskiej gospodarki, zwłaszcza niemieckiej, mogą sprowadzić na Polskę poważne kłopoty? – Konkurencyjność europejskiej gospodarki spadła, bo nie było woli politycznej, by o nią powalczyć – mówi Przemysław Kwiecień główny ekonomista XTB.

Czy polska gospodarka weszła już w okres schładzania, czy to tylko koniec cyklu koniunkturalnego, a etap prawdziwego spowolnienia nadal jest przed nami?

Jednym z największych wyzwań dla rządu jest niska aktywność zawodowa w Polsce, która wpływa na ograniczenie inwestycji i produkcji. Od wzrostu aktywności na rynku pracy zależy dalszy wzrost gospodarczy Polski – mówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.
Zobacz więcej

Jednym z największych wyzwań dla rządu jest niska aktywność zawodowa w Polsce, która wpływa na ograniczenie inwestycji i produkcji. Od wzrostu aktywności na rynku pracy zależy dalszy wzrost gospodarczy Polski – mówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Jesteśmy po roku, kiedy zanotowaliśmy bardzo dobre wskaźniki makroekonomiczne i, jeśli chodzi o polską gospodarkę, poziom optymizmu jest wciąż dość wysoki. W dużym stopniu jest on uzasadniony. Bez wątpienia okres najwyższego wzrostu w tym cyklu koniunktury jest już za nami. Najlepiej to widać po sytuacji w przemyśle, bo to obszar, w którym najwyraźniej przejawia się cykliczność gospodarki. W 2018 r. europejski przemysł, także polski, odnotował bardzo duże spowolnienie. To pokazuje, że etap spowolnienia całej gospodarki już się rozpoczął. 

Kwestia do ustalenia, jak długi będzie okres schładzania wzrostu gospodarczego. Od polityki gospodarczej będzie zależało, czy zostanie zamortyzowany w dłuższej perspektywie. Na pewno taki efekt zostanie osiągnięty w tym roku, być może będzie widoczny jeszcze w przyszłym. Jednak po okresie oddziaływania impulsu fiskalnego nasza gospodarka będzie bardziej podatna na niekorzystne wpływy globalne.

Co jest dziś największym zagrożeniem dla wzrostu gospodarczego? Które pojedyncze fakty wyróżniają się w splocie różnych elementów? Które czynniki mogą zaważyć na wzroście tempa rozwoju światowej gospodarki?

Zwykle kilka czynników składa się na uruchomienie okresu spowolnienia lub recesji. I zwykle są one różne w różnych cyklach koniunkturalnych. Patrząc globalnie, dwa są charakterystyczne dla obecnego okresu. Dużym wyzwaniem są tzw. wojny handlowe, czyli wzrost protekcjonizmu. Przez dziesięciolecia globalna gospodarka korzystała na wzroście znaczenia światowego handlu, bo to sprzyjało lepszemu lokowaniu zasobów – trafiały tam, gdzie są najbardziej efektywnie wykorzystywane. Protekcjonizm zaburza ten proces. Drugim czynnikiem jest wysoki poziom niepewności geopolitycznej. 

Czy notowany ostatnio spadek cen ropy albo zmiany zachodzące w chińskiej gospodarce to skutki schładzania tempa rozwoju w gospodarce globalnej, czy jednak czynniki, które to schładzanie wywołują?

Ceny ropy mają bardzo duże znaczenie, bo prowadzą do dystrybucji dochodów pomiędzy krajami będącymi eksporterami netto tego surowca, a tymi, które go importują. Niskie ceny ropy są korzystne dla światowego wzrostu gospodarczego, bo korzystają na tym kraje, które wykorzystują te zasoby bardziej efektywnie, czyli Europa, rozwijająca się część Azji czy Japonia. Ceny ropy są jednak wypadkową bardzo wielu zmiennych, nie tylko oczekiwań co do popytu. Te oczekiwania odzwierciedlają oczekiwania co do wzrostu gospodarczego, ale często większy wpływ na ceny ropy mają kwestie podażowe, czyli polityka OPEC, rewolucja łupkowa albo, jak w zeszłym roku, zerwanie umowy nuklearnej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Obecnie ceny ropy są w miarę neutralne dla światowego wzrostu gospodarczego – nie są ani zbyt wysokie, ani zbyt niskie. 

Chiny rzeczywiście stały się beczką prochu, bo imponujący wzrost gospodarczy w ostatniej dekadzie został tam osiągnięty przy bardzo dużym wzroście zadłużenia w sektorze prywatnym. Trzeba mieć świadomość, że oficjalny raportowany wzrost PKB jest zapewne lepszy niż realna sytuacja Chin. Zagrożenie silniejszego hamowania wzrostu chińskiej gospodarki jest zaś jedną z przyczyn pogarszającej się koniunktury w Europie. Spadek koniunktury w Chinach sprawia, że silnik wzrostu europejskiego eksportu nie działa jak powinien. 

Czy zmiana polityki gospodarczej w Chinach, których władza marzy o zaawansowanych technologiach i nowoczesnym stylu życia, może oznaczać, że Chiny chcą się uniezależnić od gospodarki Zachodu, np. jej technologii czy importu? 

To raczej niemożliwe. Przy tak dużym zadłużeniu sektora prywatnego nie mogą sobie pozwolić na odcięcie się od światowego handlu. Są wręcz dużo bardziej od niego uzależnione niż USA. Presja w stronę rozwoju technologicznego wynika z mocarstwowych ambicji Chin i świadomości, że właśnie w ten sposób będą one w stanie kontrolować coraz większą część świata. Ale gospodarczo wciąż będą w dużym stopniu uzależnione od Zachodu – potrzebują importu wielu surowców, a żeby dalej się rozwijać, potrzebują rynków zbytu. 

Chiny to jedna z przyczyn zwalniającej gospodarki europejskiej. Jakie są inne tego przyczyny? 

Nadrzędny powód – Europa, tak naprawdę, nigdy nie wyszła dwiema nogami z kryzysu, w którym znalazła się na początku dekady. Próby reform strukturalnych nie do końca się udały, bo nie do końca były chęci ich przeprowadzenia. W wielu krajach zostały one po prostu rozmyte, jak we Włoszech czy Portugalii. We Francji próby reform spotykają się z dużym oporem. 

Drugim elementem jest trudna sytuacja polityczna, szczególnie teraz – mam na myśli brexit. Ta sprawa od kilku lat bardzo ciąży gospodarce. I to wcale nie ze względu na samo wyjście Wielkiej Brytanii z UE, tylko dlatego że ten temat zajmuje dużą część dyskusji publicznej – zamiast koncentrować się na rozwoju i wzroście, europejskie elity są skupione na zasypywaniu problemów. Jeśli do tego dołożymy dynamiczne zmiany na scenie politycznej będące następstwem kryzysu migracyjnego, to mamy odpowiedź, dlaczego gospodarce jest trudno wskoczyć na wyższy bieg; spadła konkurencyjność europejskiej gospodarki, bo w ostatnich latach nie było woli politycznej, by o nią powalczyć.

Kilka dni temu Europejski Bank Centralny ogłosił następną transzę TLTRO, czyli dofinansowania banków tanimi kredytami. Czy jest to kolejna próba rozkręcenia gospodarki przez tani pieniądz, czy kryje się za tym coś więcej?

Ta edycja TLTRO jest zaskoczeniem, bo w ogóle nie była wcześniej planowana, ponieważ EBC liczył, że gospodarka złapała już drugi oddech i jest w stanie poradzić sobie sama. Najnowsza decyzja, w połączeniu z wykluczeniem w tym roku podwyżki stóp procentowych, to swojego rodzaju kapitulacja EBC wobec tego, czego bank nie chciał przyznać od kilku miesięcy: Europa jest znów na etapie spowolnienia gospodarczego. To deklaracja, że jednak nie jest dobrze i musimy zmienić politykę. Wydaje się, że bank chce dać sobie więcej czasu w nadziei, iż będzie to zaledwie okres słabszego wzrostu, a nie marsz w kierunku recesji, który wymagałby radykalnych kroków.

To by znaczyło, że na razie europejskiej gospodarce recesja nie zagraża? 

Na razie mówimy o bardzo słabym wzroście, ale zagrożenie recesją jest realne, bo tempo pogorszenia koniunktury, szczególnie w drugiej połowie 2018 r., było istotne. 

Które dziedziny mogą w najbliższych dwóch latach zapracować na wzrost gospodarki, złagodzić okres schładzania? Czy da się nadrobić słabą koniunkturę w przemyśle, np. większą innowacyjnością, rozwojem nowych technologii? A może zmianą w polityce pieniężnej?

Przez lata światowa gospodarka była wspierana bardzo ekspansywną polityką pieniężną, a także bardziej ekspansywną niż restrykcyjną polityką fiskalną. Ten wpływ został już skonsumowany, ale gospodarka światowa dość alergicznie reaguje na próby odwrócenia polityki, np. wzrost stóp procentowych w Stanach. 

Okres bardzo taniego pieniądza w Europie sprawił, że nastąpił spadek bezrobocia i wzrost płac. Konsument jest więc w dobrej sytuacji – konsumpcja stała się istotnym buforem dla gospodarki, ale nie jest jej motorem. Choć nie stajemy się bogatsi od tego, że więcej wydajemy, to dzięki konsumpcji recesja w przemyśle nie oznacza recesji w całej gospodarce.

W wymienionych zaś przez panią obszarach na razie mówimy głównie o inwestycjach, a to oznacza, że to także nie jest jeszcze stabilny motor wzrostu. 

Czy problemy europejskiej gospodarki, zwłaszcza niemieckiej, mogą sprowadzić na Polskę poważne kłopoty? Jest to system naczyń połączonych, ale z drugiej strony recesja, która kilka lat temu szalała po wielu europejskich krajach, Polskę ominęła.

Jesteśmy gospodarką na dorobku więc, aby się rozwijać, powinniśmy utrzymywać wyższe tempo wzrostu niż bardziej rozwinięte od nas kraje. Spadek tempa wzrostu PKB poniżej 3 proc. będzie oznaczał w Polsce problemy, spadek do 1 proc. równa się wzrostowi bezrobocia lub nagłemu skokowi deficytu finansów publicznych. Taki scenariusz jest możliwy, ale nie musi się wydarzyć. Spowolnienie może ograniczyć ekspansja fiskalna rządu.

Jakie narzędzia polityki gospodarczej powinniśmy mieć w Polsce na uwadze, zwłaszcza uwzględniając, że jest to rok podwójnych wyborów?

Prowadzona dziś polityka gospodarcza niewątpliwie podniesie wzrost gospodarczy w tym roku i zapewne w pierwszej połowie przyszłego, ale ryzykujemy, że jeśli za, powiedzmy, dwa lata światowa gospodarka zaliczy głęboki dołek, zostaniemy w Polsce z dużym deficytem i z brakiem możliwości reagowania po stronie polityki fiskalnej, a być może wręcz z koniecznością zacieśnienia fiskalnego. Stoimy przed dużym ryzykiem mocnego spadku tempa wzrostu albo nawet spadku PKB wraz z jednoczesnym, bardzo silnym wzrostem deficytu. 

Jednym z największych wyzwań dla rządu jest niska aktywność zawodowa w Polsce. To problem długoterminowy, który wpływa na ograniczenie inwestycji i produkcji oraz powoduje wzrost płac, co nie jest korzystne dla przedsiębiorców. Obecna polityka gospodarcza zdaje się tego problemu nie zauważać. Próba obniżania podatków jest ważna, bo zwiększa atrakcyjność pracy względem czasu wolnego, ale jednocześnie ten efekt jest niwelowany przez politykę transferów socjalnych, która zniechęca kobiety podejmowania aktywności na rynku pracy. Gdyby to ekonomiści mieli rozdysponować środki publiczne, zapewne położyliby nacisk przede wszystkim na działania prowadzące do wzrostu aktywności zawodowej wśród Polaków. Od tego zależy wzrost gospodarczy w dłuższej perspektywie. Bez rozwiązania bolączek długoterminowych konkurencyjność polskiej gospodarki nie wzrośnie.

XTB - inwestycje to nasza pasja

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MATERIAŁ PARTNERA

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu