Czy leci z nami... personel?!

  • Andrzej Malinowski
11-01-2012, 00:00

KOMENTARZ

Wznanym filmie dramaturgię buduje fakt, że w ekstremalnej sytuacji brakuje pilota umiejącego bezpiecznie prowadzić samolot. W naszej polskiej rzeczywistości pilot jest — i to wyróżniający się wśród dotychczas dzierżących stery — ale musi on co rusz zastępować personel latający i naziemny. Odwalać robotę za drugiego pilota i mechanika pokładowego, zamiast stewardesy roznosić kawę i uspokajać pasażerów, a po wylądowaniu zająć się przeglądem maszyny. Efekt? Kapitan traci autorytet, a personel, jak olewał swoje obowiązki, tak olewa…

Gdybym był wyznawcą spiskowych teorii, powiedziałbym, że choć kapitanowi, czyli premierowi Tuskowi, nie udało się w ubiegłym roku zwolnić zbędnego personelu, czyli sporej rzeszy urzędników (uniemożliwił to Trybunał Konstytucyjny), to personel i tak postanowił zemścić się na kapitanie. Ponieważ jednak stronię od takich teorii, nie potrafię zrozumieć, dlaczego premier nie dostrzega, że wielu — stanowczo zbyt wielu — urzędników zdaje się pracować tak, jakby powodzenie rządowych przedsięwzięć było ostatnią rzeczą, na jakiej im zależy. A jeśli Donald Tusk to widzi, to dlaczego nie pokazuje tego publicznie? Np. w spektakularny sposób wyrzucając ludzi, którzy nie chcą lub nie potrafią dobrze pracować. Nie umieją na czas przygotować dobrych projektów ustaw i rozporządzeń, nie są w stanie sprawnie organizować i rozstrzygać przetargów, ochoczo realizują idiotyczne pomysły decydentów, byle tylko awansować lub utrzymać posadę.

Szef rządu powinien zwłaszcza pozbyć się urzędników, którzy nie potrafią mu mądrze doradzać. Ostatnie, skandaliczne zawirowania z wdrażaniem ustawy refundacyjnej i listą refundowanych leków powinny skłonić rząd i parlamentarzystów do bardzo głębokiej, krytycznej refleksji nad jakością pracy „personelu pokładowego i naziemnego”. Tych tysięcy urzędników zatrudnionych w ministerstwach, agencjach, urzędach centralnych i terenowych. Najwyższy już czas, by zrozumieli oni, że bycie urzędnikiem PAŃSTWOWYM nie polega na tym, iż bierze się od państwa pieniądze, lecz na tym, że w swej pracy kieruje się nadrzędnym interesem państwa. Że nie dopuszcza się do wprowadzania przepisów powodujących chaos i poczucie zagrożenia. Że nie kreuje się sytuacji, które zmuszają całe grupy zawodowe do publicznych protestów. Że złych przepisów ustawy nie „poprawia się” bezimiennymi komunikatami na stronach internetowych.

W cieniu afery z listą leków refundowanych znalazł się inny urzędniczy „majstersztyk”. Urzędnicy warszawskiego ratusza w skandaliczny sposób zawalili e-rekrutację do żłobków. Mimo deklaracji odpowiedzialnej pani dyrektor, że „system komputerowy wytrzyma”, ponad 100 tysięcy rodziców klęło na czym świat stoi, próbując przebić się przez zawieszony serwer. A ponieważ urzędnicy przyjęli zasadę, kto pierwszy się zarejestruje, ten lepszy, to teraz bidulki zastanawiają się, co z tym fantem zrobić? Moja rada dla tych najważniejszych — szybko podać się do dymisji, by nie szkodzić już więcej kapitanowi!

ANDRZEJ MALINOWSKI

prezydent Pracodawców RP

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ANDRZEJ MALINOWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Czy leci z nami... personel?!