Czym warto wznieść toast?

Paweł Moskalewicz
29-10-2004, 00:00

Za szlachetny, sylwestrowy trunek nie musimy płacić bajońskich sum. Francuskiego szampana zamieńmy w tym roku na katalońską cavę.

Szampanem przywykliśmy nazywać każde wino musujące. Królujące niegdyś na naszym rynku radzieckie wyroby typu Sovietskoje Igristoje po ustrojowej zmianie ustąpiły miejsca niedrogim — i nie najlepszym — winom z Włoch. Czas jednak robi swoje — coraz więcej amatorów bąbelków wie, że prawo do dumnego tytułu szampana mają tylko naturalnie musujące wina z francuskiej Szampanii. Tu przykra niespodzianka — za butelkę francuskiej przyjemności trzeba zapłacić nie mniej niż 100 zł, gdy zaś pokusimy się o coś bardziej prestiżowego, z portfela ubędzie przynajmniej kilkaset złotych. Czy jesteśmy więc skazani na przykry wybór pomiędzy tanią imitacją a piekielnie drogim oryginałem? Niekoniecznie. W sukurs przychodzą Katalończycy, od niedawna promujący na naszym rynku cavę — znakomite, naturalnie musujące wino, nie ustępujące jakością drogim — i czasem przereklamowanym — wyrobom z prowincji Champagne.

Określenie cava pochodzi z języka katalońskiego, a oznacza jaskinię czy też piwnicę. Od dawna już Katalończycy w takich to właśnie opuszczonych, znajdujących się z dala od hałasu cywilizacji miejscach, przechowywali przez co najmniej 9 miesięcy butelki z winem. Cisza i spokój pozwalały im dojrzewać w możliwie najlepszych warunkach.

Wino ręcznie dopieszczane

Białe wino, na bazie którego wytwarzana jest cava, powstaje wyłącznie z wybranych szczepów winogron, typowych hiszpańskich xarel.lo, macabeo, parellada, monastrell oraz tradycyjnych chardonnay i pinot noir. Grona zbierane są wcześnie, ręcznie, a następnie transportowane do winnicy w małych pojemnikach, tak by nie uszkodzić owocu.

W pierwszej kolejności z owoców wyciskany jest sok. Proces jest na tyle szybki, by sok nie utlenił się bądź też zanieczyścił resztkami owoców. Tak przygotowany płyn umieszczany jest w specjalnie chłodzonych stalowych zbiornikach, gdzie temperatura utrzymywana jest na stałym poziomie 15 stopni Celsjusza. Zapobiega to zbyt szybkiej fermentacji i pozwala na zachowanie delikatnego i bogatego bukietu i smaku.

Powstające w wyniku pierwszej fermentacji wino jest poddawane nieustannym kontrolom enologów, czyli specjalistów od produkcji wina. Przed rozpoczęciem drugiego etapu fermentacji do wina dodawane są drożdże winiarskie, które wykorzystując cukier gronowy zapewniają odpowiedni proces fermentacyjny i wytwarzają dwutlenek węgla. Istotą powstania dwutlenku węgla, czyli popularnych bąbelków, jest proces tzw. drugiej fermentacji. Wino przed tym procesem jest butelkowane, a następnie przenoszone do mrocznych, podziemnych piwnic. Przez cały proces fermentacji butelki leżą poziomo. Po jego zakończeniu następuje tzw. degourment, czyli jednoczesne obracanie, potrząsanie i zmiana kąta nachylenia butelki. Dzięki temu osad (głównie martwe drożdże), który powstał w wyniku fermentacji, przemieszcza się w kierunku szyjki butelki, ostatecznie osiadając przy kapslu.

Czekając na smak

Proces drugiej fermentacji trwa kilka miesięcy, a następnie przynajmniej przez rok (a nawet trzy lata) wino leżakuje na drożdżach. Okres ten zależy od tego, jak bardzo szlachetna cava ma powstać. Na koniec procesu szyjki butelek zawierające martwe drożdże wraz z niewielką ilością wina są zamrażane. Podczas odkapslowywania ciśnienie powstałe na skutek fermentacji wypycha zamrożony korek lodowy na zewnątrz, pozostawiając wino klarownym. W miejsce utraconego wina dolewany jest tzw. licor de expedicion (niewielka ilość wina przygotowywana wg specjalnej receptury, będącej tajemnicą każdej firmy, gwarantująca wyjątkowy smak, a dolewana do każdej butelki w miejsce lodowego korka). Zawiera on także cukier, którego ilość decyduje o stopniu wytrawności wina musującego.

Potem cava rusza do sklepów całego świata, skutecznie konkurując z droższymi, francuskimi szampanami. Nie tylko ceną — średnio o 50 proc. niższą — ale też niezwykłym, świeżym smakiem.

Dziękujemy firmie Freixenet za pomoc w przygotowaniu tekstu

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Moskalewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Czym warto wznieść toast?