Czystość i brud

Jacek Zalewski
opublikowano: 18-10-2007, 00:00

Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w końcu została zaproszona do obserwacji naszych pozaplanowych wyborów. I bardzo dobrze, ale w dniu głosowania obserwatorzy OBWE są już zbędni. Ich raport powinien dotyczyć przede wszystkim kończącej się kampanii wyborczej, przebiegającej daleko od standardów, których dopracowała się Polska.

W niedzielę będę po raz… osiemnasty od roku 1989 przewodniczył komisji obwodowej (wliczając wszystkie tury prezydenckie oraz referenda, w tym dwa lokalne). Dlatego z podstawowego poziomu machiny wyborczej mogę ocenić, co w polskim systemie ewoluuje pozytywnie, a gdzie w ordynacjach utrzymywane są od lat oczywiste brednie. Oto jeden przykład: jeśli komisja wyjmie z urny urzędową kartę opatrzoną jej pieczątką, ale przedartą przez głosującego na dwie części, to w ogóle nie bierze jej pod uwagę i nawet nie zalicza do głosów nieważnych, chociażby taką kartę dawało się skleić w całość niczym banknot. Jeśli natomiast komisja znajdzie kartę zupełnie obcą, skrycie wrzuconą przez wyborcę razem z kartami urzędowymi (na przykład zawierającą wyzwiska wobec polityków lub samej komisji), to musi takiego śmiecia zaliczyć do kart nieważnych i wpisać do protokołu. Prawda, że to brednia?

Ale generalnie nie jest źle, zaś największym osiągnięciem polskiej demokracji jest niemożliwość fałszerstw wpływających na wyniki wyborów. 21 października realne możliwości przekrętów sprowadzają się do pojedynczego wydania karty do głosowania osobie nieuprawnionej, np. za nieobecnego małżonka, jeśli w komisji akurat siedzi znajomy wyborcy, a złamania ordynacji nie zauważy przewodniczący lub mąż zaufania. Pokusy mogą wystąpić także podczas liczenia głosów — jeśli członek komisji trafi na kartę czystą (głos nieważny), może dyskretnie dostawić na niej krzyżyk „swojemu” kandydatowi. Dlatego w moich komisjach od kilkunastu lat wprowadzam zakaz posiadania długopisów aż do zakończenia liczenia. Podane przykłady oszustw teoretycznie są możliwe, ale w praktyce występują incydentalnie i stanowią ułamek promila wszystkich głosów.

Wyborcy głosują w Polsce jeszcze ręcznie, ale protokoły komisji obwodowych wysyłane są już drogą elektroniczną. Przewodniczący komisji oraz przydzielony do jej obsługi informatyk (na ogół ze szkoły lub innej instytucji, w której mieści się lokal wyborczy) dysponują kodami, umożliwiającymi tylko im elektroniczne podpisanie i nadanie protokołu — a potem liczy się już samo, bez ludzkiej ingerencji w liczby. Rzecz jasna protokoły obwodowe sporządzane są także w formie pisemnej i dopiero po stwierdzeniu zgodności obu wersji komisje okręgowe oraz komisja państwowa ustalają wyniki wyborów.

Czystość aktu głosowania jaskrawo kontrastuje z brudem kampanii wyborczej. Obserwatorzy OBWE już sporządzili pierwsze krytyczne raporty, ale ten końcowy zapowiada się jako miażdżący dla ekipy Prawa i Sprawiedliwości, która zawłaszczyła elektroniczne media publiczne. Kampanii tak podporządkowanej w TVP interesom jednej partii Polska nie widziała od czerwca 1989 r. Te tasiemcowe transmisje z konwencji PiS, to triumfalne wprowadzanie prezesa Jarosława Kaczyńskiego przez środek hali, niczym papieża podającego rękę wiernym w nawiedzanych świątyniach... Propagandziści PiS nawiązali do najlepszych tradycji

PRL-owskich. Aż wypada przypomnieć,

kogo to PZPR postawiła na czele Radiokomitetu przed wspomnianymi przełomowymi wyborami w czerwcu 1989 r. Ów propagandowy cudotwórca, który miał odwrócić upadek ustroju, nazywał się Jerzy Urban.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu