Daleko od globalnej wioski

Kazimierz Krupa
17-05-2001, 00:00

Daleko od globalnej wioski

Jeżeli zgodzimy się z tezą, że świat to globalna wioska — na koniec musimy pogodzić się z faktem, że my żyjemy na jej skraju, pod lasem, może nie w ostatniej chacie, ale... do centrum z pewnością daleko.

Najpierw zastanówmy się przez chwilę, gdzie się to centrum znajduje. Nasi dziadkowie mieli zadanie znacznie uproszczone — było na świecie imperium, o którym mawiało się, że słońce nad nim nigdy nie zachodzi. Jednak imperium zaczęło się kruszyć, słońce już nad nim zachodziło i trzeba było szukać nowego lidera. Kto szuka, ten znajdzie, a jeżeli nie znajdzie, to wybuduje czy wykreuje. Tak powstał Nowy Świat, któremu nadano taką dynamikę, że zadziwił wszystkich. A że po drodze wielu oburzył, czy wręcz zgubił — takie są koszty postępu.

Po jedenastu latach transformacji ustrojowo-gospodarczej, trzech latach ubiegania się o przyjęcie do Unii Europejskiej, naszą pozycję w świecie wyznacza właśnie przebieg procesów negocjacyjnych. Mimo że przystąpienie Polski do UE 1 stycznia 2003 r., czyli w terminie zakładanym przez nasz rząd na początku drogi, stało się nierealne — rząd utrzymuje ten termin jako dzień naszej gotowości. W negocjacjach mamy wiele atutów, a jednym z najważniejszych jest... wielkość naszego kraju, liczba ludności, czyli wielkość potencjalnego rynku. Ale więcej mamy problemów.

Jeszcze nie przebrzmiały echa konfliktu między Polską a Komisją Europejską w sprawie swobodnego przepływu osób, a już jest kolejny, dotyczący okresu ochrony przed wykupem ziemi na terenie naszego kraju po przystąpieniu do Unii. W pierwszej sprawie ograniczenia dyktują Niemcy i Austria, ale — oczywiście z przyczyn finansowych — nie mogą porozumieć się z uboższymi partnerami z piętnastki, którzy za poparcie tego rozwiązania żądają określonych gwarancji w sprawie poziomu pomocy strukturalnej.

W sprawie ziemi to my postawiliśmy warunki. Na odpowiedź Komisji Europejskiej nie trzeba było długo czekać: 7-letni okres przejściowy na ziemię i lasy, 5-letni na działki rekreacyjne, brak okresu ochronnego, jeśli obywatel kraju Unii chciałby przenieść się do Polski na stałe (może kupić co chce) i brak ochrony terenów pod inwestycje. Przy okazji przedstawiciele Unii dodali, że polscy rolnicy nie mogą liczyć, do roku 2006, na żadne dopłaty bezpośrednie do produkcji — bo nie ma takiej pozycji w budżecie, a nie widzą powodu, by go zmieniać.

Z takimi problemami, by nie powiedzieć upokorzeniami — mogą coś o tym powiedzieć Hiszpanie czy Grecy, którzy niedawno przeszli naszą drogę — trzeba się liczyć w przyszłości. Diabeł tkwi w szczegółach, a o tym, jakie one są, decydujemy nie my, a partnerzy. Dlaczego? Bo to my, nie oni, aspirujemy do tego ekskluzywnego grona. Czeka nas więc prawdziwy egzamin determinacji i dojrzałości.

Nie jesteśmy już, co prawda, tygrysem Europy, ale ze swoimi wskaźnikami wzrostu gospodarczego, tempa wzrostu PKB — nie mamy się czego wstydzić. Jeżeli jednak popatrzymy na nie przez poziom startu, dystans między nami a najbiedniejszymi krajami Unii, poziom bezrobocia, stan infrastruktury — uśmiech samozadowolenia musi zniknąć. Na naszym podwórku zrobiliśmy już wiele — i mamy powody do dumy, ale zupełnie inaczej wygląda to z perspektywy środka czy obrzeży globalnej wioski. Jeszcze lepiej ten dystans widać na poziomie tworzenia dobrobytu. Ludzie, przedsiębiorstwa, nie są bogate bogactwem państwa, ale państwo jest bogate zasobnością firm i swoich obywateli. Ostatnio opublikowane zostały listy pięciuset wspaniałych w kraju („Polityka” i „Rzeczpospolita”) i na świecie („Financial Times”).

Pierwsza i chyba najistotniejsza różnica tkwi w metodologii. Świat tworzy rankingi firm na podstawie ich wartości rynkowej, my na podstawie przychodów. Dlaczego tak dziwnie? Bo na podstawie wartości rynkowej się nie da, gdyż ta jest... nieznana. W pierwszej pięćsetce, np. „Rzeczpospolitej”, jest co prawda aż 339 firm prywatnych, w tym 187 zagranicznych, ale są również 153 firmy wciąż państwowe. Z całej pięćsetki „Polityki” tylko 70 firm zostało poddanych rynkowej, czyli obiektywnej, wycenie, bo tylko tyle znajduje się na giełdzie. A może być ich jeszcze mniej.

Na liście „Financial Times”, według wartości rynkowej, są tylko firmy podlegające rynkowej wycenie, poddające się obiektywnej weryfikacji. U nas wiele firm giełdowych, zdominowanych przez udziałowca z zagranicy, nie musi poszukiwać kapitału. Stąd pierwsze dokonane, i kolejne planowane, wycofania spółek z notowań. Największej polskiej spółce, TP SA, zabrakło około 1 mld dolarów, by znaleźć się w klubie pięciuset „FT”.

Nasze miejsce lepiej obrazuje, dokonany również przez „FT”, regionalny ranking dla firm z Europy Wschodniej. Tu nasz monopolista — TP SA — zajął pierwsze miejsce, zostawiając za sobą nawet rosyjskie giganty naftowo-gazowe, jak Łukoil czy Gazprom. W pierwszej dwudziestce firm regionu odnajdujemy aż pięć firm z Polski. Ale czy mogą one odegrać rolę nawet tylko lokalnych centrów integracyjnych? Czy mogą być podmiotem przejmującym, a nie tylko przedmiotem przejmowanym? Wydaje się to mocno wątpliwe. Czas regionalnych centrów poziomych to już historia, a gdy uświadomimy sobie jeszcze, że wartość rynkowa każdej z dziesięciu największych na świecie firm co najmniej dwukrotnie przewyższa kapitalizację całej naszej giełdy... A kapitał przecież nie tylko nie ma narodowości, ale i nie zna granic.

Co prawda mówi się, że z pustego i Salomon nie naleje, ale największą naszą nadzieją na czynny udział w procesie ogólnoświatowej globalizacji są ludzie. Polscy menedżerowie wcale nie są skazani na role drugoplanowe. Po kilku latach od otwarcia gospodarki, wielu z nich odgrywa kluczowe role w międzynarodowych instytucjach. Nie są to może jeszcze spektakularne sukcesy na miarę Sorosa czy innych wielkich tego świata. Ale za kilka lat...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Daleko od globalnej wioski