Dane z amerykańskiego rynku pracy mogą nie być aż tak ważne

  • Marek Rogalski
03-02-2012, 11:25

Pojawiają się opinie, że dzisiejszy odczyt Departamentu Pracy może być słabszy względem oficjalnych szacunków. Jeżeli nawet tak będzie – to czy wpłynie to znacząco na rynek? Wydaje się, że o wiele ważniejszą kwestią pozostaje wciąż osiągnięcie porozumienia w Grecji.

W centrum uwagi:
EUR/USD – szanse na złamanie okolic 1,3080 nie są duże, podobnie jak sforsowanie rejonu 1,3225
GBP/USD – strefa podażowa 1,5780-1,5910 okazuje się być silną barierą

Czwartek był kolejnym dniem zmiennych nastrojów na rynkach. Z jednej strony widoczne były jeszcze pozytywne echa lepszych danych makroekonomicznych z Europy i Azji, opublikowanych w ostatnich dniach, z drugiej widać było rosnące rozczarowanie brakiem porozumienia w Grecji. Słowa szefa Eurogrupy, którego zdaniem negocjacje są bardzo trudne, okazały się „zimnym prysznicem” dla tych, którzy zdawali się wierzyć stronie greckiej uparcie twierdzącej, iż porozumienie z prywatnymi wierzycielami zostanie zawarte w ciągu najbliższych godzin (zwracałem na to uwagę we wcześniejszych komentarzach). Niemniej można odnieść wrażenie, że J.C.Juncker miał bardziej na myśli kwestie negocjacji dotyczących reform prowadzonych przez misję kontrolną Troiki, chociaż tak naprawdę obie kwestie - reformy plus umowa PSI (z prywatnymi wierzycielami) stanowią jedno. Tymczasem wczoraj strona grecka zaczęła uderzać w bardziej pesymistyczne tony – minister finansów Ewangelos Wenizelos na spotkaniu z członkami własnej partii PASOK przyznał, że w porozumieniu PSI powinien partycypować też Europejski Bank Centralny, a zdaniem rzecznika rządu żądania związane z cięciem minimalnej płacy, czy też dodatkowych świadczeń i bonusów mogą być bardzo trudne do zaakceptowania. Jednocześnie nastroje podgrzała informacja, jakoby Grecy potrzebowali dodatkowych 15 mld EUR ponad to, co wcześniej szacowano – tymczasem niemiecki minister finansów Wolfgang Schauble uciął sprawę krótko, twierdząc, że Ateny nie powinny spodziewać się dodatkowych środków z publicznej kasy. Może się, zatem okazać, że zwołany pilnie na najbliższy poniedziałek (6.02) szczyt Eurogrupy (ministrów finansów państw strefy euro) będzie jednym z tzw. spotkań „ostatniej szansy”. Bo zegar tyka coraz szybciej, do 20 marca, kiedy to Grecy muszą spłacić kolejną ratę długów pozostało naprawdę niewiele czasu.

Niemniej inwestorzy zdają się nadal zachowywać „zimną krew” – być może liczą na to, że europejscy politycy, tak jak zdawali się dawać do zrozumienia po ostatnim szczycie UE w poniedziałek, nie pozwolą  na realizację pesymistycznego scenariusza. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż w programie pomocowym udział bierze też Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który nie musi być aż tak „łagodny” – udział MFW w drugim bailoucie to ponad 40 mld EUR. Europa sama nie znajdzie tych środków, a liczyć na innych – np. Chińczyków, raczej nie powinna.

Wczoraj po południu nastroje nieco poprawiły słowa szefa FED, Bena Bernanke. Dał on do zrozumienia, iż bank centralny będzie gotów do podjęcia kolejnych, stanowczych działań w celu wsparcia systemu finansowego i gospodarki USA, gdyby sytuacja w strefie euro uległa znaczącemu pogorszeniu i zaczęła mieć negatywne przełożenie w ujęciu globalnym. To w pewnym sensie otwarcie drzwi do ewentualnych dyskusji nt. programu QE3, chociaż nie teraz, a raczej za kilka miesięcy. Stąd też w godzinach wieczornych na rynki znów powrócił nieznaczny pesymizm. Inwestorzy mogli też zwrócić uwagę na wczorajsze doniesienia telewizji CNN, która powołując się na źródła w Departamencie Obrony USA, sugerujące, iż Izrael może samodzielnie zaatakować Iran już w kwietniu. Tyle, że to wciąż spekulacje i wydaje się, że mało wiarygodne.

Dzisiaj główne rozdanie będzie o godz. 14:30. Opublikowane rano dane ze strefy euro – indeksy PMI dla usług w styczniu – okazały się w zasadzie zgodne z prognozami. Tym samym odczyt Departamentu Pracy może przynieść więcej emocji. Chociaż, czy na pewno? Konsensus rynkowy zakłada utrzymanie stopy bezrobocia w styczniu na poziomie 8,5 proc. i wzrost liczby etatów poza rolnictwem (NFP) o 145-150 tys. Można jednak znaleźć głosy (serwis 4Cast), że nieoficjalnie rynek nastawia się bardziej na 130 tys. Pojawiają się też prognozy mówiące o 100 tys. (Citi), czy też 110 tys. (4Cast). Jakiej w takiej sytuacji można spodziewać się reakcji rynku? Słabsze dane to wzrost ryzyka i złe wieści dla giełd, więc dolar powinien zyskać. Niemniej w kolejnych godzinach rynek będzie się ustawiał pod poniedziałkowy szczyt ws. Grecji, w efekcie zbytni pesymizm może nie być wskazany.
EUR/USD – szanse na złamanie okolic 1,3080 nie są duże, podobnie jak sforsowanie rejonu 1,3225

Wczoraj w popołudniowym komentarzu przedstawiłem ujęcie 4 godzinowe EUR/USD z rozrysowanymi ważnymi strefami: popytową 1,3075-1,3120 i podażową 1,3175-1,3213 zakładając jednocześnie, iż powinniśmy w nich pozostać do czasu dzisiejszej publikacji danych z USA o godz. 14:30.

Widać, że rynek na razie pozostaje w zakładanych przedziałach. W szerszym ujęciu – wykres tygodniowy widać, że od kilku dni rytm wyznacza nam z dołu strefa popytowa 1,3030-80, a z góry podażowa 1,3200-1,3250. Czy są szanse na wybicie w którąkolwiek ze stron jeszcze dzisiaj? Raczej nie. Co innego w przyszłym tygodniu – mocnym impulsem mogą okazać się wyniki wspomnianego już szczytu Eurogrupy ws. Grecji, które poznamy w poniedziałek późnym wieczorem.

GBP/USD – strefa podażowa 1,5780-1,5910 okazuje się być silną barierą
Wczoraj przy okazji słabszych danych dotyczących indeksu PMI dla sektora budowlanego, zwracałem uwagę, że o wiele bardziej istotne mogą okazać się dzisiejsze dane PMI z usług. I faktycznie – po pozytywnej niespodziance w środę (kiedy to mocno w górę poszedł PMI dla przemysłu), teraz mamy kolejną – w styczniu wskaźnik dla usług wyniósł 56 pkt. wobec 54 pkt. w grudniu. To pomogło notowaniom funta, który jeszcze o poranku testował okolice dolnego ograniczenia strefy podażowej 1,5780-1,5910 dobrze widocznej na poniższym wykresie tygodniowym. Przyczyniły się do tego słowa jednego z członków Banku Anglii – znany z „gołębiego” nastawienia Adam Posen stwierdził, że byłoby pożądane szybkie zwiększenie programu QE o 75 mld GBP. O godz. 10:45 kurs GBP/USD oscylował już wokół 1,5850. Czy to sugestia, że dzisiaj zostanie podjęta próba złamania szczytu ze środy na 1,5882 i ataku na 1,5910? To może nie być łatwe, jeżeli przyjmiemy założenie, że dzisiejsze dane z rynku pracy w USA mogą nieco rozczarować.







© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski – Główny analityk walutowy DM BOŚ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Dane z amerykańskiego rynku pracy mogą nie być aż tak ważne