Dane z USA pomogły przełamać spadki

Artur Szymański
opublikowano: 26-05-2006, 00:00

Każdy kolejny dzień obecnego tygodnia przynosi zmianę nastrojów. Czwartek nie był wyjątkiem w tym względzie. W poniedziałek — spadek, we wtorek — wzrost, w środę — spadek, więc w czwartek czas na kolejną zmianę kierunku. Wprawdzie początek notowań na przedostatniej sesji tygodnia napędził stracha posiadaczom akcji, ale później sytuacja rozwijała się już po myśli byków. Dzięki informacjom z USA indeksy warszawskiej giełdy, ale także pozostałych rynków europejskich, zakończyły dzień przyzwoitymi wzrostami.

Na dzień dobry nikomu jednak nie było do śmiechu, bo już po kilkunastu minutach WIG20 zanurkował poniżej wtorkowego dołka 2750 pkt, pogłębiając go prawie o 40 pkt. Co gorsza, nie utrzymał się też pułap 2728 pkt, z którego 14 marca rozpoczęła się ostatnia fala dynamicznej hossy. Zjazd poniżej tego poziomu teoretycznie powinien dostarczyć argumentów za kontynuacją przeceny. Ale nie dostarczył. Tym razem teoria nie zdała egzaminu, ponieważ podczas feralnego kwadransa między godziną 10.00 a 10.15 tracącym w oczach indeksom towarzyszył spadek aktywności inwestorów.

To oznaczało, że większość graczy utrzymała nerwy na wodzy, nie dając wciągnąć się w grę pod spadek. I słusznie, bo już po chwili WIG20 zaczął równie dynamicznie odrabiać straty. Jeszcze przed południem wrócił do poziomu środowego zamknięcia i w tej okolicy spędził kolejne trzy godziny na konsolidacji. Z letargu inwestorów wyrwały dane o amerykańskim PKB w I kwartale. Analitycy oczekiwali wzrostu o 5,8 proc., tymczasem wyniósł on „tylko” +5,3 proc. Niby nie ma się z czego cieszyć, ale każdy kij ma dwa końce. Niższy od prognozowanego wzrost PKB zwiększa szansę na pauzę w cyklu podwyżek stóp procentowych w USA.

To właśnie obawy o kontynuację zacieśniania polityki monetarnej w Stanach były jedną z dwóch głównych przyczyn (obok dużych wahań ceny surowców, ze szczególnym uwzględnieniem miedzi) odwrotu inwestorów z europejskich emerging markets. Odradzająca się nadzieja za zatrzymanie podwyżek stóp procentowych, a tym samym na spadek rentowności amerykańskich 10-letnich obligacji, sprawiła że inwestorzy po południu znów zaczęli wypychać portfele akcjami spółek z rynków rozwijających się.

Tradycyjnie tempo rynkowi podyktował KGHM, drożejąc w ślad za rosnącą ceną miedzi. Na zamknięciu za akcję miedziowego kombinatu inwestorzy płacili 102,5 zł, czyli 2 proc. więcej niż dzień wcześniej. Odbiły mocno przecenione w ostatnich kilku dniach walory Telekomunikacji Polskiej i Pekao. Zwyżce notowań gigantów sprzyjały też napływające na rynek pochlebne rekomendacje dla walorów KGHM, Lotosu, MOL, Prokomu i GTC.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Artur Szymański

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu