Darmowych obiadów po prostu nie ma

Katarzyna Płaczek
20-11-2006, 00:00

W minionym tygodniu pożegnaliśmy Miltona Friedmana, ostatniego, wielkiego strażnika czystej gospodarki wolnorynkowej. W przykrych dla ekonomisty okolicznościach zastanawiam się, dlaczego prawdy proste i oczywiste są przedstawiane jako utopia i mrzonka? Dlaczego tak trudno jest zrozumieć, że nie istnieje coś takiego jak darmowe obiady? Przypominał nam o tym Milton Friedman. Wpajał nam, że rządy nie uczą się niczego. Fundując darmowe obiady, wydają na ten cel nie swoje pieniądze.

Żal i smutek po Miltonie Friedmanie jest tym większy, że nie dane nam, Polakom, było korzystać z jego dorobku. Najlepszym dowodem jest ciągłe istnienie i nieustanne kultywowanie reliktów minionej epoki, które stoją na straży „darmowych obiadów”, nie wspominając już o licznych i rozległych regulacjach oraz koncesjach. Tą drogą trudno osiągnąć sukces. Biorąc to wszystko pod uwagę i tak nie lada osiągnięciem jest 5-procentowy wzrost PKB w Polsce. Jak rozwijałaby się gospodarka, gdyby nie te wszystkie kule u nogi? Kto wie, na jakim poziomie byłby dziś WIG20? Ale na szczęście socjoekonomiści czuwają i za nic w świecie nie dopuszczą do „przegrzania” gospodarki.

Na razie więc mamy to, co mamy — w minionym tygodniu popyt uparcie, choć z dużym wysiłkiem, bronił poziomu wsparcia dla WIG20 na wysokości 3100 pkt. Powrót indeksu do tej bariery był niepokojący. Tym bardziej że spadkom towarzyszyły wysokie obroty. Obrona wsparcia może wpływać uspokajająco. Ale na razie to za mało, by odetchnąć z ulgą. Obecny powrót indeksu do wspomnianego poziomu z pewnością można już określić jako korektę. Pytanie tylko, czy nabierze ona większych rozmiarów. Sygnałem będzie złamanie przetestowanej w minionym tygodniu bariery popytowej. Dopóki to nie nastąpi, przecena może zostać uznana za okazję do zakupów. Przemawia za tym tylko i wyłącznie bliskość wsparcia, które jednocześnie wyznacza poziom dla ustawienia stop lossów. Nie doszło do złamania wzrostowej linii trendu na RSI, co także stanowi argument za podjęciem ryzyka.

Patrząc na rynek nieco szerzej, a nie przez pryzmat tylko i wyłącznie minionego tygodnia, można dojść do wniosku, że ostatni miesiąc to rzeczywiście odpoczynek po około 10-procentowym wzroście tego indeksu na początku października. O tym, że sytuacja jest pod kontrolą, świadczy fakt, że nie doszło do złamania linii SK-45, która przebiega na wysokości 3096 pkt, a więc w okolicy wyżej analizowanego wsparcia. Tak więc mimo strachu i sygnałów jeszcze większej korekty, warto zaryzykować właśnie teraz. Kolejna zachęta do kupna znajduje się na wyższych poziomach. Będzie nią pokonanie przez WIG20 oporu 3200-3250 pkt. Tyle tylko że stamtąd jest już tylko krok do ostatniego szczytu. Wtedy podjęcie ryzyka będzie zdecydowanie mniej opłacalne niż dziś. Trzeba tylko konsekwentnie ustawić stop lossa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Płaczek

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Darmowych obiadów po prostu nie ma