Dębski: Rosja nie przyłączy Krymu po referendum, ale zrobi to później

PAP
opublikowano: 14-03-2014, 09:53

Rosja po referendum na Krymie zapewne uzna jego niepodległość bez włączania go w skład Federacji Rosyjskiej, ale będzie to stan tymczasowy i do inkorporacji dojdzie w ciągu 1-2 lat - uważa Sławomir Dębski z Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.

Jego zdaniem Rosja uzna niedzielne referendum za ważne, a tym samym, "będzie musiała uznać tzw. niepodległość Krymu". Ekspert zaznacza, że przyjęta przez parlament Krymu uchwała o niepodległości, która wejdzie w życie gdy zostanie potwierdzona wolą mieszkańców wyrażoną w referendum, jest nielegalna z punktu widzenia konstytucji Ukrainy.

"Należy oczekiwać, że (po referendum) otworzą się przed Rosją dwa scenariusze: albo uznaje niepodległość Krymu i włącza Republikę Krymu w skład FR, albo też uznaje niepodległość Krymu, ale nie włącza go w skład FR, przy czym zakładam, że ten drugi wariant będzie jednak tymczasowy" - powiedział PAP szef CPRDiP.

Jego zdaniem nie decydując się na przyłączenie Krymu po referendum Rosja będzie się starała przedstawić "jako państwo niedokonujące agresji, za którą postępuje inkorporacja części terytorium państwa członkowskiego ONZ", lecz jako państwo popierające prawo narodów do samostanowienia. Ten wariant będzie dla Rosji wygodniejszy, przynajmniej tymczasowo. Jednak "z punktu widzenia ekonomicznego Krym sam nie jest w stanie przetrwać i wcześniej czy później Rosja będzie zmuszona de facto Krym jakoś inkorporować" - prognozuje Dębski. Jego zdaniem "jest to sprawa 1-2 lat".

Tak więc, po 16 marca Rosja "tymczasowo z powodów praktycznych zatrzyma się wpół drogi". Przy czym - podkreśla ekspert - jakiekolwiek decyzje rosyjskiej Dumy "nie zmienią faktu, że referendum jest przeprowadzane wskutek rosyjskiej agresji zabronionej przez prawo międzynarodowe oraz że wojska rosyjskie na Krymie mają status okupacyjnych" - wskazuje ekspert. Z tego powodu - dodaje - "wszelkie referendum związane z przynależnością tego obszaru do Rosji będzie na gruncie prawa międzynarodowego nieważne i nie będzie miało żadnego znaczenia".

Szef CPRDiP zaznacza, że "absolutna większość społeczności międzynarodowej" nie uzna wyników krymskiego plebiscytu. Dla Moskwy reakcja świata w tej sprawie ma znaczenie, bo uznanie przez Rosję krymskiego referendum "uruchomi kolejny etap sankcji przeciwko Rosji" - ocenia ekspert.

Jego zdaniem, jest jeszcze szansa na kompromis między Moskwą a Kijowem ws. Krymu, ale warunkiem jest powrót do sytuacji sprzed konfliktu. By umożliwić kompromis, "Rosja musi wycofać wojska z Krymu lub też muszą one wrócić do rosyjskich baz, na Krymie powinni się pojawić obserwatorzy Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, jedynej instytucji uprawnionej do zapewnienia międzynarodowej ochrony mniejszościom narodowym" - mówi Dębski. Zauważa przy tym, że "na Krymie mniejszością narodową są Tatarzy i Ukraińcy, nie Rosjanie, i o zabezpieczenie praw tej mniejszości również trzeba zabiegać".

Dopiero w takich warunkach - dodaje ekspert - "można rozmawiać o jakichś politycznych rozwiązaniach w ramach państwa ukraińskiego. Jeżeli takie rozwiązanie byłoby niemożliwe, to również istnieją przewidziane w prawie międzynarodowym środki wielostronne, które mogłyby tego rodzaju konflikt terytorialny pomagać rozwiązywać".

Dębski zauważa, że w sprawie działań na Krymie "Rosji nie popiera nikt" i nie jest ona w stanie zbudować żadnej koalicji popierającej jej działania. Rosja "zachowuje się dokładnie w sposób, który znamy z XIX czy XX wieku – (na sposób) państw rewizjonistycznych, agresywnych. Taki sposób zachowania został jednoznacznie przez społeczność międzynarodową potępiony w Norymberdze" - mówi ekspert.

Pytany o prognozy, według których dalszym etapem działań Rosji będzie - po Krymie - wschód i południe Ukrainy, szef CPRDiP ocenia, że nie można tego wykluczyć z dwóch powodów. Po pierwsze, "Rosja zaczęła być postrzegana jako państwo nieobliczalne. Jeszcze kilka tygodni temu uważano, że tego rodzaju operacja, jakiej dokonała w sprawie Krymu, jest niemożliwa do zrealizowania, ponieważ kosztowałaby Rosję zbyt dużo. Jak się okazało, te przewidywania, odwoływanie się do racjonalności opartej o kryterium zysków i strat, było błędne" - zauważa Dębski.

"Drugi argument, który przemawia za tą tezą, jest taki: skoro już Rosja zapłaciła ogromną cenę za wywołanie afery krymskiej, to może być zainteresowana jakimiś celami dalej idącymi, wykraczającymi poza Krym, ponieważ wówczas ta cena mogłaby być relatywnie niższa" - mówi ekspert.

"Za sam Krym ta potężna cena, jaką Rosja płaci, może się nie opłacać, ale jeżeli udałoby się jej sięgnąć po coś więcej, to bilans zysków i strat mógłby wyglądać nieco inaczej" - przyznaje szef CPRDiP.

None
None
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane