Demonstracja siły związkowców

Adam Sofuł
opublikowano: 21-01-2008, 00:00

Wszystko wskazuje na to, że rządowi udało się przetrwać pierwszą falę protestów. W minionym tygodniu do Warszawy przyjechały żony górników i duża grupa manifestujących nauczycieli. Na dziś swój protest zapowiadają pielęgniarki, jednak sytuacja w systemie ochrony zdrowia, chociaż skrajnie trudna, nie wydaje się tak dramatyczna, jak jeszcze parę dni temu. To były dla kilku ministrów naprawdę ciężkie dni, kiedy musieli stawić czoła demonstracji siły związkowców. Udało się przetrwać. Nie oznacza to jednak, że rząd może odetchnąć z ulgą i liczyć na kilka miesięcy spokoju. Bo prawdziwe problemy dopiero nadchodzą.

Nauczyciele, którzy tak tłumnie stawili się w piątek w stolicy, ze spotkania z minister edukacji wyszli wprawdzie uspokojeni. Nawet najradykalniejsi związkowcy nie wierzyli zapewne, że manifestacją uda im się skłonić rząd do podniesienia w tym roku nauczycielskich płac o połowę. To było żądanie niepoważne. Mimo to, nauczyciele zasługują na poważne traktowanie i poważną rozmowę. Rząd — jak się wydaje — jest do takiej rozmowy gotowy. Ale nie będzie to przyjemna dyskusja. Ani dla rządu, ani dla nauczycieli. Poważne negocjacje nie mogą się sprowadzać jedynie do wysokości nauczycielskich płac — ewidentnie zbyt niskich w porównaniu do co najmniej kilku innych grup zawodowych. Wypadałoby w trakcie takich negocjacji poruszyć sprawę Karty nauczyciela, która w obecnym kształcie staje się jednym z hamulców reformy oświaty. Nie do uniknięcia będzie również rozmowa o czasie pracy nauczycieli — tzw. pensum. Trudna będzie dyskusja o przywilejach emerytalnych. Wreszcie pozostaje sprawa lansowanego przez Platformę Obywatelską bonu oświatowego, do której trzeba przekonać nie tylko nauczycieli, lecz także koalicjantów. Jeśli wziąć pod uwagę skalę problemów, można iść o zakład, że piątkowa manifestacja nie była ostatnią i nawet nie największą.

Związkowcy większości z tych tematów wolą nie poruszać, koncentrując się na wzroście płac. Piątkowa demonstracja jest znakomitym przykładem — zorganizowano ją, zanim była dokładnie znana skala tegorocznych podwyżek, niejako na wszelki wypadek, a żądania natychmiastowej podwyżki płac o 50 proc. trudno potraktować inaczej niż jako zaporowe. Klasyczna demonstracja siły i wypada mieć nadzieję, że rząd się nie przestraszył. Bo niskie płace, owszem, są problemem oświaty i systemu ochrony zdrowia. Ale niejedynym i chyba nawet nie najważniejszym. Lekarzy i nauczycieli nie będzie łatwo do tego przekonać, ale jeśli rząd przedstawi poważne argumenty, może się udać. Byleby tylko te argumenty przedstawił. Na razie chyba wciąż szuka.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu