Deska wolności (fotoreportaż)

OPRAC. JOLANTA KORAL; ZDJĘCIA ANDREW MCCONNELL
18-11-2011, 00:00

Dla młodych Palestyńczyków ze Strefy Gazy surfing to ucieczka od biedy, izolacji i wojny. Znajdują w nim namiastkę wolności za każdym razem, gdy przyjdzie fala. Klub surferów z Gazy wspierają organizacje z Izraela i Ameryki

Surfing w Strefie Gazy tylko z pozoru jest zaskakujący. Choć to skrajnie przeludniony, wstrząsany konfliktami, odgrodzony murem obszar, określany często mianem największego na świecie więzienia na świeżym powietrzu, to przecież leży nad Morzem Śródziemnym, które stwarza doskonałe warunki dla wielbicieli deski.

W trudnej codzienności Palestyńczyków surfing stał się terapeutycznym sposobem spędzania czasu. Wyzwalają się w ten sposób z ograniczeń i zamknięcia.

Pierwszy surfer pojawił się tu w połowie lat 80. Teraz uprawiają ten sport 23 osoby, w tym także kobiety! Jednak palestyńscy surferzy sami niewiele by zdziałali – w Gazie ani deski, ani specjalistyczne stroje są dziś niemożliwe do zdobycia. Surferzy mieli kilka starych desek, które sobie pożyczali. Cztery lata temu w pomoc Palestyńczykom włączyły się aż trzy organizacje.

W 2007 roku Seweryn „Sev” Stalkoper założył fundację Gaza Surf Relief, której zadaniem było zbieranie datków i sprzętu dla surferów z Gazy. Stalkoper jest Polakiem, pochodzi z Brwinowa pod Warszawą, gdy był dzieckiem, wyjechał z rodzicami do USA. Mieszka w Santa Monica, jest podróżnikiem i też surfuje. Jego kampania szybko przyniosła owoce: sklepy sportowe i firmy produkujące deski surfingowe z Kalifornii Południowej zaczęły przysyłać sprzęt.

W tym samym roku Dorian „Doc” Paskowitz, legendarny, leciwy już izraelski surfer i ambasador surfingu, oraz Arthur Rashkovan, także surfer z Izraela, założyli w tym samym celu Surf4Peace. Arthur poznał Seweryna z dyrektorem Explorer Corps Matthew Olsenem – wszystkie organizacje sprzymierzyły się w jednym celu: zdobyć sprzęt i dostarczyć go do Gazy.

Jednocześnie Olsen pracował w Gazie nad zorganizowaniem klubu surferów. W 2008 roku Gaza Surf Club stał się faktem. W założeniu jego twórców i członków jest to nieformalna i apolityczna organizacja, która zajmuje się warsztatami surfingu, wymianą doświadczeń, kontaktami z surferami z całego świata, sprawiedliwym rozdziałem darów oraz edukacją ekologiczną.

Jednym z najważniejszych celów klubu jest przełamywanie kulturowych i politycznych barier. Niewątpliwie pomoc izraelskich surferów takie bariery przełamuje, zgodnie z przesłaniem „Doca” Paskowitza: „Ludzie, którzy surfują razem, mogą żyć razem”. Deski, kostiumy i koszulki dotarły do Tel Awiwu w kwietniu 2008 roku. I tu utknęły.

Władze izraelskie uznały bowiem, że to pomoc niehumanitarna, dlatego nie wyraziły zgody na przepuszczenie jej przez granicę. Explorer Corps rozpoczął negocjacje. Trwały aż dwa lata! W sierpniu 2010 roku 24 deski przekroczyły granice Gazy. Dwie z nich przeniósł w błyskach fleszy uśmiechnięty „Doc” Paskowitz. Po raz pierwszy w historii każdy surfer w Gazie ma swoją deskę. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: OPRAC. JOLANTA KORAL; ZDJĘCIA ANDREW MCCONNELL

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Deska wolności (fotoreportaż)