Detektyw na ślinie też może zarobić

Rafał Kerger
28-04-2005, 00:00

Dzięki badaniu DNA można ustalić już nie tylko stopień pokrewieństwa. Śląskie laboratorium TestDNA zbada, kto psuje wizerunek twojej firmy.

Przyklejasz gumę pod blatem biurka w pracy, zanieczyszczasz żywność podczas procesu produkcji, rozrzucasz niedopałki, nie zmieniłeś prześcieradła w małżeńskim łożu po wizycie kochanki, używasz złośliwie cudzej szczoteczki do zębów lub kubka? Strzeż się! TestDNA działa. Mająca siedzibę w Sosnowcu, zarejestrowana w Siemianowicach Śl. firma oferuje usługę DNA Detektyw, czyli badanie kodu genetycznego, które prócz poszukiwań zbiegłego sprawcy przestępstwa, pozwala wyszukać osoby np. sabotujące w miejscu pracy czy udowodnić zdradę małżonka.

100 proc. pewności

Oferta śląskiej firmy kierowana jest zarówno do prywatnych detektywów wykonujących zlecenie dla klienta, jak i do dyrektorów firm zainteresowanych przeprowadzeniem dyskretnego śledztwa na terenie swojego zakładu, a także do indywidualnych klientów.

Analiza DNA jest metodą znacznie skuteczniejszą niż badanie odcisków palców, do jej przeprowadzenia teoretycznie wystarcza jedna komórka pochodząca z dowolnej części ciała danej osoby. Dodatkowo dzięki unikalności kodu genetycznego daje 100-proc. pewność. Do identyfikacji wystarczają: odpowiednio długo żuta guma do żucia, szczoteczka do zębów, zużyta chusteczka higieniczna, włosy z cebulkami, filtr z papierosa, krew na ubraniu lub innej rzeczy, należąca do badanej osoby, znaczek pocztowy, brudna bielizna, szczecina z maszynki do golenia, waciki do czyszczenia uszu, paznokieć lub zużyta prezerwatywa.

— Do tej pory nie mieliśmy jeszcze od firm takiego zlecenia — DNA Detektywa zamawiały głównie prywatne osoby. Niemniej w zachodniej Europie badania te są popularne i jest tylko kwestią czasu, kiedy i u nas będzie podobnie — mówi Marcin Jaworek, szef TestDNA.

Genetyczna koszulka

Koszt usługi DNA Detektyw zależy od jakości badanego materiału i liczby osób, które mają być przebadane. Badanie jednej osoby kosztuje 650 zł, ale już na zbadanie 50 pracowników prezes wyda 15 tys. zł, czyli po 300 zł za jednego potencjalnego sabotażystę. Marcin Jaworek podkreśla jednak, że cennik jest płynny.

Procedura trwa dwa miesiące od momentu dostarczenia materiału do badania.

— Największym zainteresowaniem naszych klientów cieszą się nieprzerwanie test DNA na ojcostwo oraz badanie na ustalenie lub wykluczenie pokrewieństwa. Prowadzimy również badania pomagające w diagnostyce wczesnych, rakowych mutacji i nieinwazyjne badania prenatalne — wylicza nasz rozmówca.

Firma TestDNA powstała w 2003 r. po powrocie Marcina Jaworka z Niemiec.

— Tam pracowałem w jednym z laboratoriów, tam powstawały pierwsze pomysły, tam zarobiłem na rozruch przedsiębiorstwa — wspomina prezes firmy.

Śląskie przedsiębiorstwo jest dowodem na to, że żeby zarabiać na biotechnologii, nie trzeba wyjeżdżać z Polski za ocean, do Anglii czy Francji. Firma zajmuje się również przygotowywaniem koszulek z nadrukowanym modelem kodu genetycznego klienta.

W planach inwestor

Szans na rozwój przedsiębiorstwa Marcin Jaworek upatruje w tym, że niebawem w Polsce — podobnie jak w Stanach Zjednoczonych i krajach Europy Zachodniej — do podstawowej diagnostyki lekarskiej zostaną włączone badania genetyczne, na czym TestDNA z pewnością zarobi. Niewykluczone też, że już wkrótce w firmie pojawi się nowy inwestor, który poważnie podwyższy kapitał przedsiębiorstwa. Ten owiany mgiełką tajemnicy mariaż ma sprawić, że firma stanie się największym graczem na wciąż raczkującym rynku.

Kontakt: www.testdna.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Detektyw na ślinie też może zarobić