„Dla Donalda Trumpa sens ma tylko wojna handlowa z Niemcami”

Jeśli Donald Trump chce spełnić obietnice wyborcze, będzie musiał wypowiedzieć wojnę handlową nie Meksykowi, nie Chinom, ale Niemcom, uważa brytyjski dziennikarz finansowy Matthew Lynn.

W kampanii wyborczej prezydent elekt Donald Trump zapowiadał renegocjację porozumień handlowych oraz stosowanie ceł mających chronić miejsca pracy w amerykańskim przemyśle. Jednak to nie Chiny, ani Meksyk, na które wskazywał, zabierają amerykańskiemu przemysłowi najbardziej wartościowe miejsca pracy, napisał Matthew Lynn w komentarzu opublikowanym na portalu MarketWatch.

Jego zdaniem rzeczywisty sens miałoby jedynie wytoczenie przez nową administrację wojny handlowej Niemcom. Amerykański deficyt w handlu z Niemcami jest większy niż w handlu z Chinami, a ponadto koncentruje się na kilku łatwych do zidentyfikowania branżach, co ułatwiłoby odebranie miejsc pracy konkurentowi, uzasadniał Matthew Lynn.

„Przed planowaną na 20 stycznia inauguracją prezydentury Donalda Trumpa obawy panują w Pekinie i w Meksyku, jednak rzeczywiście bać się powinni w Berlinie” – czytamy w komentarzu opublikowanym na portalu MarketWatch.

Przy gospodarce odpowiadającej za zaledwie 4,6 proc. gospodarki globalnej Niemcy odpowiadały w ubiegłym roku za aż 14 proc. amerykańskiego deficytu handlowego. Trudno byłoby im także bronić się przed zarzutem manipulacji walutowych, a to dlatego że euro jest zbyt słabe jak na siłę największej gospodarki unii walutowej. Być może jednak najważniejszym argumentem dla skierowania polityki handlowej właśnie przeciwko Niemcom byłby charakter możliwych do przejęcia miejsc pracy. W USA nie zabrakłoby chętnych do pracy w przenoszonych z Niemiec montowniach zaawansowanych technicznie samochodów, jednak prawdopodobnie praca w przenoszonych z Chin słabo płacących fabrykach zabawek nie byłaby równie atrakcyjna.

„W niemieckim eksporcie do USA dominują wysoko wyspecjalizowane produkty, na czele z samochodami, a także części samochodowe i lotnicze oraz chemikalia. To właśnie te gałęzie przemysłu oferują wysoko płatne etaty, na które liczyli wyborcy Trumpa” – zauważał Matthew Lynn.

Wprowadzenie jednostronnych sankcji przeciw towarom niemieckim nie byłoby wprawdzie możliwe bez rezygnacji Waszyngtonu ze członkostwa w Światowej Organizacji Handlu, przyznaje autor komentarza. Mimo to nowa administracja może wykorzystywać jako pretekst do nakładania punktowych ograniczeń na konkretne branże kwestie takie jak skandal związany z emisjami spalin w autach produkowanych przez Volkswgena.

„Wojna handlowa między USA i Niemcami, to ostatnia rzecz, jakiej potrzebuje Europa. Jednak nałożenie ograniczeń na niemiecki eksport jest najłatwiejszym sposobem, w jaki Trump może wywiązać się z niektórych swoich obietnic, i dlatego nie jest to wykluczone” – oceniał Matthew Lynn.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski, MarketWatch

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / „Dla Donalda Trumpa sens ma tylko wojna handlowa z Niemcami”