Dla mnie pracownicy są najważniejsi

Tomasz Marzec
26-04-2005, 00:00

Wytrwałość górnika, opanowanie pilota i skandynawska mentalność zapewniły Januszowi Banczerowskiemu sukces w biznesie.

Salony mody Banczerowskiego od lat wpisują się w pejzaż opolskiego rynku. Ale najpierw jako osiemnastolatek trafił do pracy w kopalni. Początek nietypowy jak na biznesmena, ale chciał uciec przed wojskiem. Ta praca nauczyła go, że nie można robić czegoś, czego się nie lubi. Kopalnię zostawił po półtora roku i mając 20 lat został instruktorem lotniczym w Opolu. Pracował także przy organizowaniu największej imprezy w Stolicy Polskiej Piosenki — corocznego Festiwalu.

— Lotnictwo zostawiłem dla Estrady Opolskiej, bo tam były dużo większe pieniądze. W miesiąc mogłem zarobić na samochód — wspomina Banczerowski.

Szwecja

Najwięcej nauczył go wyjazd do Szwecji w 1975 roku. Pracował w dużej sieci handlowej.

— Dopiero tam oswoiłem się z wielkimi pieniędzmi, nauczyłem się systematyczności i przede wszystkim zrozumiałem, że fortuny nie robi się w miesiąc — wspomina Janusz Banczerowski.

Szwedzki przełożony nauczył go też, jak traktować pracowników.

— Zostawiał mi klucze do firmy i olbrzymi utarg. Gdy pytałem, czy się nie boi, że zniknę z pieniędzmi, tylko się śmiał — mówi Banczerowski.

Do Polski wrócił w przeddzień stanu wojennego. Jako biznesmen dorastał razem z naszym kapitalizmem. Zaczęło się od szklarni i hodowli warzyw oraz kwiatów.

— Wołali wtedy na mnie Pewex albo Butik, bo na giełdzie towarowej zawsze wszystko miałem najdroższe — wspomina.

Nigdy jednak nie brakowało mu klientów i przy zasadzie „drogie, ale najwyższej jakości” pozostał.

Sam to sprzedaj

Trwająca do dziś przygoda z branżą odzieżową zaczęła się za sprawą znajomych z Poznania. Zamienili oni szklarnie w szwalnie dżinsów i poprosili Banczerowskiego, żeby znalazł im rynek zbytu w Opolu.

— Poszedłem do Społem, ale usłyszałem „Sam se to sprzedaj” — mówi.

Spodnie sam sprzedał, ale skala zainteresowania towarem przerosła jego najśmielsze oczekiwania.

— Sprzedałem w jeden dzień kilkaset sztuk i zarobiłem więcej niż w szklarni w miesiąc — wspomina.

Mimo dużych obrotów na stoisku pod szyldem „Praktyczny ubiór” nie zachłysnął się sukcesem, jak wielu ówczesnych przedsiębiorców. „Dwoma łyżkami się nie na- jesz” — powtarzał maksymę zasłyszaną w Szwecji i inwestował dochody w lokale, w których obecnie znajdują się salony Marco.

Pierwszy taki szyld pojawił się w Opolu w 1989 roku. Dziś nazwa musi kojarzyć się z sukcesem — obroty przekraczają 3 miliony złotych rocznie, a w rekordowym roku 1998 wyniosły niemal 5,4 mln.

— Obroty nie są jednak najważniejsze. Kiedy ktoś pyta mnie o wyniki, to mówię, że co roku płacę podatek dochodowy równy wartości luksusowego samochodu — mówi Janusz Banczerowski.

Marka i pracownicy

W siedmiu sklepach w Opolu handluje przede wszystkim butami oraz odzieżą. W większości jest to towar drogi, z tak zwanej wyższej półki. W sklepach Marco zatrudnionych jest 15 osób i to właśnie pracownicy są według właściciela najważniejsi w firmie. Okazuje im pełne zaufanie — tak jak nauczył się tego w Szwecji. W salonach Marco żaden z pracowników nie ponosi odpowiedzialności materialnej za towar ani za pieniądze, a tak zwane ubytki rocznie liczone są w promilach.

Banczerowski podkreśla, że jedna z najważniejszych spraw w biznesie, to wiedzieć, jak być dobrym szefem. Sam nauczył się tego od pierwszej pracownicy w szklarni, kiedy razem podwiązywali sadzonki pomidorów.

— Byłem wtedy niedoświadczonym mieszczuchem i okazało się, że sznurki, które wybrałem, były za krótkie. Na drugi dzień ziemia osiadła i pomidory wisiały i więdły. Musieliśmy jeszcze raz wiązać 5 tysięcy sadzonek — opowiada.

Kiedy zobaczyła to zatrudniona w szklarni dziewczyna powiedziała: „P... takiego szefa”. Dziś Banczerowski się z tego śmieje, ale przyznaje, że odtąd kilka razy się zastanawia, nim każe coś komuś zrobić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Marzec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Dla mnie pracownicy są najważniejsi