Dobre dane z Ministerstwa Prosperity

Eudeniusz Twaróg
01-11-2017, 22:00

Wiele wskazuje na to, że deficyt budżetowy będzie najniższy od 10 lat.

Wydawało się, że już w sierpniu trzeba będzie podać społeczeństwu smutną wiadomość, że budżet państwa przestał się spinać. Ostatecznie okazało się jednak, że przychody są górą nad wydatkami — 5 mld zł. We wrześniu znowu była nadwyżka, ale mniejsza — niespełna 4 mld zł, ale o tej porze roku to ewenement.

Zobacz więcej

Mateusz Morawiecki Marek Wiśniewski

Deficyt dekady

Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP, wskazuje na dwie przyczyny tej sytuacji: istotna poprawa ściągalności podatków, głównie domknięcie luki VAT, oraz dobra koniunktura wyrażająca się przede wszystkim dużym popytem konsumpcyjnym. — Skuteczniejsza egzekucja podatków to, naszym zdaniem, dodatkowe 16 mld zł wpływów budżetowych. Kilka miliardów więcej to zasługa prosperity — mówi Piotr Bujak.

Karnawał z zerowym deficytem wkrótce się skończy i budżet, jak co roku, znajdzie się pod kreską. Dynamika przychodów będzie zapewne na poziomie poprzednich miesięcy, ale gwałtownie przyspieszą wydatki, głównie z powodu rozliczeń nakładów inwestycyjnych. Mimo to deficyt na koniec roku będzie znacząco niższy niż zapisany w budżecie. Wicepremier Morawiecki mówi o 31 mld zł. Analitycy PKO BP uważają, że będzie jeszcze mniejszy — niewykluczone, że wyniesie mniej niż 30 mld zł.

— Zrewidowaliśmy prognozy dotyczące zadłużenia w relacji do PKB z 2,4 na 2,3 proc. Będzie to najniższy deficyt od 10 lat — mówi Piotr Bujak.

Konsensus rynkowy wskazuje na 2,9 proc. W przyszłym roku, zdaniem analityków PKO BP, deficyt wyniesie 2,5 proc., ale są to konserwatywne przewidywania. — Wzrośnie presja na deficyt, ponieważ pojawią się też nowe wydatki związane z kosztem wcześniejszych emerytur, nieznacznie wzrośnie koszt programu 500+. Utrzymanie ściągalności podatków na obecnym poziomie plus dobra koniunktura wspierana rosnącymi nakładami inwestycyjnymi pozwolą utrzymać deficyt w ryzach — uważa Piotr Bujak.

Łyżka dziegciu

— Skoro jest tak dobrze, to dlaczego rząd znosi 30-krotność przeciętnego wynagrodzenia jako limit liczenia składki emerytalnej? — pyta ekonomista, który zastrzega sobie anonimowość. Spodziewał się tego ruchu, ale nie sądził, że zostanie wykonany w szczycie koniunktury.

— Takie zaskórniaki warto zachować na lepsze czasy, tym bardziej że nie mamy dużo takich rezerw. Z większych zostaje tylko dorżnięcie OFE — mówi nasz rozmówca. Przyszły rok, jego zdaniem, też będzie dobry dla gospodarki, choć dynamika, chociażby ze względu na rozdmuchaną bazę, raczej będzie niższa. Pytanie jest o 2019 r. — rok wyborczy, i kolejne lata. — W przyszłym roku złoty się umocni, co osłabi eksport.

Nadal silna będzie konsumpcja i ruszą wreszcie inwestycje. W 2019 r. wejdziemy z rozbuchanymi wydatkami z ograniczonymi rezerwami. Koniunktura nie będzie trwała wiecznie. Jeśli spojrzymy na mapę świata, to widać na niej wiele punktów zapalnych, które mogą uderzyć w prosperity na głównych rynkach.

Nie chodzi o kasandryczne wróżby, ale elementarz ekonomisty, który nakazuje w czasach koniunktury budować bufor bezpieczeństwa. Na razie mamy do czynienia z propagandą sukcesu, odwołującą się nie do uzyskanych oszczędności, ale większych dochodów. Niewątpliwie resort finansów osiągnął duży sukces, ale jak długo można organizować konferencje o tym, że jeszcze w tym miesiącu mamy nadwyżkę w budżecie, skoro wszyscy wiedzą, że za chwilę pojawi się deficyt — twierdzi ekonomista.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eudeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Dobre dane z Ministerstwa Prosperity