Dobre wyniki nie pomogą

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 22-01-2008, 08:14

Inwestorzy mogą zignorować raporty roczne. Bank Millennium jak zwykle pochwalił się dobrymi wynikami. Spanikowany rynek nawet to docenił, ale tylko na chwilę.

Zgodnie z tradycją Millennium rozpoczął sezon publikacji wyników. Bank przyzwyczaił już do ponadprzeciętnych osiągów. I nie inaczej było tym razem. Dane z 2007 r. okazały się lepsze niż oczekiwano.

— Mam nadzieję, że uspokoją one nastroje na giełdzie — mówi Bogusław Kott, prezes banku.

Nie uspokoiły, chociaż początkowo kurs Millennium dzielnie się bronił przed szalejącą na GPW falą przeceny. Notowania akcji banku zaczęły się na minusie, niedługo po publikacji wyników rocznych cena odbiła w górę, ale potem znowu spadła. Walka z podażą trwała dobre półtorej godziny, aż w końcu kupujący powiedzieli pas.


Zła passa banków
— Nastroje na rynku są wręcz paniczne i żadne, nawet najlepsze raporty pojedynczych spółek, tego nie zmienią. Wyniki poprawiają nastroje na godzinę, dwie, a potem wszyscy poddają się dominującemu trendowi — mówi Marek Juraś, analityk BZ WBK.

Dotyczy to zwłaszcza sektora bankowego, którego notowania mają ostatnio złą passę. Na niekorzystną opinię branży zapracowały zagraniczne banki, które straciły setki milionów dolarów w związku z inwestycjami w rynek kredytów subprime. Na pociechę można tylko dodać, że banki spadają obecnie równo z rynkiem, podczas gdy jeszcze na początku miesiąca branżowy indeks WIG-Banki dołował znacznie niżej. Czy może to być zapowiedź zmiany trendu?

Marta Jeżewska, analityk DI BRE, ma nadzieję, że pozytywne dane o wynikach sektora w najbliższych tygodniach dadzą do myślenia inwestorom i powstrzymają ich przed wyprzedażą akcji tych spółek. Jednak podkreśla, że nastroje na giełdzie nie idą w ślad za wynikami, ale za trendami na rynkach międzynarodowych.

— Banki mają za sobą naprawdę bardzo udany rok. Branża świetnie się rozwija, notuje coraz większe zyski, rozkręca sprzedaż. Wyniki z 2007 r. będą bardzo dobre. Nie sądzę, żeby również ten rok był znacząco gorszy od ubiegłego — mówi Marta Jeżewska.


Ten rok będzie inny
Dobrym prognostykiem są dane Banku Millennium, który utrzymał bardzo dobrą dynamikę z pierwszej połowy 2007 r., zamykając cały rok wzrostem zyskowności o 53 proc. Wynik netto banku był najlepszy w historii (bez jednorazowych zdarzeń) i wyniósł 461 mln zł. Nawet IV kwartał, o którym prezes Kott mówił, że będzie gorszy w związku ze spadającą dynamiką sprzedaży kredytów hipotecznych, również był całkiem udany.

— Obecnie z większym optymizmem niż kwartał temu patrzę na rynek. Ten rok będzie nieco gorszy od poprzedniego, ale oznacza to tylko spadek dynamiki, która wciąż pozostanie wysoka — mówi Bogusław Kott.

Dariusz Górski z DB Securities jest ostrożniejszy w kreśleniu tak pozytywnych scenariuszy na 2008 r. Uważa, że będzie się on mocno różnił od minionego.

— 2007 r. był pod kilkoma względami wyjątkowy dla branży. Świetnie sprzedawały się kredyty hipoteczne, fundusze inwestycyjne, można było zarobić na depozytach, bo stopy w NBP rosły szybciej niż w bankach. Generalnie ryzyko działalności było niewielkie. W tym roku będzie inaczej — przewiduje Dariusz Górski.

Weźmy kredyty hipoteczne — wszyscy zapowiadają spowolnienie dynamiki. Fundusze inwestycyjne? Na razie nie ma o czym mówić. Depozyty? Na rynku już się zaczęła walka o lokaty, za co trzeba będzie zapłacić. I wreszcie ryzyko — sytuacja na rynkach finansowych wciąż jest mocno niepewna i pod znakiem niepewności upłynie prawdopodobnie cały rok.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane