Dobry neon się nie starzeje

Agnieszka Rodowicz
opublikowano: 30-05-2019, 22:00

Jacek Hanak od ponad 40 lat robi neony. Niezależnie od panującego ustroju najważniejsze jest dla niego, by zrozumieć projekt.

Był rok 76. Jacek Hanak po Technikum Elektrycznym w Warszawie szukał pracy. Trafił do Stołecznego Przedsiębiorstwa Instalacji Reklam Świetlnych. Duży państwowy zakład miał wtedy oddziały w kilku miejscach w mieście. Dwudziestolatka przydzielono do punktu na Powiślu.

Wyświetl galerię [1/20]

Fot. Marek Wiśniewski, materiały prasowe

— Pasowało mi, żeby się zająć neonami, tym bardziej że w tym czasie płace w tej branży były dobre — wspomina warszawiak z dziada pradziada, który stolicę zna od podszewki.

Jej neony też, bo w latach 70. dużo chodził nocami po Warszawie. Stolica była jeszcze nie całkiem odbudowana, pełna gruzów, wizualnie byle jaka, ale jej światła były piękne, bo miasto postawiło na neony.

— Jeśli któryś z pierwszych sekretarzy dzielnicy miał dużą siłę przebicia, to nawet nad warzywniakiem świecił neon — mówi Jacek Hanak.

Nic nie reklamował, bo przecież w sklepach pusto było, ale ładnie wyglądał. Zakłady przemysłowe miały od dachu do ziemi neony zaprojektowane przez znanych artystów.

— Tak sobie tę Warszawę wykombinowali ludzie partyjni i Śródmieście w nocy wyglądało piękniej niż dziś — ocenia Jacek Hanak.

Zakład, w którym pracował, działał z rozmachem. Mieli własne modelki, znakomici artyści robili projekty, a 350 pracowników przekładało je na język techniczny.

Trudy transformacji

Po 89 r. miasto zostawiło magazyny z zapasami na 300 lat, trzema setkami pracowników i zobowiązaniami wobec klientów.

— Budynki stały na miejskim terenie, każdy z pracowników został udziałowcem, ale bez prawa do ziemi, całość była niesterowalna — wspomina Jacek Hanak.

Powoli ludzie się wykruszali. Jak ktoś odchodził, zakładał własną firmę. Powstało kilkanaście zakładów produkujących neony. Niewiele przetrwało.

— Ludziom się wydawało, że to proste, ale nie dawali sobie rady — uważa Jacek Hanak.

On wraz z czterema osobami powołał prywatną spółkę. W 93 r. zostało ich dwóch: dyrektor techniczny i Jacek Hanak, który de facto zajmował się produkcją wraz z setką pracowników.

— Budynki były w rozpaczliwym stanie, wszystko było na mojej głowie, w którymś momencie miałem dość. Powiedziałem, że odchodzę. Wtedy wszyscy uprosili mnie, bym został, zarządzał firmą, a jednocześnie robił swoje. Tak też zrobiłem — mówi Jacek Hanak i dodaje, że konkurencja była mała.

Za komuny zaopatrywali całą Polskę. Po transformacji konkurencja ledwo raczkowała. Klienci sami przychodzili. Tak jest do dziś.

— Nadal nie mam konkurencji, mimo że na Mazowszu jest 600 podobnych firm — twierdzi rzemieślnik.

Dziś transformatory są lepiej wykonane, a końcówki trwalsze, jednak literatura na temat neonów jest przedwojenna. To wciąż ręczna robota i nie każdy umie ją wykonać.

— Nie dzięki mnie neony są ładne, lecz dzięki pięknym projektom — mówi skromnie Jacek Hanak.

Trzeba jednak przełożyć projekt na kształt neonowych rurek. To akurat on umie robić.

Neon dla artysty

Po latach doświadczeń Jacek Hanak stwierdził, że na emeryturze będzie nadal robił neony, tyle że na mniejszą skalę. Zwłaszcza że miał kontakty, ludzie i tak przychodzili. Przede wszystkim artyści i fani neonów.

— I wszyscy się zachwycali, że neony są takie piękne. Mnie spowszedniały, ale jestem łasy na komplementy — mówi Jacek Hanak.

Po transformacji świetlne reklamy w Warszawie straciły właścicieli, zrobiły się mało świecące, za to mocno skorodowane. Jacek Hanak zaczął współpracować z ludźmi, którzy zrobiliby wszystko, by neony ratować. Tak jak Paulina Ołowska, malarka, która za pieniądze ze sprzedanych obrazów odrestaurowała Dancing i Siatkarkę. Potem pojawił się człowiek, który postanowił założyć muzeum neonów. Jacek Hanak doradzał, remontował, naprawiał. Na nowo zaświeciły Berlin, Jaś i Małgosia. Neony zaczęły się robić modne. Do Jacka Hanaka trafiali kolejni pasjonaci.

— Mam duszę altruisty. Kiedy widzę, że ktoś ma mało pieniędzy, a dobry pomysł, to pomagam — mówi rzemieślnik.

Jego wiedza przydała się, gdy przyszedł do niego grafik Maurycy Gomulicki z pomysłem na szklankę z lemoniadą. No bo

gdzie by znalazł neoniarza, który zrobiłby szklankę wysokości trzypiętrowego budynku? Jacek Hanak pracował w branży od dawna, neonowe reklamy stawiał i na drewnianych kościołach, i na betonowych budynkach. Współpracował z konstruktorami, architektami, elektrykami. Neon umiał postawić wszędzie.

— A artysta był wymagający. Gdy kółeczka imitujące bąble były oddalone od siebie o centymetr, wyłapywał to wzrokiem. Dzięki temu rezutat jest znakomity. Choć moja robota to tylko cześć zamysłu i pracy artysty — mówi Jacek Hanak.

Neon, który powstał w 2009 r., zainstalowano w parku Kępa Potocka na warszawskim Żoliborzu.

U fryzjera i w piekarni

Do Jacka Hanaka przychodzą też przedsiębiorcy.

— Dawniej, żeby przeżyć, robiłem dla nich wszystko: kasetony, podświetlenie ledowe, szyldy, plansze. Od jakiegoś czasu robię tylko neony. W każdym miesiącu powstaje ich kilkanaście. Zamawiają je na przykład osoby, które chcą sobie zrobić nad łóżkiem neonik Relaks albo neonowe Hello w przedpokoju. Klientów mam bardzo różnych, lecz wszyscy, gdy do mnie docierają, mówią: „Dużo o panu słyszeliśmy”. Cieszę się, że prowadzę taką małą działalność, mam z tego przyjemność, a załoga pracę — twierdzi Jacek Hanak.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Niektórzy zaczynali pracę przy neonach w latach 70. Współcześnie robią to tymi samymi narzędziami i z tych samych materiałów.

— Gdy konserwator zabytków dawał zgodę na remont jakiegoś neonu, kontrolował naszą pracę. Gdy nabrał do nas zaufania, naprawiliśmy wszystkie neony na Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Nie można zrobić nowej neonowej litery, trzeba połatać starą — mówi Jacek Hanak.

Neony z jego pracowni wiszą i na najważniejszych budynkach w Polsce, i u lokalnego krawca, fryzjera czy w piekarni. Rzemieślnik współpracował z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, jego prace są w i Moskwie, i w Paryżu.

— Dotarli do mnie chyba wszyscy fani neonów, bo zawsze mam dla nich czas i każdy neon realizuję bez większych poprawek — mówi Jacek Hanak.

Najbardziej jednak jest zadowolony, gdy restauruje starą świetlną reklamę. Ostatnio miał wielką przyjemność z wyremontowania neonu Sport, Turystyka, Wypoczynek na budynku Stołecznego Centrum Aktywności.

— Pamiętałem go sprzed wielu, wielu lat. To był piękny neon. Znowu świeci — mówi z zadowoleniem Jacek Hanak.

Czasami ktoś jednak powie: „Wie pan, neon to przeżytek. Szczególnie taki czerwony”.

Argon czy freon?

— Zrobić neon to prosta rzecz, naprawdę — przekonuje Jacek Hanak.

Najpierw trzeba kupić w hucie bezbarwne szklane rurki dowolnej średnicy. Palnikiem wygina się je w pożądany kształt. Potem trzeba w rurce wytworzyć próżnię. Robi się to za pomocą specjalistycznych urządzeń. Są mierniki, które pokazują, jakie jest podciśnienie, a jest ogromne.

— Gdyby można było zrobić 100-procentową próżnię, neony byłyby wieczne, bo gaz szlachetny, który wpuszcza się do rurki, by się nie utleniał. Resztki powietrza jednak zostają i po 20 latach gaz się utlenia — wyjaśnia Jacek Hanak.

W neonach używa się argonu albo neonu. Gdy gaz jest zamknięty w rurce, trzeba dołożyć końcówki elektryczne i przepuścić prąd. Neon świeci na czerwono, argon na niebiesko.

— W bezbarwnej rurce z neonem, podłączonej do napięcia, gaz świeci na atrakcyjny czerwony kolor. Gdy damy argon, zaświeci na byle jaki, ledwo widoczny niebieski — tłumaczy dalej Jacek Hanak.

Do rurki można jednak wlać klej i wsypać luminofor, związek chemiczny wrażliwy na światło, który przykleja się do ścianek. W ten sposób kolor argonu lub neonu można zmienić na dowolną barwę. Na przykład z niebieskiego zrobi się zielony, żółty, różowy… Współcześnie można też kupić rurki już pomalowane na dowolny odcień. Najczęściej produkcji niemieckiej lub włoskiej, bo te kraje specjalizują się w neonach.

Umiejętność rozmowy

Pięć lat temu Jacek Hanak przeprowadził pracownię na Targówek Fabryczny. W budynku należącym do prywatnego właściciela mógł negocjować warunki najmu.

— To ważne, bo artyści nie mają dużo pieniędzy, a metr neonu kosztuje w granicach2-3 tysięcy. Najczęściej ich projekt rozbija się o finanse. A ja, żeby utrzymać firmę i załogę, muszę sprzedać kilkanaście neonów w miesiącu — mówi Jacek Hanak.

Ze strachu, że za chwilę nie będzie miał co robić, bardzo rzadko komuś odmawia.

— Jak słyszę, że coś ma być pilne, to robię wszystko, żeby zdążyć. A że mi się coś nie podoba? Skoro innym pasuje, to co mi tam, że akurat ja w tym nie gustuję — uważa Jacek Hanak.

Pracuje jednak już tylko kilka godzin dziennie.

— Wnuczki są dziś dla mnie najważniejsze — deklaruje rzemieślnik.

Jest w pracy tylko do dziesiątej, ale codziennie, by ustalić szczegóły z pracownikami. Najtrudniejsze jest to, co wciąż robi on: patrząc na projekt, wie, gdzie włożyć rurkę, żeby neon dobrze wyglądał. Wie też, jak zrobić neon, by nie przyćmiła go konstrukcja. Wszystko dzięki temu, że umie rozmawiać z klientami.

— Kiedyś na przykład profesor Józef Wilkoń, malarz i rzeźbiarz, zrobił projekt pegaza dla biblioteki w Piasecznie. Wydział Kultury Urzędu Miasta ogłosił przetarg na wykonanie neonu. Projekt był piękny, lecz zbyt skomplikowany na neon — wspomina Jacek Hanak.

Złożył jednak ofertę do urzędu, a potem wielokrotnie spotykał się z artystą i pegaz został w neonie świetnie odzwierciedlony.

— No i tak się to ułożyło. Każdy ma jakąś pracę, ja w neonach. A że jeszcze dziękują, chwalą, przysyłają podziękowania… Niegłupia sprawa mieć przyjemność z roboty — kończy skromnie Jacek Hanak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Rodowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu