#DobryNews: Harvard pokazał drogę do klasy średniej

Dwie dekady temu przedzierała się do USA schowana w ciężarówce wypełnionej bananami. Teraz należy do klasy średniej.

Martha Bonilla urodziła się gdzieś w zaścianku Salwadoru. Kobieta przekroczyła Meksyk ukryta w transporcie bananów i w wieku 20 lat dostała się nielegalnie do Stanów Zjednoczonych. Ta historia nie mogła się dobrze skończyć. Świat nie daje zbyt wielu szans i wspaniałych okazji, więc trudno przebić się przez kolejne poziomy społecznej hierarchii. Przenieśmy się jednak w czasie o ponad dwie dekady.  

- Pani Bonilla siedzi przy swoim kuchennym stole w solidnej mieszczańskiej dzielnicy West Roxbury. Ona i jej mąż, Felipe Villatoro, oboje legalni mieszkańcy, kupili dom 12 lat temu za 350 tys. USD. To ich drugi; wynajmuje pierwszy członkom dalszej rodziny - czytamy w dzienniku „The New York Times”.  

Do tego wakacje na Florydzie i spore miesięczne opłaty za studia córki. Kobieta pracuje na najniższych szczeblach sektora usług, konkretnie w kuchni dostawcy posiłków. Teoretycznie należy więc do najgorzej opłacanej grupy zawodowej za oceanem. Nie ma wykształcenia. Przygotowuje śniadania i obiady dla osób uczestniczących w kursach w Harvard Business School.  

Cuda się nie zdarzają - mawiają niektórzy. A może jednak? 

„The New York Times” przypomina, że osoby będące na liście płac zewnętrznego kontrahenta Harvardu otrzymują takie same wynagrodzenie i świadczenia, jakie mieliby jako bezpośredni pracownicy uczelni, w tym ubezpieczenie zdrowotne i świadczenia emerytalne, płatne urlopy i pomoc w opiece nad dzieckiem. Martha Bonilla zarabia więc 25 USD na godzinę i dorabia w niepełnym wymiarze na gotowaniu w akademiku. W sumie zarabia 1,5 tys. USD tygodniowo, co przekracza w USA typowe wynagrodzenie pracownika z tytułem magistra.  

Dodam, że zasady obowiązujące na Harvardzie nie są świeżym eksperymentem, ale zostały zatwierdzone 16 lat temu przez Lawrence’a H. Summersa, ówczesnego rektora. To człowiek orkiestra, bo oprócz gabinetu rektora zajmował w swojej karierze jeszcze kilka innych, w tym sekretarza skarbu USA i głównego ekonomisty Banku Światowego.  

Amerykańska gazeta znowu pisze o tych zasadach z powodu nieustającej walki o poprawę wynagrodzeń najgorzej zarabiających. Najczęściej są oni zatrudniania w nisko płatnych zawodach związanych z usługami. Pracują często u podwykonawców lub poddostawców.  

Ekonomiści po dziś dzień dzielą się na tych, którzy uważają, że takie innowacje są dobre dla gospodarki, bo poprawiając jakość życia i niwelując nierówności, pozytywnie stymulują wydajność i tych, którzy nie zostawiają na tego typu pomysłach suchej nitki.  

Harvard nie wprowadził zresztą takich zasad dlatego, że nagle po prostu uznał, że tak będzie sprawiedliwie. Propozycje przygotowała komisja reagująca na głośne protesty studentów, którym nie podobało się, że uczelnia obracającą miliardami nie potrafi zapewnić godziwego zarobku osobom będącym najniżej w drabince pracowniczej.  

Innowacja czasem rodzi w chwili kryzysu i bywa wywalczona, wręcz wyszarpana. Dosłownie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / #DobryNews: Harvard pokazał drogę do klasy średniej