Dokładanie do hutniczego pieca

Barbara Warpechowska
22-03-2011, 00:00

Czy huty zapomniały o kryzysie? Raczej utrzymują czujność. Ale ArcelorMittal Poland już uruchomił wielki piec w Krakowie.

Polskie huty stopniowo wychodzą na prostą

Czy huty zapomniały o kryzysie? Raczej utrzymują czujność. Ale ArcelorMittal Poland już uruchomił wielki piec w Krakowie.

Po dołku rośnie koniunktura na stal. Dobrze ilustruje to sytuacja Grupy ArcelorMittal, największego koncernu hutniczego. Dzięki zakładom w ponad 20 krajach na czterech kontynentach firma jest obecna na wszystkich kluczowych rynkach hutniczych.

— Jesteśmy przekonani, że na rynku stalowym sukcesywnie następuje poprawa. Już w ubiegłym roku odnotowaliśmy wzrost, zarówno wielkości produkcji, jak i zamówień. Globalnie wskaźnik EBITDA dla Grupy ArcelorMittal osiągnął w 2010 r. 8,5 mld USD, z czego 1,9 mld USD przypadło na czwarty kwartał. Oznacza to, że w ujęciu rocznym wypracowaliśmy 52-procentowy wzrost. Dochód netto za ubiegły rok wyniósł 2,9 mld USD, czyli 1,93 USD w przeliczeniu na akcję. ArcelorMittal odnotował także 22 proc. wzrostu sprzedaży, która sięgnęła 85 mln ton — mówi Sanjay Samaddar, dyrektor generalny i prezes ArcelorMittal Poland.

Wychodzenie z kryzysu

Lepiej jest też w Polsce.

— W 2010 r. wyprodukowano u nas 8 mln ton stali surowej, o 12,2 proc. więcej niż w kryzysowym 2009 roku. Produkcja wyrobów gotowych walcowanych na gorąco wyniosła 6,9 mln ton i była o 10,8 proc. wyższa — informuje Romuald Talarek, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej (HIP-H).

Wzrosła też produkcja wszystkich rodzajów wyrobów walcowanych na gorąco (wyroby płaskie i długie) oraz na zimno i rur stalowych.

Wojciech Szulc, kierownik Zakładu Analiz Techniczno-Ekonomicznych Instytutu Metalurgii Żelaza, uważa, że perspektywy dla rynku stali są pomyślne.

— 2009 rok nie był zły dla branży, a obecny zapowiada się równie dobrze, choć odbudowa rynku po kryzysie nie nastąpi tak szybko, jak oczekiwaliby producenci. Stopniowy wzrost cen pokazuje, że łagodnie wychodzimy z kryzysu — zauważa Wojciech Szulc.

Coraz wyższy import

Wzrosło jawne zużycie wyrobów stalowych gotowych. Wyniosło 9,83 mln ton i było wyższe o 20 proc. od odnotowanego w 2009 r. Problemem jest jednak wciąż niskie, zaledwie 63-procentowe, wykorzystanie zdolności produkcyjnych polskiego hutnictwa (średnia unijna to około 70 proc.). Jedną z przyczyn jest bardzo wysoki udział importu, sięgający 60 proc., w krajowym zużyciu stali.

— W 2010 r. import stali wyniósł 6,7 mln ton i był wyższy o 22 proc. niż w 2009 r. Polski eksport w wysokości 4,2 mln ton był wyższy o 5,3 proc. w stosunku do 2009 r. Bilans wymiany w 2010 r., zarówno według ilości, jak i wartości, był ujemny — wskazuje Romuald Talarek.

Wykorzystaniu mocy produkcyjnych nie sprzyjają też wysokie ceny energii elektrycznej i gazu oraz polityka klimatyczna UE. Emisja CO2 w hutnictwie stalowym stanowi 4 proc. emisji krajowej. Poprawa tego wskaźnika wymaga wprowadzenia jeszcze nowocześniejszych technologii produkcji i dostępu do "mniej nawęglonej" energii elektrycznej. Dodatkowe koszty dla hut niesie też konieczność dostosowywania sektora do kolejnych dyrektyw unijnych. Coraz bardziej znaczącym składnikiem kosztów wytwarzania stali stają się koszty środowiskowe.

Drożeją surowce

Prognozy World Steel Association zakładają 6 proc. wzrostu w przemyśle stalowym. Koniunkturę nakręca ożywienie w budownictwie, inwestycje infrastrukturalne i zapowiadane inwestycje w energetyce. Większe zużycie deklarują także branże motoryzacyjna i AGD oraz producenci rur i konstrukcji stalowych.

Podaż wyrobów stalowych na polskim rynku będzie rosła, o czym świadczy m.in. uruchomienie kilka dni temu trzeciego wielkiego pieca przez ArcelorMittal Poland. Bez rozeznania rynku takiej decyzji nikt przecież nie podejmuje. Dwa piece w Dąbrowie Górniczej mają wydajność około 5 mln ton surówki rocznie. Włączony w krakowskim oddziale umożliwia wyprodukowanie przez rok 1,3 mln ton.

Wzrost zużycia stali winduje też ceny surowców. Drożeją rudy żelaza, złom i koks. Huty w Polsce korzystają głównie z rud ukraińskich i rosyjskich. Rocznie potrzebują ich około 7-9 mln ton.

Kiedyś ceny rud ustalano w rocznych kontraktach, teraz robi się to kwartalnie, więc trudniej je prognozować. Światowe koncerny stalowe stają się właścicielami kopalni rud żelaza, co oznacza, że same w dużym stopniu wyznaczają tendencje na rynku.

— ArcelorMittal dąży do zwiększenia samowystarczalności Grupy w zakresie dostaw surowców, w tym m.in. rudy żelaza. W ubiegłym roku wydobyliśmy 48,9 mln ton tego surowca, gdy rok wcześniej 37,7 mln ton. Wspólnie z Nunavut Iron Ore sfinalizowaliśmy transakcję kupna Baffinland Iron Ore Mines Corporation — wysokiej jakości złóż rudy żelaza w północnej Kanadzie — mówi Sanjay Samaddar.

Optymizm na przyszłość

Japonia jest drugim producentem stali na świecie. Czy trzęsienie ziemi wpłynie na sytuację sektora stalowego?

— Japończycy wyprodukowali w ubiegłym roku około 110 mln ton stali, a wyeksportowali z tego w wyrobach 30-40 proc. Konieczność odbudowy infrastruktury spowoduje, że duża część produkcji będzie wykorzystywana na potrzeby wewnętrznego rynku. Dlatego Japończycy zapewne oddadzą rynki, a ponieważ życie nie znosi próżni, zajmie je ktoś inny — uważa Wojciech Szulc.

Romuald Talarek uważa, że więcej o kondycji branży będzie można powiedzieć w kwietniu, kiedy hutnictwo podsumuje pierwszy kwartał. Ale prognozy na ten i przyszły rok są optymistyczne.

— Nie ma powodów, by przewidywać jakieś załamania, ale nie ma też co liczyć na takie wzrosty, jak w latach 2004-08, które były wyjątkowe — mówi Wojciech Szulc.

Również Sanjay Samaddar podkreśla, że wyniki pozwalają z optymizmem patrzeć w przyszłość.

— Szacujemy, że po pierwszych trzech miesiącach 2011 r. wskaźnik EBITDA dla całej Grupy będzie oscylował pomiędzy 2 a 2,5 mld USD. Zakładamy również wzrost wykorzystania mocy produkcyjnych do 76 proc., gdy w czwartym kwartale 2010 roku wynosił on 69 proc. W skali roku spodziewamy się wzrostu zużycia jawnego o 6,5 proc., co wykracza ponad prognozę World Steel Association — zapowiada prezes ArcelorMittal Poland.

z pracĄ gorzej

Zatrudnienie w sektorze stalowym na koniec 2010 r. wyniosło 25 475 osób i było mniejsze o 818 osób niż na koniec 2009 r. (spadek o 3,1 proc.).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Huty / Dokładanie do hutniczego pieca