Dołączą mniejsze miasta

Maciej Dobrzyniecki
opublikowano: 08-06-2007, 00:00

Duży nacisk na wzrost płac ma związek z otwarciem dla Polaków europejskich rynków zatrudnienia. Stale ubywa nam inżynierów, informatyków, lekarzy, pielęgniarek. A ci, którzy zostają w kraju, porównują swoje zarobki do tych w tak zwanej starej Unii. Poza tym są świadomi problemów kadrowych rodzimych firm. To sprawia, że coraz śmielej domagają się podwyżek. Zjawisko to ma już charakter masowy.

Fala roszczeniowa zaczęła się od budownictwa. Pensje w tym sektorze wzrosły ostatnio o 30-40 procent i nic nie wróży zahamowania tej tendencji. Wystarczy zobaczyć, ile powstaje dróg. Stąd ciągłe zapotrzebowanie na brukarzy, zbrojarzy, betoniarzy, a najlepsi fachowcy wyjechali do Wielkiej Brytanii, Irlandii czy Hiszpanii.

Cieszyłbym się ze wzrostu płac, gdyby towarzyszył mu wzrost produktywności. Niestety, pod względem PKB znacznie odstajemy od Czechów, Węgrów czy Estończyków, nie mówiąc już o mieszkańcach państw zachodnich. Prawdą jest, że grubsze portfele to większe zakupy. Jednak rozwój gospodarczy napędza nie konsumpcja, lecz inwestycje. Tych byłoby więcej, gdyby nie podwyżki, które na przedsiębiorcach wymuszają korektę budżetów.

Potwierdzam, że takie ośrodki, jak Wrocław, Katowice, Kraków, Gdańsk, gonią Warszawę, jeśli chodzi o wysokość wynagrodzeń. W najbliższych dwóch-trzech latach do tego wyścigu włączą się także 100-, 150-tysięczne miasta.

Maciej Dobrzyniecki

wiceprezes zarządu Business Centre Club

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Dobrzyniecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu