Dolar najlepszą alternatywą w dłuższym terminie

  • Marek Rogalski
29-06-2015, 00:00

Podwyżka stóp przez Fed w najbliższych miesiącach jest przesądzona, czego nie można powiedzieć o posunięciach innych banków centralnych

Ubiegłe wakacje były przełomowe. W lipcu amerykańska waluta wyrwała się z marazmu i rozpoczęła długi marsz w górę. W ciągu ośmiu miesięcy, czyli do marca 2015 r. globalny indeks dolara (US Dollar Index) zyskał na wartości 25 proc., notując zwyżkę z okolic 80 pkt. w rejon 100 pkt. W kraju wzrost był jeszcze większy — dolar podrożał z 3 zł do 3,96 zł, a więc o 32 proc. Tak wysokie tempo wzrostu było trudne do utrzymania — od marca amerykańska waluta znajduje się w fazie korekty. Rynek przeliczył się z oczekiwaniami dotyczącymi przyszłej polityki amerykańskiego banku centralnego, które były głównym motywem ruchu.

Fed woli być ostrożny

Ostatnie posiedzenie Fedu, które odbyło się 17 czerwca pokazało, że członkowie Rezerwy Federalnej chcą mieć większą pewność co do słuszności decyzji o podwyżce stóp procentowych. Według słów Janet Yellen, które padły na konferencji prasowej, chodzi tu o tendencje na rynku pracy, ale również scenariusze związane ze wzrostem inflacji. Jednocześnie szefowa Fedu przyznała, że 7 z 17 członków (wprawdzie to nie połowa, ale jednak grupa mająca wpływ) uważa, że w tym roku wystarczająca byłaby jedna podwyżka stóp procentowych. Stąd też na rynku zaczyna utrwalać się termin grudniowy, co dobrze widać na rynku kontraktów na stopę procentową, notowanych na giełdzie CME.

Żonglerka oczekiwaniami związanymi z poziomem stóp procentowych świetnie tłumaczy ostatnie ruchy na rynku dolara. Warto wspomnieć, że jeszcze na początku marca większość uczestników rynku wierzyła w to, że Fed rozpocznie cykl już w czerwcu i będzie on raczej stromy w kolejnych latach. Pretekstem do tego miała być zmiana formuły w komunikacie,która wcześniej zakładała, że bank centralny pozostanie przez dłuższy czas cierpliwy w kwestii podwyżek stóp procentowych.

Inwestorzy jednak szybko zauważyli po marcowym komunikacie, że wyczekiwana rewolucja ma na celu tylko zwiększenie elastyczności działań banku centralnego, a Fed nie ma zamiaru się spieszyć. Bo i dane z gospodarki, które miały być świetne, ponownie rozczarowały. Powtórzył się casus z I kwartału 2014 r., kiedy to sroga zima dała się mocno we znaki. Ostatecznie, co pokazały dane opublikowane 24 czerwca, w I kwartale gospodarka skurczyła się o 0,2 proc. w ujęciu zanualizowanym. W całym roku ma wzrosnąć o 1,8-2,0 proc. To jednak mniej niż szacowane jeszcze w marcu 2,3- 2,7 proc. i 3,0 proc., które przewijało się w komentarzach części ekonomistów na początku roku.

Dolar silny problemami innych…

Tak było zawsze, czemu ma być inaczej teraz? Siła dolara, zwłaszcza w relacji do złotego, która była widoczna na początku tego roku była pośrednio wynikiem wyraźnej słabości euro. Był to okres, kiedy rynki finansowe żyły w strachu przed deflacją, a na porządku dziennym były spekulacje, jak mocne działa wytoczy prezes Europejskiego Banku Centralnego. Ostatecznie Mario Draghi zdecydował się w styczniu na bezprecedensową decyzję w historii ECB i zgodził się na szeroki skup aktywów, głównie obligacji skarbowych. Program QE o wartości 60 mld EUR miesięcznie ruszył w marcu. Jednocześnie w tym samym okresie kurs EUR/USD zanotował lokalny dołek i rozpoczął korektę wzrostową. Trend odwrócił się w momencie, kiedy zapowiedzi działań stały się faktem.

Jeszcze pod koniec stycznia rozpoczął się nowy rozdział w historii Grecji, który jak na razie nie znalazł swojego końca. Do władzy doszła skrajnie lewicowa Syriza, która zawiązała rząd z niewielką partią Niezależni Grecy. Jednymi z pierwszych decyzji były zawieszenie dotychczasowych ustaleń z wierzycielami oraz wezwanie do wypracowania nowego kompromisowego rozwiązania, które w większym stopniu uwzględniałoby greckie interesy. Według Syrizy większy akcent powinien być położony na wspieranie wzrostu gospodarczego, a mniejszy na dalsze poszukiwania oszczędności, które tylko wpędzają kraj w recesję.

Elementem porozumienia powinna być też znaczna redukcja długu, także w formie zamiany na obligacje perpetualne indeksowane wzrostem PKB — innymi słowy, Grecy płaciliby tylko odsetki, a zadłużenie byłoby tylko księgowym zapisem. Problem w tym, że na takie rozwiązania nie chcą zgodzić się wierzyciele, zwłaszcza Niemcy, którzy w największym stopniu finansowali wcześniejsze programy pomocowe.

Możliwy impas w rozmowach będzie skutkował ogłoszeniem technicznego bankructwa Grecji w sytuacji niemożności spłacenia należności wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego w dniu 30 czerwca. Największe obawy będzie jednak budzić kondycja greckich banków, które ostatecznie mogą otrzymać zbyt małą kroplówkę od Europejskiego Banku Centralnego, pośrednio wspierajacego je przez linię ratunkową ELA. To może doprowadzić do chaosu w Grecji i tym samym zatrząść europejskimi rynkami finansowymi, choć raczej na krótko. Ale przy założeniu, że rząd Syrizy upada i tworzy się technokratyczny rząd jedności narodowej, który jest skłonny podjąć dalsze negocjacje z wierzycielami. Tak czy inaczej każde zamieszanie na rynkach zwyczajowo sprzyjało dolarowi, który ma status bezpiecznej przystani.

…i słabością pozostałych gospodarek

Inna sprawa, że inwestorzy coraz wyraźniej dostrzegają inną jakość danych makroekonomicznych z USA w porównaniu z resztą gospodarek rozwiniętych. Tym samym podwyżka stóp przez Fed w najbliższych miesiącach jest przesądzona, czego nie można powiedzieć o posunięciach innych banków centralnych. ECB wprawdzie udało się zażegnać ryzyko deflacji w strefie euro, ale ożywienie w gospodarce pozostaje umiarkowane, a do tego nie wiadomo, czy rzeczywiście uda się skutecznie odizolować od greckiego zamieszania.

W Europie najbardziej jastrzębi wydaje się być Bank Anglii, ale również tutaj problemem może być nadmierna siła funta względem innych walut, która nie jest w interesie decydentów. Najbardziej gołębia flanka na świecie to obecnie RBNZ (bank centralny Nowej Zelandii), gdzie rozpoczęła się właśnie seria obniżek stóp procentowych oraz Bank Japonii, który na razie nie widzi konieczności zastanawiania się nad wyjściem z gigantycznego programu skupu aktywów. I nie przeszkadza mu w tym kolejna fala osłabienia się japońskiego jena, która miała miejsce w ostatnich miesiącach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MAREK ROGALSKI główny analityk walutowy Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska S.A.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Dolar najlepszą alternatywą w dłuższym terminie