Dopóki nadzieje żyją, korekta oznacza korektę

16
opublikowano: 03-09-2009, 00:00

Inwestorzy na całym świecie bardzo przejęli się początkiem września. Wszędzie mówi się o złej sławie tego miesiąca  (statystycznie najgorszy miesiąc w roku dla akcji) i o tym, że akcje są już "trochę" przewartościowane. Takie nastroje muszą sprokurować korektę, ale nie powrót do bessy. Korektę, która powinna się jeszcze we wrześniu zakończyć, bo przecież nadzieje na poważne ożywienie gospodarcze jeszcze nie umarły.

Kolejny raz nie można było winić za spadki danych makroekonomicznych. Były one bardzo dobre. Na przykład indeks PMI dla Chin wzrósł po raz szósty z rzędu (54 pkt), pokazując, że gospodarka się rozwija. W USA też według instytutu ISM przemysł zaczął się wreszcie rozwijać. Indeks ISM był już w lipcu blisko krytycznych 50 pkt. Tym razem je przekroczył i to wyraźnie mocniej, niż tego oczekiwano — wzrósł do 52,9 pkt. Na dodatek indeks podpisanych umów kupna domów na rynku wtórnym wzrósł o 3,2 procent.

Jak widać, rynek dostał znakomite dane, ale znaleziono w nich wady. Wady, które przecież były od dawna znane: dobre dane to skutek pomocy rządowej. W przypadku indeksu ISM pomagały dopłaty do wymiany aut (program już wygasł), który zwiększał produkcję tego sektora gospodarki, a w przypadku rynku nieruchomości pomagały dopłaty do kupna domu (wygasa z końcem listopada). Nie muszę zapewne dodawać, że jeszcze miesiąc temu takie "wady" tych raportów nie byłyby dostrzeżone. Po ich publikacji indeksy we wtorek ruszyły na północ, a indeks SP 500 zbliżył się do obszaru, który od ponad tygodnia nie pozwala na wzrosty indeksów. Tam podaż uderzyła z potężną siłą, szybko przeceniając indeksy o dwa procent. Widocznie technika też pomagała niedźwiedziom.

Najgorzej zachowywał się sektor finansowy. Liderzy półrocznych wzrostów byli niemiłosiernie wyprzedawani. Pomagały niedźwiedziom krążące po rynku pogłoski o kłopotach i stratach banków. Spadki cen surowców dodatkowo szkodziły indeksom giełdowym, co jeszcze bardziej zwiększało presję podaży w innych sektorach. Jak widać, zwolennicy wrześniowych spadków mogą (chwilowo) tryumfować. Korekta jest w toku, ale mamy problem. Indeksy spadają, mimo że dane makro są coraz lepsze. To jest groźne dla niedźwiedzi, bo w dowolnej chwili dobre informacje mogą się skumulować i doprowadzić do dużego wzrostu indeksów. Po prostu nie wiemy, kiedy rynek przestanie reagować wyprzedażą na publikację dobrych danych. We wrześniu nastroje mogą się jeszcze zmienić. To prawie pewne, jeśli zastosuje się kontrariańskie rozumowanie: nie może stać się to, o czym mówią wszyscy.

Przy okazji: czytelnicy pytają mnie, czy przypadkiem nie zmieniłem pracy. Dowiedziałem się, że Piotr Kuczyński został prezesem pewnej spółki doradczej. To nie ja. Zapewniam, że w swojej pracy czuję się bardzo dobrze.

Piotr Kuczyński

główny analityk Xeliona

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: 16

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy