Dotacje dla ryzykantów, zwrotne dla asekurantów

Rozmawiała Dorota Zawiślińska
opublikowano: 22-10-2017, 22:00

Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju, zaznacza, że po 2020 r. najkorzystniejszym wariantem dla Polski byłaby siedmioletnia perspektywa finansowa. — Umożliwia ona zaplanowanie działań w dłuższym okresie i realizację wieloletnich, dużych projektów inwestycyjnych — podkreśla wiceminister.
Zobacz więcej

LEPIEJ NA SIEDEM LAT:

Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju, zaznacza, że po 2020 r. najkorzystniejszym wariantem dla Polski byłaby siedmioletnia perspektywa finansowa. — Umożliwia ona zaplanowanie działań w dłuższym okresie i realizację wieloletnich, dużych projektów inwestycyjnych — podkreśla wiceminister. Marek Wiśniewski

Fundusze UE Po 2020 r. granty powinny być dostępne dla firm realizujących projekty obarczone wysokim stopniem ryzyka. Będziemy wspierać innowacje i badania kluczowe dla podnoszenia konkurencyjności gospodarki i przedsiębiorstw — mówi Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju, w rozmowie z „PB”

„Puls Biznesu”: Jak będzie wyglądała polityka spójności po 2020 r.?

Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju: Na pewno będzie kontynuowana, ale nie będzie taka sama, jak do tej pory. Z pewnością jest to i nadal pozostanie największa polityka inwestycyjna Unii Europejskiej. Obecnie na forum UE trwają rozmowy na temat długości przyszłej perspektywy — czy ma być pięcioletnia, czy też dziesięcioletnia, ale podzielona na dwa pięcioletnie etapy. Najwięcej głosów biorących udział w dyskusji opowiada się jednak za pozostawieniem siedmiolatki. Z naszego punktu widzenia również jest ona najlepszym wariantem.

Dlaczego?

Po pierwsze pozwala na zaplanowanie działań w dłuższym okresie. Co ważne, umożliwia realizację wieloletnich, dużych projektów inwestycyjnych. Po drugie, w przypadku skrócenia perspektywy do pięciu lat mielibyśmy problemy z wykonaniem dłużej trwających przedsięwzięć infrastrukturalnych.

Czy system grantowy powinien pozostać dominującą formą wsparcia dla przedsiębiorców?

Generalnie w polityce spójności powinien przeważać system grantowy. Powód? Większość wspieranych przedsięwzięć to zadania publiczne albo realizowane przez przedsiębiorców ryzykowne projekty. W tym przypadku dotacje sprawdzają się lepiej niż instrumenty zwrotne. Zakładamy, że w nowej perspektywie system grantowy będzie utrzymany dla firm w tych dziedzinach, w których rynek nie działa lub działa bardzo słabo, a projekty są obarczone wysokim stopniem ryzyka. To oznacza, że po 2020 r. będziemy skupiali się na zadaniach związanych ze wsparciem innowacji i badań, które są kluczowe dla podnoszenia konkurencyjności całej gospodarki, w tym przedsiębiorstw. W mniejszym stopniu będziemy przeznaczać granty na standardowe wsparcie rozwoju firm, czyli dofinansowanie inwestycji, np. w ich rozbudowę czy zakup nowych urządzeń.

Unijne pieniądze w postaci instrumentów dłużnych — pożyczek, poręczeń, gwarancji — pomagają przedstawicielom biznesu poprawiać wyniki finansowe i rozszerzać działalność. Czy po 2020 r. będzie ich więcej?

Niewątpliwie tak. I to z kilku powodów. Po pierwsze, system przedsiębiorczości działa w Polsce znacznie lepiej, niż jeszcze kilka lat temu. Po drugie, nasze firmy są bardziej przygotowane do sięgania po różnego rodzaju instrumenty finansowe, nie tylko po dotacje.

Dlatego nie ma potrzeby utrzymywania wsparcia grantowego we wszystkich dziedzinach ich działalności. Finansowanie zwrotne wymusza też na firmach podejście prorynkowe. Ponadto instrumenty dłużne mogą być wykorzystywane wielokrotnie. Czyli za te same fundusze można udzielić wsparcia dla znacznie większej liczby projektów. Co ważne, po 2020 r. unijne dofinansowanie nie będzie tak duże, jak dotychczas. Dlatego musimy przygotować instrumenty finansowe na okres, kiedy z UE będziemy otrzymywać mniej funduszy.

Jak wygląda obecne tempo wydawania pieniędzy unijnych?

Machina z grantami w całej UE rozkręcała się znacznie wolniej, niż w poprzedniej perspektywie. Powodem są nowe warunki prawne przyjęte na poziomie europejskim, ale też zasady obowiązujące w państwach członkowskich. Mimo to, w porównaniu z innymi krajami korzystającymi z polityki spójności, Polska jest liderem w inwestowaniu funduszy unijnych. Komisja Europejska wypłaciła nam już grubo ponad 5 mld EUR, czyli jedną trzecią płatności przekazanych wszystkim krajom UE. To bardzo dobry wynik, dwukrotnie lepszy niż w poprzedniej perspektywie 2007-14.

Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Spójrzmy choćby na nasze regiony, które wykorzystują pieniądze unijne w ślimaczym tempie.

Rzeczywiście, widać wyraźnie, że wsparcie z Regionalnych Programów Operacyjnych (RPO) płynie zdecydowanie wolniej niż w programach krajowych, również w obszarze przedsiębiorczości. Jednak zależnie od programu sytuacja wygląda różnie, ale też obserwujemy pewne przyspieszenie. Podobnie wygląda sytuacja w programach krajowych. Cieszę się, że Narodowe Centrum Badań i Rozwoju i Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości podpisują coraz więcej umów z beneficjentami. Większa liczba realizowanych projektów już niedługo przełoży się także na wydatki.

Od początku tej perspektywy pula dostępnych dotacji na nowatorskie przedsięwzięcia i badania realizowane przez przedsiębiorców w ramach RPO skurczyła się tylko o 19 proc. Może poprzeczka związana z wymogiem innowacyjności projektów jest zbyt wysoka?

Samorządy miały zawsze problemy ze wspieraniem przedsiębiorczości. Nadal jest to dla nich obszar, którego się uczą i w którym stale pojawiają się nowe wyzwania. Dlatego chcemy, aby regiony nie tylko dotowały projekty związane z zakładaniem działalności gospodarczej i wspierały inwestycje w przedsiębiorstwach, ale w większym niż dotychczas stopniu postawiły na pionierskie przedsięwzięcia. Współpracujemy w tym zakresie, aby prowadzona przez nas polityka innowacyjna w najbliższych latach była realizowana również przez regiony. Uważam, że będzie ona bardzo ważna w kolejnej perspektywie finansowej. To oznacza, że samorządy powinny lepiej zarządzać pieniędzmi, które są kierowane na nowatorskie rozwiązania. Chodzi m.in. o wspieranie projektów badawczo-rozwojowych i komercjalizacji wyników prac B+R. W tym przypadku bardzo pomocne będą instrumenty kapitałowe wysokiego ryzyka, czyli fundusze zalążkowe i venture capital. Chcę też podkreślić, że nie jestem za drastycznym obniżaniem wymogów związanych z innowacyjnością projektów. Od nich przecież zależy przyszłość i konkurencyjność naszej gospodarki. Trzeba — tak jak we wszystkim — zachować zdrowy rozsądek. Kiedy zaczęliśmy wspierać projekty B+R w programie Inteligentny Rozwój, okazało się, że poprzeczkę zawiesiliśmy zdecydowanie za wysoko. Nawet eksperci mieli problem z wyborem najbardziej innowacyjnych projektów. Prawdą jest też, że pierwsze wnioski o dofinansowanie składane przez przedsiębiorców były słabsze niż teraz. Zdrowy rozsądek powinien polegać na tym, że z jednej strony wybieramy możliwie jak najlepsze przedsięwzięcia, a z drugiej nie stawiamy takich wyśrubowanych warunków, ze spełnieniem których — mówiąc żartobliwie — nawet świętej pamięci Steve Jobs, założyciel firmy Apple, miałby problem. Trzeba być elastycznym i w odpowiednich momentach reagować, by pieniądze były inwestowane jak najefektywniej.

Czy już widać efekty wejścia w życie ustawy wdrożeniowej?

Jeszcze jest na to za wcześnie. Ustawa obowiązuje dopiero od 2 września. Nowe zasady, które reguluje, muszą być jeszcze wprowadzone do poszczególnych programów operacyjnych. Ale efektów tych zmian możemy spodziewać się już za kilka miesięcy. One będą przekładały się na sposób organizowania i przeprowadzania konkursów, ocenę projektów oraz procedury, które powinny być mniej uciążliwe dla beneficjentów, szczególnie dla firm.

Nie obawia się pan, że zmiany dotyczące poprawiania wniosków do skutku opóźnią wydawanie pieniędzy?

Nie widzę takiego zagrożenia. Zlikwidowaliśmy ocenę formalną wniosków o dofinansowanie, jednak muszą one spełniać określone warunki. Wcześniej, jeżeli konkretny wniosek był odrzucony z jakichś, często nawet błahych przyczyn, to czekał na kolejny konkurs. Teraz drobne formalne błędy mogą być usuwane niejako na bieżąco, także przez instytucje organizujące konkursy, oczywiście w uzgodnieniu z beneficjentem i za jego aprobatą. Nie boję się jednak, że wspomniane zmiany wpłyną negatywnie na realizację całej perspektywy finansowej — przeciwnie, usprawnią wybór i następnie wdrażanie projektów.

Kiedy powstanie zapowiadana już od dłuższego czasu Polska Agencja Ratingowa dla firm MSP?

Wprowadzanie nowych rozwiązań instytucjonalnych nie jest proste. Na wspomnianej agencji bardzo nam zależy. W tej dziedzinie na naszym rynku mamy lukę. Mniejszych podmiotów nie stać na zatrudnianie międzynarodowych agencji ratingowych. A przecież od ich oceny zależy często, czy firma dostanie finansowanie z rynku. Dlatego taka agencja jest bardzo potrzebna, zarówno przedsiębiorstwom, jak i samorządom. Nie wskazujemy jednak konkretnego terminu jej powstania. Chcemy najpierw zakończyć prace związane z otoczeniem funkcjonowania Polskiego Funduszu Rozwoju i uruchomić wszystkie elementy Konstytucji Biznesu. Np. ostatnio rząd przyjął propozycję systemowego rozwiązania na gruncie prawnym dla systemu gwarancji dla małych i średnich przedsiębiorstw, które będzie realizowane przez Bank Gospodarstwa Krajowego na bazie sprawdzonego programu de minimis. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiała Dorota Zawiślińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Fundusze unijne / Dotacje dla ryzykantów, zwrotne dla asekurantów